Wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu jest cnotą. Tutaj ascetyka chrześcijańska i kultura współczesna są ze sobą zgodne.

Nie pamiętam, co to była za książka. Pamiętam, że szukaliśmy z grafikiem ilustracji do słowa „grzech”. Wrzuciliśmy je w wyszukiwarkę na jednym z portali sprzedających zdjęcia. W efekcie po chwili ekran zapełniły fotografie osób jedzących czekoladki, ciastka, batoniki i tym podobne wysokokaloryczne a pokuśliwe rzeczy.

Najwyraźniej co do tego, że wstrzemięźliwość jest cnotą, ascetyka chrześcijańska i kultura współczesna są ze sobą zgodne. Przynajmniej, jeśli chodzi o pierwszą zaletę umiarkowania:

Pozwala zachować zdrowie i ładną sylwetkę.

Różnica w podejściu jest taka, że w kulturze chodzi głównie o tę sylwetkę. Stąd obecne, ale niezbyt konsekwentne, potępienie dla anoreksji i bulimii, które także są formami obżarstwa. Jeśli nie rzucają się za bardzo w oczy, to ostatecznie mogą być.

 

José Manuel Ríos Valiente700fot. flickr.com/Jose Manuel Rios Valiente

 

Można się natknąć w internecie na fora, na których zafascynowane Aną nastolatki drastycznie katują swoje ciało, odmawiając mu pokarmu. Mówią o sobie jako o motylkach: lekkich, subtelnych. Dla wielu z nich nie będzie to tylko krótki wyniszczający epizod w okresie dorastania, a straszna choroba psychiczna – anoreksja – która doprowadzi je do śmierci. Statystyki mówią, że co piąta osoba chora na jadłowstręt, czasem połączony z bulimią (przejadaniem się i wywoływaniem wymiotów) umrze na skutek tej choroby.

Anoreksja wydaje się być zdecydowanym przeciwieństwem obżarstwa. Jednak wniosek, że jeśli będziemy wstrzemięźliwi aż do regularnego głodzenia się, to dopiero będzie przedsionek świętości, jest błędny.

Już u tak surowo poszczącego pustelnika, jak Ewagriusz z Pontu (IV w.) znajdziemy uwagę, że nie należy przesadzać z wstrzemięźliwością od pokarmów ponad wyznaczoną miarę. Właśnie to pojęcie – miary – jest kluczowe dla zrozumienia cnoty, o której piszę. Bo jej kolejną zaletą jest to, że:

Uczy szacunku wobec ograniczeń ciała.

Nasz brat osiołek (że tak zapożyczę frazę u św. Franciszka z Asyżu) jak nie dostanie odpowiedniego paliwa i w odpowiedniej ilości, to nie pojedzie. Zresztą jak dostanie za dużo, to też się nie ruszy.

Tym samym cała sztuka nie polega na tym, by zrezygnować całkowicie z przyjmowania pokarmu. Jeść musimy (a niektórzy, w tym ja, kochają to robić) a każda modlitwa przed posiłkiem nam przypomina, że przed nami leżą dobra dane nam przez Ojca. Gardząc nimi, gardzimy Dawcą. I to kolejna zaleta umiarkowania:

Uczy wdzięczności i korzystania z przyjemności.

Chodzi o to, żeby czas posiłku przeznaczyć na jedzenie. Truizm? To w takim razie proszę zrobić krótki rachunek sumienia: kiedy ostatnio zjedliście posiłek bez towarzystwa telewizora/komputera/moblinego internetu? Albo chociażby usiedliście do tego posiłku, zamiast wrzucać coś na ruszt w biegu, na ulicy lub w komunikacji miejskiej?

Taki sposób jedzenia odbiera nam możność ucieszenia się smakiem spożywanych potraw i dostrzeżenia hojności Boga, który nam dał możliwość zaspokojenia głodu. Zamyka nas także na jeszcze jedną genialną rzecz, którą daje cnota umiarkowania:

Budowanie wspólnoty i wzmacnianie poczucia przynależności.

Wspomniany wyżej Ewagriusz pisze, że umiarkowanie dotyka w nas dwóch przestrzeni: podtrzymywania życia i poczucia przynależności.

Obie te sfery mają olbrzymi wpływ na nasze poczucie bezpieczeństwa – to powiązanie rodzi się już w pierwszych minutach życia poza łonem matki. Karmiony piersią noworodek nie tylko zaspokaja głód, ale także zyskuje pewność, że nie jest sam, i buduje więź z matką.

 

ashley buttle700fot. flickr.com/Ashley Buttle

 

Często potem, już w dorosłym życiu, „zajadamy” lęki lub próbujemy się ich pozbyć, „egzorcyzmując” je przesadną troską o szczupłą sylwetkę. Z tego względu też często świetną drogą do odnalezienia miary w jedzeniu jest odbudowanie swojego zaufania wobec Boga, zaś troska o zachowanie miary w jedzeniu i piciu uczy nas ufności wobec Niego.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do wspólnoty i przynależności. Otóż w pierwotnym Kościele post związany był ściśle z jałmużną: oszczędzone produkty czy pieniądze przeznaczano ubogich. To następna zaleta wstrzemięźliwości:

Uczy współczucia wobec doświadczających głodu.

A także:

Szacunku wobec danych nam przez Boga dóbr.

Ta cecha łączy wstrzemięźliwość z hojnością, o której jeszcze będę pisać. Odkrywamy, że mamy się czym dzielić, nie musimy wchłonąć wszystkiego, co jest w naszym zasięgu. I to pozwala nam odkryć ostatnią, wspaniałą cechę umiarkowania:

Daje nam wolność.

Tym samym w ostatecznym rozrachunku stajemy się motylkami, ale nazwa ta nie bierze się z fascynacji anoreksją, ale Bogiem. Cóż, tylko motylki będą zbawione. Ale bez względu na wagę.

Na koniec bonusik: zwiastun filmu, który wspaniale jak żaden inny mówi o tym, czym jest prawdziwe umiarkowanie – „Uczta Babette”.