Lekcja 6: To jest mój Syn
Teologia jest nauką o bóstwie. Świadczy o tym już sama nazwa dyscypliny. Greckie theos i logos to właśnie oznaczają. Nie sposób jednak myśleć o Bogu, nie zastanawiając się jednocześnie nad ograniczeniami ludzkiego poznania. Dlatego człowiek jakby mimochodem staje się też przedmiotem teologii. Religia natomiast to sposób odnawiania kontaktu z bóstwem. Tym razem wskazuje na to łaciński źródłosłów (łac. religare – wiązać lub relegere – odczytać, w obu wypadkach „re” oznacza ponawianie lub pogłębianie czynności). Opisując więź, należy wziąć pod uwagę oba jej człony. Człowiek wyraźnie jest częścią równania, choć akcent w opisie religii zazwyczaj pada na jej boski wymiar. Chrześcijaństwo jest wyjątkową i teologią, i religią. Człowiek nie pojawia się w nim „mimochodem” lub dzięki „przesunięciu akcentu”, lecz został postawiony w jego centrum. Co prawda nie jakikolwiek człowiek ani nie człowiek w ogólności, ale jedyny. Człowiek pełny – Chrystus. Wypada zrównoważyć ostatnie zdanie kolejnym: Najważniejszą prawdą chrześcijaństwa jest Bóg, który stał się człowiekiem. Obawiam się jednak, że większość osób, która słyszy tak sformułowaną tajemnicę wiary, mimowolnie skupia się na bóstwie, a człowieczeństwo traktuje jako pomijalny dodatek. Jakby Bóg tylko udawał, że jest człowiekiem, lub co najwyżej na jakiś czas założył „przebranie” ludzkiej natury. Ostatecznie jest Bogiem, więc nie ma znaczenia, że objawił się jako Cieśla z Nazaretu. Jest Bogiem i kropka. Oczywiście, że jest. Jednocześnie Chrystus przeżywa bóstwo na sposób ciała (por. Kol 2,9), co oznacza, że ludzka natura jest w Nim równie ważna jak boska. Nie można pomijać żadnego z dwóch pierwiastków. Katolicyzm przez dwa tysiące lat próbuje opisać ten jedyny i niepowtarzalny fenomen. Szczerze mówiąc, wciąż jesteśmy na początku drogi. A może lepiej tak: wciąż kręcimy się wokół, ponieważ to Jezus, syn Maryi, jest teologią (wiedzą o Bogu) i religią (zjednoczeniem człowieka z Bogiem). Choć poznajemy Go fragmentarycznie, jedno możemy stwierdzić z całkowitą pewnością: Syn Boży objawia nie tylko Boga, ale też pełnię człowieczeństwa. Nikt z nas nigdy nie będzie Bogiem Wcielonym. Ale podziwiając Jezusa, możemy odkrywać, na czym polega niezwykła (choć może
uśpiona) ludzka „pojemność” na Boga. Niestety jesteśmy zranieni skutkami grzechu pierworodnego i osobiście popełnianym złem, lecz mimo to (z pomocą łaski) możemy się stawać ludźmi według
pełni Chrystusa (por. Ef 4,13). Żeby lepiej zrozumieć, na czym owa pełnia polega, przyjrzyjmy się opowieści zawartej w czwartym rozdziale Ewangelii Świętego Mateusza. W niej dostrzeżemy, w jaki sposób Syn Boży jest człowiekiem.
Czytaj dalej w miesięczniku „W drodze” https://wdrodze.pl/lekcja6