„Prawdy szukał tam, gdzie inni dawno już porzucili nadzieję”.

Dzięki łaskawej zgodzie redakcji portalu Klubu Jagiellońskiego, publikujemy osobiste wspomnienia członków tego środowiska o Ojcu Macieju.

Bogusław Wieczorek, Kamil Woźniak, Marcin Kawko, Marcin Kędzierski, Witold Rybicki i Jakub Horbacz piszą o naszym zmarłym bracie.

Dzisiaj byłoby to już niemożliwe

Ślad pozostawiony przez myśl i działalność o. Macieja Zięby dla Gdańska jest trwały i widoczny. Mianowanie Ojca na pierwszego dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności było jedną z ostatnich prób złączenia Polaków w oparciu o wspólne dziedzictwo Solidarności. Wystarczy przejrzeć nazwiska osób podpisujących porozumienie o powołaniu Centrum – dziś nadal aktywnych – by zrozumieć, że dzisiaj byłoby już to niemożliwe, a i wówczas bardzo trudne. Stąd również pomysł, by na czele tej instytucji stanęła osoba duchowna, człowiek powszechnie szanowany po obu stronach sporu politycznego, doświadczony organizator i tytan intelektu. Jeśli ktoś w 2007 roku mógł się podjąć tego wyzwania, był to o. Maciej Zięba. Dzisiaj już wiemy, że była to próba nieudana. Że młynów historii nie dało się zatrzymać. Osobiste problemy o. Macieja i konflikt z ówczesnym prezydentem Pawłem Adamowiczem stały się przyczynkiem, a nasilająca się polaryzacja polityczna pieczęcią.

Ojca Macieja Ziębę poznałem jednak wcześniej – podczas jednej ze Szkół Zimowych Instytutu Tertio Millennio w trakcie studiów. Podobnie jak setki czy tysiące innych osób, które mogą nazywać się alumnami kolejnych edycji Szkół, także Letnich. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że było to jedno z ważniejszych doświadczeń formujących. Na pewno intelektualnie, w duchu katolickiej nauki społecznej, ale także jako organizatora.

Poświęciłem Instytutowi kilka lat życia koordynując spotkania Instytutu w Gdańsku czy kolejne edycje Konkursu Papieskiego dla uczniów szkół średnich. Flagowy projekt ITM-u w pierwszym okresie nie był, jak dzisiaj, konkursem internetowym. Pierwsza edycja ogólnopolska stanowiła zresztą spore wyzwanie logistyczne – ponad setka licealistów z całego regionu rozwiązywała test w sali wykładowej Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego przy ul. Hallera w Gdańsku. Pomagało mi wówczas wiele osób, które podobnie jak ja, odczuwały potrzebę organizacji tego typu wydarzeń.

To decyzją o. Macieja i ówczesnego zarządu Fundacji z laureatami pierwszej ogólnopolskiej edycji konkursu, jako opiekun grupy poleciałem do Rzymu. W kolejnych latach, jako członek regionalnej komisji konkursowej, miałem wielką przyjemność wręczać nagrody wspaniałym młodym ludziom po lekturze ich esejów i fascynujących dyskusjach wokół poruszanych przez nich w tych pracach wątków. Rozmowy bardzo dojrzałe i mądre. Z częścią z tych osób kontakt utrzymuję do dzisiaj. Spora ich część jest dziś – co nie jest zaskoczeniem – członkami Klubu Jagiellońskiego.

