Lekcja 8: Świat wciąż należy do Boga

Niezmiernie trudno opowiedzieć dzieciom o tym, w co wierzą chrześcijanie. Zgodnie z zasadami pedagogiki wiedzę należy serwować we fragmentach odpowiadających pojętności słuchaczy. Dlatego wyobraźnię maluchów meblujemy najpierw opowieściami o stworzeniu świata, grzechu pierwszych rodziców i wygnaniu z raju. Bez większego trudu można opowiedzieć im historię Abrahama i Mojżesza, Dawida i pozostałych królów Izraela. Co prawda lepiej się ograniczyć do pobieżnego przedstawienia wydarzeń. Biblia jest księgą, która nie rumieni się ze wstydu. Nie unika niczego, co ludzkie, stąd na jej stronach nie brakuje historii o człowieku, który swoim zachowaniem przypomina bestię. Nawet najwspanialsi bohaterowie okazują się niepohamowani, brutalni, wyrachowani i małostkowi. Również dorośli słuchacze, przeglądając Stary Testament, mogą się czuć nieswojo. Dlaczego tyle zdrady, mordów i tortur w Piśmie Świętym? Sięgając po Nowy Testament, pedagog, ale i dorosły czytelnik, który samodzielnie zgłębia lekturę, nie mają łatwego zadania. Owszem, można się skupić na opisach zwiastowania i narodzenia, na przypowieściach i nauczaniu moralnym, wreszcie na mniej lub bardziej spektakularnych cudach Jezusa. Koniec końców trzeba będzie się zmierzyć z opowiadaniem o męce i śmierci Chrystusa. W przeciwnym razie chrześcijaństwo zostanie pozbawione zwornika. Gdy ominiemy tę część historii, cała konstrukcja wiary legnie w gruzach. Pozostanie światopoglądem, systemem etycznym lub opowiastką ku pokrzepieniu serc. Przestanie jednak być wiarą w Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia.

Ewangelia jest historią „tylko dla dorosłych”, ponieważ stawia nam przed oczy umęczonego trzydziestoletniego mężczyznę, „który wydał samego siebie za nasze grzechy, aby wyrwać nas z obecnego złego świata, zgodnie z wolą Boga i Ojca naszego” (Ga 1,4). W chrześcijaństwie ostatecznie chodzi o to, żeby móc z przekonaniem powiedzieć o Chrystusie: „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20). Syn Maryi, z zawodu cieśla, został skazany na śmierć w Jerozolimie za czasów namiestnika Poncjusza Piłata, gdy cezar Tyberiusz sprawował władzę nad Imperium Rzymskim. Konkretny człowiek został zamordowany, żebym, żyjąc dwa tysiące lat później, mógł mieć uzasadnioną nadzieję na życie wieczne. Chrześcijanin to ktoś, kto staje wobec tej prawdy. Może celniej należałoby powiedzieć, że chrześcijanin to ktoś, kto stanął wobec umierającego na krzyżu Jezusa z Nazaretu.

Czytaj dalej w miesięczniku „W drodze” https://wdrodze.pl/lekcja8