Czy był agentem Rzymian? Czy Jezus mógł sobie wymarzyć lepszego fachowca od PR?

Na temat Pawła spierają się liczne umysły. Dla jednych jest największym spośród wszystkich apostołów, dla innych tym, który wypaczył naukę Chrystusa.

Kontrowersji nie budzi jedynie jego wielkie historyczne osiągnięcie. Porównuje się je do „wyprawy Aleksandra Wielkiego w odwrotnym kierunku”. O ile bowiem wojsko wielkiego Macedończyka zaniosło kulturę grecką aż po Indus, o tyle skutkiem działalności Pawła światło Chrystusa przywędrowało ze Wschodu aż do Rzymu, może nawet do Hiszpanii.

Przemierzył prawie cały równik

Paweł rozpoczął od misji wśród pogan. Dzięki niemu wierzenia jakiejś żydowskiej sekty przeistoczyły się w największą religię świata. Jest zatem całkiem uprawnione uznawanie go za drugiego założyciela chrześcijaństwa.

Przejdź do sklepu „W Drodze”

Aby tego dokonać, apostoł działał niestrudzenie. Przemierzył ponad trzydzieści tysięcy kilometrów – niekiedy lądem, korzystając z dobrze rozwiniętej sieci rzymskich traktów, innym razem drogą morską, wsiadając na chybotliwe pokłady antycznych statków, co było wielce ryzykowną alternatywą. Statki te bowiem często rozbijały się o skały, o czym wiemy między innymi z listów Pawła i z Dziejów Apostolskich.

Nic jednak nie mogło go powstrzymać od głoszenia Ewangelii – ani liczne uwięzienia czy szykany, ani ciągłe prześladowania, ani nawet jedna próba 14 ukamienowania, z której to opresji udało mu się ujść cało. Nie przeszkodziła mu również choroba, najpewniej malaria. Tak to życie człowieka z Tarsu jest cudem determinacji, hartu ducha i niezłomnej wiary.

Augustyn, Luter, Nietzsche – wszyscy się na niego powoływali

Sam Paweł przedstawiał się w Liście do Rzymian jako „sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej” (Rz 1,1). Jednak czy Ewangelia śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego Jezusa, którą głosił, była rzeczywiście autentyczną nauką Nazarejczyka? O to spiera się od prawie dwóch tysiącleci całe chrześcijaństwo.

Dla judeochrześcijańskich ebionitów był on wszak prawie antychrystem, ponieważ głosił Ewangelię wśród pogan, a potem jeszcze zrezygnował z rytuału obrzezania. Heretyk Marcion z Sinope (85–160) odrzucał natomiast wszelkie żydowskie elementy wiary i za wiążącą uważał tylko Ewangelię Łukaszową, pozostałe trzy negując, z listów apostolskich zaś uznawał tylko te autorstwa św. Pawła, oczywiście w wersji przez niego przyjętej, to znaczy pozbawionej przezeń odniesień do judaizmu.

Święty Augustyn (354–430) nawrócił się dopiero po przeczytaniu spuścizny Pawła, podczas gdy Marcin Luter (1483–1546) powoływał się na List do Rzymian, rozpoczynając rewoltę skierowaną przeciwko Kościołowi. Dziś teolodzy zarzucają Lutrowi anachronizm w myśleniu i opaczne rozumienie Apostoła Narodów. Gdy bowiem Paweł pisał, że sama wiara prowadzi do zbawienia, wyrażał sprzeciw wobec ścisłego przestrzegania przepisów czystości rytualnej Prawa Mojżeszowego, nie zaś wobec dobrych uczynków i starań o uświęcenie dnia codziennego, jak naucza Kościół katolicki.

Filozofowi Fryderykowi Nietzschemu (1844–1900) Paweł posłużył za cel antysemickiej i antychrześcijańskiej polemiki. Nazwał on głosiciela miłości Bożej „geniuszem nienawiści”. W jego osobie żydostwo miało mścić się na Rzymianach, podporządkowując antyczną cywilizację „moralności niewolników”. Adolf Hitler, uważający Jezusa za „Aryjczyka”, a wczesne chrześcijaństwo za „wyraz protestu wobec judaizmu”, zgadzał się z nim z całego serca.

Dziś natomiast karierę robi insynuowanie Pawłowi, że był agentem Rzymian, który kreować miał Jezusa – żydowskiego rewolucjonistę – na „boskiego syna na wzór helleński”, by załagodzić skutki wybuchowego ruchu mesjańskiego. W każdym razie tak wynika z populistycznych bestsellerów, takich jak dzieła brytyjskich fałszerzy historii Michaela Baigenta i Richarda Leigha (Zwoje znad Morza Martwego), amerykańskiego buntownika kumrańskiego Roberta Eisenmana (Jakub, brat Jezusa) i jego nie mniej awanturniczego krajana Jamesa Tabora (Dynastia Jezusa), który utrzymuje, że odkrył nagrobek ojca Jezusa, rzymskiego legionisty w Bingen nad Renem.

Teolog mainstreamowy

W rzeczywistości Paweł nie był nikim takim. Gdyby pierwsi chrześcijanie byli aktywni politycznie, z pewnością nie uciekliby z Jerozolimy w momencie, kiedy wybuchło tam powstanie żydowskie. Gdyby Paweł wypaczał naukę Jezusa, nie znalazłby najpewniej poparcia wśród uczniów Nazarejczyka. W rzeczywistości to właśnie członkowie wczesnej jerozolimskiej gminy chrześcijańskiej towarzyszyli mu podczas pierwszych podróży misyjnych, kiedy to mogli kontrolować głoszoną przez niego naukę.

