Wizyta kard. Timothyego Radcliffe'a OP oraz Alaina Arnauld OP w Ukrainie.
Drogie Siostry, Drodzy Bracia,
Od ponad czterech lat trwa pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Każda kolejna rocznica jej rozpoczęcia wiązała się z nadziejami, że to już ostatni rok wojny. Niestety upragniony pokój wciąż wydaje się odległy.
Ojciec Misza pokazuje fotografię wykonaną podczas Mszy świętej odprawianej na samym początku wojny w Fastowie. W tej niewielkiej kaplicy, znajdującej się w podziemiach parafialnego kościoła, w marcu 2022 roku codziennie nocowali ludzie. Przychodzili tutaj, ponieważ czuli w tym miejscu szczególną ochronę. „To bardzo wymowny obraz Kościoła jako przestrzeni bezpieczeństwa, nadziei i zaufania Bogu” – dodaje dominikanin z Fastowa. Grube mury świątyń sprawiają wrażenie, że są w stanie wytrzymać uderzenia rosyjskich bomb. Ludzie chronią się w miejscach modlitwy, ufając, że Bóg jest po stronie słabych i skrzywdzonych.
Kilka dni temu zakończyła się wizyta w Ukrainie kardynała Timothy’ego Radcliffe’a, byłego generała Zakonu Dominikanów, cenionego kaznodziei i autora wielu książek. Ojciec Timothy przyjechał razem z ojcem Alainem Arnould, belgijskim dominikaninem mieszkającym w Tallinnie. „Cieszę się, że mogłem przyjechać tutaj ponownie. Nie dlatego, że mam do przekazania jakąś szczególną mądrość, lecz dlatego, że ilekroć byłem w miejscach cierpienia i wojny, zawsze otrzymywałem więcej, niż dawałem, i uczyłem się więcej, niż nauczałem. Przyjechałem tutaj przede wszystkim po to, aby być z moimi braćmi i siostrami” – mówił ojciec Timothy w Kijowie.
Odwiedzając Fastów, Chersoń, Odessę, Charków i Lwów razem z braćmi Timothy i Alainem, uczestnicząc w wielu spotkaniach i wspólnej modlitwie w dwóch katolickich obrządkach, mogłem się przekonać o znaczeniu tych słów.




Planując podróż kardynała Radcliffe’a do Ukrainy, postąpiliśmy nieco zuchwale, proponując wspólną wyprawę na południowy wschód kraju, do Chersonia. Po drugiej stronie płynącego przez to miasto Dniepru znajduje się teren okupowany od 2022 roku przez wojska rosyjskie, które każdego dnia ostrzeliwują miasto. Od pewnego czasu zrobiło się tu jeszcze bardziej niebezpiecznie, ponieważ niewielkie drony, często z ładunkami wybuchowymi, regularnie krążą nad miastem, stanowiąc poważne zagrożenie dla życia i zdrowia jego mieszkańców. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy wyszliśmy na krótki spacer tuż obok kościoła i parafii, gdzie się zatrzymaliśmy. Po kilkunastu minutach usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk nadlatującego drona, a proboszcz, ks. Maksym, natychmiast pomógł nam schronić się w bezpiecznym miejscu.
Kiedy w połowie stycznia napisałem do ojca Timothy’ego, czy jest gotowy pojechać do Chersonia razem z nami, otrzymałem niemal natychmiast odpowiedź: „Czytałem o cierpieniach jego mieszkańców i ważne jest, aby być przy nich obecnym oraz pokazać, że nie zostali zapomniani. A więc jedźmy z tą wizytą! Jeśli ktoś, kto ma 80 lat i nie ma nikogo na utrzymaniu, nie może podejmować ryzyka, to kto może?” Pojechaliśmy więc, aby spędzić tam trzy dni. W Chersoniu nasza Fundacja św. Marcina de Porres z Fastowa prowadzi od kilku lat kuchnię dla potrzebujących, gdzie codziennie przygotowuje się i rozdaje kilkaset ciepłych posiłków. Stworzyliśmy także pralnię, z której można bezpłatnie skorzystać, rozdzielamy żywność i na różne sposoby służymy tym, którzy — pomimo ostrzałów — pozostali w mieście i okolicznych wioskach.
Przyjazd braci Timothy’ego i Alaina nie był przypadkowy. Chcieliśmy, choć na chwilę, być razem z naszymi współpracownikami, wolontariuszami i osobami korzystającymi z pomocy. To był konkretny znak bliskości i chrześcijańskiej solidarności. „Kardynał powiedział podczas Mszy świętej w naszym kościele, że nie jesteśmy sami. To dla nas bardzo ważne słowa i wielkie wsparcie w tym trudnym czasie, kiedy wielu z nas odczuwa samotność i pustkę” – powiedział ks. Maksym, kiedy zapytałem go co oznaczała dla niego nasza wizyta. „Niewielu jest dziś ludzi, którzy odważają się nas odwiedzić” – dodał.