Nie dalej jak pół roku temu spotkałem się w Kazimierzu Dolnym po latach z kolegą, z którym miałem możliwość wówczas Instytut rozwijać. Byliśmy zgodni, że doświadczenie udziału w Konkursie Papieskim, wolontariatu w Instytucie, identyfikacja z kolejnymi edycjami Szkół Letnich i Zimowych jest spoiwem, które łączy setki czy tysiące ludzi w Polsce. Jesteśmy w różnych miejscach w życiu. Mamy różne doświadczenie zawodowe. Różnimy się także czasem światopoglądem, choć oczywiście najczęściej we wspólnym, szeroko pojętym chrześcijańskim spektrum. Wspólnie wkraczamy w trzecie tysiąclecie dzięki Janowi Pawłowi II i dzięki o. Maciejowi. To naprawdę wielkie Dzieło. Jestem wdzięczny i dumny, że mogłem w nim uczestniczyć.

Odejście o. Macieja trafia na trudny czas dla polskiego Kościoła. Kolejne rozpalające społeczną dyskusję i ujawniane w sensacyjnym tonie fakty będą nadal naruszały fundamenty Kościoła w Polsce. Choć w publicznej debacie wciąż swoistą „nietykalnością” cieszy się św. Jan Paweł II, to obawiam się, że niedługo to jeszcze potrwa. Sam o. Maciej często przywoływał lata 90-te, kiedy przekaz medialny bynajmniej nie był „pro-papieski” czy wręcz „kremówkowy”, jak stało się po śmierci Jana Pawła II. Już wówczas przestrzegał, że te czasy mogą szybko wrócić.

W ostatnich miesiącach został osłabiony mandat wynikający z depozytu bezpośredniego świadka i współpracownika papieża jednego kardynałów. Teraz odszedł o. Maciej, który mógł – i robił to wielokrotnie w ostatnich latach – bronić działalności, przesłania i nauki papieskiej przed jej wulgaryzacją i przeinaczeniem. Brak tego głosu odczujemy wszyscy bardzo szybko.

Bogusław Wieczorek

 

Spowiednik, mistrz, przyjaciel

Ojca Macieja poznałem na początku 2017 roku. Wówczas, jeszcze jako student ekonomii i filozofii, wybrałem się na spotkanie promocyjne „Papieskiej ekonomii”. Podszedłem do Niego po wpis do tej świeżo wydanej książki i zaproponowałem, że zorganizuję podobne spotkanie we wrocławskim oddziale Klubu Jagiellońskiego. Ojciec zgodził się i rzucił żebyśmy wcześniej spotkali się i omówili szczegóły planowanego wydarzenia. „We wtorek o 7.00, po Mszy, ok?”. W tamten wtorek o. Maciej Zięba został moim spowiednikiem, chwilę później stał się intelektualnym mistrzem i bliskim przyjacielem.

Wspólnie wymyśliliśmy, bym w pracy dyplomowej zajął się ordoliberalizmem. Przy wsparciu Ojca i pod jego wpływem w kolejnej pracy zająłem się pojęciem prawdy w filozofii polityki. Regularnie podrzucał mi książki Maritaina i Gilsona, a z „zupełnie innej tradycji” Tocqueville’a czy Arendt. Zachęcał do pracy nad dorobkiem Kołakowskiego i wreszcie otworzył przede mną całe bogactwo myśli Jana Pawła II.

Wiele zawdzięczam Szkołom Instytutu Tertio Millennio (co szczególnie ważne: wspaniałych Przyjaciół), a także zorganizowanym wspólnie z OP Maciejem Ziębą seminariom dotyczącym Katolickiej Nauki Społecznej realizowanym w Klubie Jagiellońskim w 2018 i 2019 roku.

Zawsze będę pamiętał, że prawda bez miłości jest fałszem, a polityka to służba i wielce szlachetna sztuka, która polega na budowaniu dobra wspólnego, bo budowanie MY w demokracji jest podstawą.

Dziękuję Ojcze. Dzięki Twojemu wsparciu, Twoim radom i opiece duchowej jestem dzisiaj tym kim jestem. Ora et labora! Do zobaczenia w Niebie.