Od czasu odkrycia kumrańskich zwojów znad Morza Martwego wiemy, że paulińska chrystologia korzeniami sięga głęboko do pierwotnych mesjańskich wyobrażeń judaizmu (które zresztą nie były absolutnie spójne). W każdym razie czwarta Ewangelia, przedstawiająca Boże synostwo Jezusa najbardziej wyraziście, powstała chronologicznie już po listach Pawłowych. Za jej autora uważa się Jana, umiłowanego ucznia i najbardziej zaufanego towarzysza Jezusa, który po odejściu Pawła przewodził chrześcijańskiej gminie w Efezie.

Jednego z najważniejszych ośrodków wczesnego Kościoła – Aleksandrii – Paweł nie ujrzał nigdy, a mimo to także tam nie powstała jakaś całkiem od niego niezależna teologia – nazwijmy ją „mainstreamowa”, czyli głównego nurtu.

Gdyby Paweł faktycznie był na usługach Rzymu, wówczas zapewne nie przesiedziałby na mocy zarządzeń rzymskich urzędników czterech lat w więzieniach, by ostatecznie na rozkaz cesarza zostać straconym.

Jego dzieło: globalizacja chrześcijaństwa

To, co pozostaje po odrzuceniu wszelkich nadużyć, pomówień i błędnych interpretacji, to jedna z najbardziej fascynujących indywidualności w historii świata. Apostoł Narodów był najlepszym „specem od PR”, jakiego do szerzenia Dobrej Nowiny mógłby sobie zażyczyć sam Chrystus. Człowiek, który niczego nie robił połowicznie, który jeszcze i dziś imponuje konsekwencją działania, bezkompromisowością i bezwarunkowym poświęceniem się temu, w co wierzył.

Nie był zwyczajnym człowiekiem swoich czasów, wyróżniał się nie tylko na tle Żydów i Rzymian, lecz nawet na tle chrześcijańskich współbraci, którym nie szczędził ostrych słów napomnienia. Całe życie trwał pod urokiem Zmartwychwstałego, który ukazał się mu w drodze do Damaszku. Wtedy wszystko, co było dla niego wcześniej pewnikiem, rozpadło się jak rażone piorunem, a objawiło się coś innego, wspaniałego – wizja Boga Nowego Przymierza z ludźmi.

By to urzeczywistnić, konieczne było zerwanie wszystkich więzów – narodowych i wyznaniowych. Historyczny Jezus objawił się przecież tylko Żydom, zatem to Paweł musiał zrobić następny krok i pokazać Go innym narodom. Ponad wszelkimi etnicznymi i społecznymi podziałami zespolił je ze sobą, nawołując, by byli „kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Bóg przyjmie wszystkich! „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety”, wszystkim przysługują te same prawa!

Przesłanie Pawła z Tarsu było najtrwalej oddziałującą rewolucją społeczną w historii.

Podobnie jak Jezusowy obraz Boga, tak i ten autorstwa Pawła naznaczyła bezwarunkowa miłość. Miłość Boga nie ogranicza się już tylko do narodu wybranego, nawet nie do tych, którzy przestrzegają i żyją wedle prawa, lecz ogarnia też niewierzących i grzeszników. Paweł jako pierwszy pojął uniwersalizm Ewangelii i prawdziwy wymiar Bożej miłości, i uczynił z nich miarę swej działalności i swego nauczania. Dlatego Daniel Marguerat mógł powiedzieć: „Etyka miłości dowodzi, że duch Jezusa przeniknął do Pawła. Jego teologia syci się ogniem, który w nim rozpaliło odkrycie Jezusa”.

Uniwersalizm miłości Boga wymaga uniwersalnego głoszenia Ewangelii. Paweł odpowiadał za globalizację chrześcijaństwa. Był kosmopolitą wśród apostołów, citoyen par excellence, obywatelem świata. Był także elokwentnym, otwartym na otoczenie i wykształconym znawcą judaizmu oraz antycznego, grecko-rzymskiego świata ducha, myśli i kultury.

Pawłowe przesłanie przetrwało prawie dwa tysiąclecia, jakie upłynęły od czasu jego działalności. Pozostając nadal niewiarygodnie nowoczesną nauką, prowadzi nas jednocześnie na powrót do początków chrześcijaństwa, do źródeł naszej cywilizacji.

Można powiedzieć, że wraz z Pawłem chrześcijaństwo wkroczyło w historię świata. Dzięki temu o samym Apostole Narodów wiemy więcej niż o jakiejkolwiek innej postaci wczesnego chrześcijaństwa, włączając w to również samego Jezusa z Nazaretu.

Nie zachowały się tak precyzyjne dane biograficzne i tak obfite świadectwa osobiste żadnej innej postaci biblijnej, żaden inny apostoł nie pozostawił po sobie tak wielu śladów w miejscach historycznych.

Fragment książki Michaela Hesemanna „Paweł z Tarsu. Archeolodzy tropem Apostoła Narodów”, która ukazała się w wydawnictwie „W drodze”. Tytuł, lead i sródtytuły pochodzą od redakcji Dominikanie.pl.

Processed with VSCOcam with a5 preset