Kościół w Chersoniu znajduje się blisko rzeki, w rejonie często ostrzeliwanym przez Rosjan. Okoliczne budynki są w większości zniszczone lub uszkodzone, podobnie jak budynek parafialny. Na ulicach sporadycznie pojawiają się mieszkańcy — najczęściej osoby starsze, które nie zdecydowały się wyjechać. Spotykamy mężczyznę spacerującego z psem. Podchodzi do nas, życzliwie się wita i próbuje nawiązać krótką rozmowę po angielsku. Mam wrażenie, że ważne jest dla niego, że ktoś z daleka tutaj przyjechał. W czasie wojny jednym z najtrudniejszych doświadczeń jest samotność i poczucie opuszczenia. Jeśli choć w najmniejszy sposób można komuś okazać bliskość i solidarność — warto to robić.
Kiedy wychodziliśmy z klasztoru sióstr karmelitanek w Pokotilivce koło Charkowa, ojciec Timothy powiedział mi: „Twarze sióstr są pełne światła i radości!”. To jeden z dwóch istniejących w Ukrainie klasztorów karmelitanek kontemplacyjnych.
24 lutego, w dniu czwartej rocznicy agresji na Ukrainę, podczas Mszy świętej czytaliśmy fragment Ewangelii o Jezusie, który uczy modlitwy „Ojcze nasz” (Mt 6,7–15). Znacznie wcześniej ojciec Timothy zaproponował właśnie taki temat rekolekcji, które wygłosił w Kijowie dla rodziny dominikańskiej. Jestem przekonany, że nie jest to przypadek i wierzę, że słowa „Ojcze nasz” stają się drogowskazem dla nas na najbliższy czas. A są to słowa niezwykłe, dotykające tego, co najważniejsze — także trudnego tematu przebaczenia, o czym mówił nam także kardynał Radcliffe: “Z pewnością bardzo trudno jest wam przebaczyć. Także w rodzinach zdarzają się rzeczy, które trudno wybaczyć. Nie można zmusić do przebaczenia groźbą. Możemy jedynie modlić się, aby pewnego dnia przebaczenie stało się możliwe. Nie da się go wymusić — tak jak nie możemy zmusić kwiatów, by zakwitły, ani słońca, by świeciło. Powinniśmy być cierpliwi wobec siebie. Modlimy się o zdolność przebaczenia, a to może zająć dużo czasu. Najważniejsze jest to, że chcemy przebaczyć — nawet jeśli teraz jeszcze nie potrafimy. Możemy nie być w stanie przebaczyć komuś osobiście. Rana i gniew mogą być zbyt świeże. Ale modlimy się, aby Kościół przebaczył. «Nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła”»— mówimy w Eucharystii. Święty Tomasz z Akwinu mówi więc, że nie kłamiemy, gdy w Modlitwie Pańskiej mówimy, że przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili, nawet jeśli nie czujemy przebaczenia i wydaje się ono niemożliwe. Pisze: «Odpowiadam, że ten, kto odmawia tę modlitwę, nie kłamie, ponieważ modli się nie we własnym imieniu, lecz w imieniu Kościoła»”.



Siostry orionistki od wielu lat prowadzą w Korotyczu pod Charkowem dom dla samotnych matek, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. To piękne świadectwo ewangelicznej miłości. Podczas wspólnej kolacji z udziałem braci Timothy’ego i Alaina mogliśmy usłyszeć wiele historii o tym, jak Bóg poprzez dobrych ludzi troszczy się o nas. Była także okazja, aby wrócić do jednej z medytacji wygłoszonej podczas Synodu Biskupów w Rzymie w 2023 roku. Kardynał Radcliffe opowiedział wtedy historię z pierwszych dni wojny: pewien ksiądz przyjechał odprawić Mszę świętą dla sióstr, które ewakuowały swój dom wraz z dziećmi i matkami. Wszystko było już spakowane — również naczynia liturgiczne. „Jedyne, co mogłyśmy zaoferować jako patenę, to czerwony plastikowy talerzyk dla dzieci” – opowiadała kiedyś siostra Renata. „Ale w ten sposób Bóg pokazał nam, że jest z nami. Siedzicie w piwnicy, w wilgoci i pleśni, ale Ja jestem z wami — na czerwonym dziecięcym talerzyku, a nie na złotej patenie”.
„Chcecie zobaczyć ten czerwony plastikowy talerzyk?” — zapytała nas siostra Kamila po Mszy świętej. Byłem głęboko poruszony, trzymając w rękach tę „drogocenną” plastikową miseczkę. Natychmiast podałem ją ojcu Timothy’emu.
Chciałbym podziękować Wam za modlitwę o pokój i za wsparcie, którego udzielacie Ukrainie. Doświadczyliśmy tego szczególnie mocno, gdy tej zimy rosyjskie rakiety i drony zniszczyły infrastrukturę energetyczną i ciepłowniczą naszych miast. Ataki nastąpiły w czasie największych mrozów — temperatura nocą spadała do -20°C. To były dramatyczne tygodnie dla setek tysięcy mieszkańców Kijowa i innych miast. Jak wytrzymać w mieszkaniu, gdy temperatura spada do +5°C? Na szczęście nadchodzi wiosna i zrobiło się cieplej. Blask wiosennego słońca wyraźnie przypomina o nadziei.
Ten list napisałem wyjątkowo nie z Kijowa, lecz z Fatimy — miejsca przepełnionego codzienną modlitwą o pokój. O nią nieustannie prosimy!
Z braterskimi pozdrowieniami
Jarosław Krawiec OP
20 marca 2026 roku