Dlaczego nastolatek się buntuje, a dojrzałość nigdy nie jest doskonała?

Z ojcem Tomaszem Gajem OP rozmawia Magdalena Pajkowska:
Jak przebiega droga dojrzewania człowieka?

Tomasz Gaj OP: Zaraz po urodzeniu najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa i bliskości z rodzicami. Z tego doświadczenia korzystamy potem w dorosłym życiu, budując związki z innymi ludźmi. W następnym etapie mały człowiek zaczyna się uczyć niezależności, autonomii. Potem, już na własnych nogach, wchodzi w wiek przedszkolny. To czas zabawy, nieokiełznanej energii w odkrywaniu świata. Etap szkolny to początek pracy, stawania wobec wymagań, tabliczki mnożenia, nauki pracowitości. Tak wchodzimy w dorosłość. Zaczyna się ona wiekiem dojrzewania, w którym musimy odnaleźć tożsamość. To jest najważniejszy moment życia – szansa i zagrożenie zarazem.

Przeczytaj pozostałe wywiady z o. Tomaszem Gajem OP

Przypomina to budowanie domku z klocków – na każdym etapie mamy dojść do określonego punktu. Ale co się stanie, jeśli się tego nie nauczymy? Domek się zawali?

Nie, ale będzie w nim czegoś brakowało. Trudniej będzie budować dalej. Trudno nauczyć się autonomii, jeśli nie zna się bliskości. Nasza natura jest na tyle plastyczna, że w kolejnych etapach możemy nadrabiać zaległości z okresów poprzednich, ale jest to już trudniejsze.

Co nastolatek może zrobić, żeby żadnego z klocków mu nie zabrakło?

Nastolatek korzysta ze wszystkiego, czego do tej pory się nauczył. Przed nim szukanie odpowiedzi na ważne pytania: „Kim chcę być, jakie jest moje powołanie? Co lubię, a czego nie, jakie są moje poglądy?”. Dziecko ma zwykle poglądy rodziców, a nastolatek musi wszystko sprawdzić, by odpowiedzieć, czy to, co dotychczas przyjmował siłą autorytetu, jest naprawdę jego.

W budowaniu tożsamości są potrzebne na tym etapie głównie dwie rzeczy: eksperymentowanie i dokonywanie wyborów. To bardzo trudny okres, bo wielkim dyskomfortem jest nie wiedzieć, kim się jest. Dlatego pułapką jest udzielanie odpowiedzi bez ich sprawdzenia. Młody człowiek jeszcze nie wie, czego chce, ale nie daje sobie szansy na eksperymentowanie i zbyt szybko podejmuje ostateczne wybory. Wchodzi na przykład do jakiejś grupy i przejmuje jej tożsamość, jakby nakleja ją na siebie. Nie pozwala wtedy sobie na odnalezienie tego, co jest naprawdę jego.

Drugą pułapką jest z kolei wieczne eksperymentowanie bez podejmowania zobowiązań.

Czy bunt jest twórczy?

Tak. Gdy trzylatek ciągle mówi „nie”, służy to określaniu własnych granic. Nastolatek buntuje się, by dowiedzieć się, co jest jego. Dokonuje wyboru, by pozostać mu wiernym w dojrzały sposób.

W ten sposób człowiek z ukształtowaną tożsamością wchodzi w dorosłość.

Przestaje zajmować się tak bardzo sobą i wychodzi do świata. Wchodzi w pełnienie dorosłych ról – zawodowej i rodzinnej. Intensywniej buduje bliskie relacje z innymi.

I znów przydaje się pierwszy etap życia – gdy dziecko było blisko mamy.

Od tego, jak ta bliskość wyglądała, teraz zależy, jak będzie się kształtować relacja w małżeństwie. Intymność to przeplatanie się dwóch umiejętności: bycia blisko, ale również bycia samemu – nawet w najbliższym związku. U progu dorosłości, gdy mamy najwięcej sił i możliwości, musimy nauczyć się także nowej roli zawodowej. Te dwie rzeczy muszą się rozwijać harmonijnie.