Kamil Woźniak

 

Rolą Kościoła nie jest oferowanie jakiejś inicjatywy politycznej

Teksty oraz książki o. Macieja czytałem od początku studiów w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Co chwilę słyszałem również – dzięki prof. T. Dołęgowskiemu – o wydarzeniach organizowanych przez Instytut Tertio Millennio. Miałem nawet okazję uczestniczyć w kilku spotkaniach otwartych z o. Maciejem. Wtedy jednak nie miałem tak naprawdę pojęcia, że nie był on jedynie inspirującym autorem i mówcą.

Po siedmiu latach nadzwyczaj skutecznego oporu wobec wydarzeń organizowanych przez wybitnego dominikanina, w 2019 r. skusiłem się wreszcie na udział w Szkole Zimowej ITM. O Instytucie słyszałem wcześniej już wielokrotnie, jednak jakoś nigdy nie było czasu… Tym razem jednak czas się znalazł. Szkoła Zimowa to było jedno z moich najważniejszych wspomnień duchowo-naukowych. Niesamowity czas spędzony w rodzinnej atmosferze na poważnych rozmowach o stanie współczesnego świata.

Okazało się nagle, że nie jest dziejową koniecznością ograniczanie się z jednej strony do wściekłej lewicy, z drugiej zaś logiki obleganej twierdzy. Można spotkać się i merytorycznie porozmawiać. Porozmawiać mając na względzie najważniejszy cel rozmowy – prawdę. Oraz, co ważniejsze, Prawdę. Taki był Ojciec Maciej – Prawdy szukał tam, gdzie inni dawno już porzucili nadzieję. Wszak na XX-leciu ITM obok siebie do debaty usiedli ludzie tak skrajnie różni jak Jacek Żakowski i Paweł Lisicki, Ryszard Petru i Ryszard Bugaj, o. Ludwik Wiśniewski i Tomasz Terlikowski, Beata Pawlikowska i Krzysztof Zanussi… 

Podczas Szkoły Zimowej w 2019 r. zapytałem Ojca dlaczego nie możemy w Polsce po prostu wprowadzić ordoliberalizmu, skoro był on dla Niemiec tak wspaniałym ratunkiem. Ojciec Maciej jednak bardzo skutecznie ostudził mój entuzjazm przypominając, że rolą Kościoła nie jest oferowanie jakiejś inicjatywy politycznej. Jego rola jest znacznie szersza i ważniejsza. Kościół ma wskazywać ludziom drogę do zbawienia, nie zaś ograniczać się do selektywnych systemów, działających w danym miejscu, w danym czasie.

Nasza szorstka z początku znajomość (wszak kompromis był dla mnie zawsze formą przegranej, dla o. Macieja był rozwiązaniem najlepszym) zaintrygowała mnie do tego stopnia, że w 2019 r. uczestniczyłem w niemal wszystkich wydarzeniach ITM. Dzięki temu poznałem absolutnie wspaniałych młodych ludzi, przyjaciół. Środowisko, do którego przyciągnął mnie Ojciec sprawiło, że przestałem się wreszcie radykalizować, w jedną lub drugą stronę.

Wiem teraz doskonale jak ważna jest rola nas – młodych katolików – we współczesnej Polsce. Dzięki Ojcu Maciejowi nie tylko stworzyliśmy środowisko, które wzajemnie może wspierać się w tej misji. Co znacznie ważniejsze – wiemy, że nigdy nie powinniśmy ulegać niepotrzebnej radykalizacji w którąkolwiek ze stron i pamiętać, że każdy kij ma dwa końce, każdy medal ma dwie strony, a każdy człowiek dąży w sposób naturalny do Dobra. Różne czynniki mogą jednak sprawiać, że wybiera inną ścieżkę, nie zawsze poprawną, ale zawsze wartą zrozumienia.