Około 40 roku życia zaczynamy zbierać pierwsze owoce życia. To etap największej stabilizacji – już jestem w związku, mam dzieci, określone powołanie, zawód. To czas podejmowania odpowiedzialności za innych, opiekuńczości, troski – opieki nad tym, co stworzyłem. Może to być dom, idea, projekt zawodowy. Pułapką tego okresu jest stagnacja, brak kreatywności. Często wtedy zdarza się kryzys połowy życia: „Widzę, że wiele za mną. A przede mną?”. Docierają do mnie głębiej kwestie egzystencjalne – pojawiają się pytania o sens życia.

Zaczyna się jesień życia…

Dzieci są już dorosłe, powraca się do bliższej relacji z małżonkiem. Można cieszyć się mądrością zdobywaną przez całe życie. Starszy człowiek umie zobaczyć to, co istotne, służy doświadczeniem, potrafi się nim dzielić. To etap pogodzenia się z życiem i nieuchronnością śmierci. Źle, jeśli ten okres przepełniają rozpacz i rozgoryczenie.

Tak ujmowany rozwój jest pokonywaniem kolejnych kryzysów.

Kryzys jest wpisany w rozwój. Na każdym etapie jest jakaś trudność do pokonania. Tylko przechodząc przez nią, mogę pójść dalej.

Czy brak rozwoju jest cofaniem się?

Jest stagnacją, która na dłuższą metę rzeczywiście jest cofaniem się. Nie realizuję moich możliwości, więc stawiam krok w tył.

Czy dojrzewanie wymaga pokory czy może to pokora świadczy o dojrzałości?

Trzeba olbrzymiej pokory, by przyjąć, że dojrzewanie przebiega w swoim rytmie, a nie idzie tak, jak byśmy chcieli, i że częścią rozwoju są również kryzysy. Z drugiej strony, im bardziej jesteśmy dojrzali, tym pokorniej podchodzimy do świata.

Czy można rozwój porównać do drogi?

Metafora drogi jest najtrafniejsza. Gdy dokądś idziemy, nie zawsze wybieramy najprostszą trasę. Opłotki, objazdy też są wpisane w rozwój, choć czasem wydaje nam się, że oddalają od celu.

Ważniejsza jest droga czy cel?

Byłem kiedyś na pielgrzymce. W drodze pomyślałem, że nawet gdybym nie doszedł do celu, to przecież nie ma to wielkiego znaczenia. Owocowanie pielgrzymowania nie rodzi się u celu, ale dojrzewa w drodze. Można pojechać autokarem, ale przecież to nie to samo, bo droga na własnych nogach, trud, kolejne zmagania są konieczne, aby dojrzewał w nas cel.

Trenerzy biznesu stawiają dziś bardziej na drogę…

… a nasz Trener i Coach powiedział: „Jestem drogą…”. Trzeba nią zatem podążać. Pierwszy krok na drodze pozwala nam już dotykać celu. Nie ma celu bez drogi ani drogi bez celu. Można wyznaczać sobie pewne zadania, do których zdążamy. Nie wszystko zależy jednak od nas. Droga może nas zaskoczyć.

Czy dążenie do doskonałości może prowadzić do pychy?

Tak, bo możemy pomylić dojrzałość z perfekcjonizmem. Perfekcjonizm jest sztywny, nie zgadza się na brak, jest bezwzględny i ciągle niezadowolony. Dojrzałość nie jest nigdy doskonała, bo zawsze wie, że czegoś jej jeszcze brakuje, i potrafi się pogodzić z tym, że doskonały jest tylko Bóg.

Czym zatem jest dojrzewanie duchowe?

Droga dojrzewania duchowego jest zawsze inna niż nasze wyobrażenie. Bóg wyznacza nam drogi, które często nas zaskakują. Trzeba elastyczności i otwartości, by przyjąć to, co jest nam dane. Czasem będą to chwile radości i zachwytu, kiedy indziej bólu i zwątpienia. Czasem napotkane trudności trzeba obejść, czasem trzeba zaczekać. Wierzymy jednak, że w drodze rozwoju duchowego wszystko, co nas spotyka, w jasny tylko dla Boga sposób prowadzi nas do celu.

Tekst rozmowy ukazał się w miesięczniku „Tak Rodzinie” 6/2015, wydawanym przez zgromadzenie Sióstr Loretanek. 

takRODZINIE_winieta