Marcin Kawko

 

Retired, Extremely Dangerous

Podczas studiów, mimo że niemal każdy dzień spędzałem w duszpasterstwie dominikańskim „Beczka”, nie miałem żadnego kontaktu ani z o. Maciejem, ani założonym przez niego Instytutem Tertio Millennio. Swoją przygodę zacząłem wczesną wiosną 2008 roku, kiedy na zaproszenie kolegi z duszpasterstwa, Wojtka Szczypki, zacząłem z nim przygotować polsko-niemiecką konferencję „Barwy sąsiedztwa”. Jednocześnie zacząłem stawiać pierwsze poważniejsze kroki w Klubie Jagiellońskim. Jako że środowisko Klubu i Instytutu były mocno zrośnięte, to i moje kroki prędzej czy później musiały tam się skierować.

1 lipca 2008 roku o 10.00 rano broniłem pracę magisterską, a kilka godzin później zacząłem swoją pierwszą pracę zawodową – w Medialnym Archiwum Jana Pawła II działającym przy Instytucie Tertio Millennio. 24 lipca 2008 roku po raz pierwszy spotkałem o. Macieja, kiedy towarzyszyłem Krzysztofowi Mazurowi w wywiadzie, w którym o. Maciej opowiadał o swojej życiowej przygodzie z Janem Pawłem II.

Pracując w Tertio nie miałem wiele okazji do spotkań z Ojcem, bo wtedy był już szefem Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Ale nie zapomnę spotkania, które odbyło się w marcu 2009 roku w krakowskiej siedzibie Instytutu. Dzień wcześniej, w piątek, wypastowałem podłogę, żeby jak Ojciec przyjdzie z zacnymi gośćmi, świeciła się jak w muzeum. Otwarłem okno, aby wywietrzyć, i wróciłem je zamknąć po misterium wielkopostnym późnym wieczorem. W sali było przeraźliwie zimno (to był strasznie zimny marzec) i dlatego odkręciłem piec na maksimum. Gdy w sobotni poranek przyszedłem do siedziby, w sali nie pachniało już pastą, ale było ze 40 stopni. Mimo wietrzenia nie udało się chyba zejść poniżej 30 stopni. Nie zapomnę kard. Dziwisza, którego twarz po paru minutach z gorąca była bardziej purpurowa od koloru jego piuski.

Ojciec, który był człowiekiem twardym, mógł mnie wtedy przechrzcić, ale wybaczył. W tej samej sali 10 kwietnia 2010 roku robiliśmy czarne wstążeczki, które później rozdawaliśmy pod Krzyżem Katyńskim przy kościele św. Idziego. Było dla wielu z nas oczywiste, że ten dzień musimy spędzić właśnie w Tertio…

Potem było równie poważnie – Ojciec zaprosił Krzyśka Mazura, Pawła Rojka i mnie do poprowadzenie warsztatów na Szkole Zimowej w 2011 roku.

W drodze powrotnej z Wadowic do Krakowa narodził się numer Pressji „Zabiliśmy Proroka”, a sami weszliśmy w spór intelektualny z Ojcem. A przynajmniej inni tak to widzieli. Filip Memches napisał wówczas w recenzji, że ta teka „Pressji” to akt intelektualnego ojcobójstwa. Wszyscy wiedzieli, o którego Ojca chodzi. Nie zapomnę spotkania w lipcowy wieczór w 2011 roku, kiedy Ojciec zaprosił nas do siedziby Tertio próbując nas przekonać, że nigdy nie był aż tak wielkim fanem wolnego rynku. Najbardziej utkwiła mi w pamięci anegdota, że właśnie obejrzał firm RED – Retired, Extremely Dangerous. Nie wiem, czy to była sugestia, że tak łatwo nam intelektualnie nie odpuści.

W ostatnich latach straciłem z Ojcem kontakt. Zresztą nigdy nie mieliśmy bliskiej relacji – to bardziej ja znałem Jego, niż on mnie. Tym bardziej zaskoczył mnie SMS, którego wysłał mi 8 grudnia 2020 roku, gratulując tekstu o Unii Europejskiej. To było dla mnie jedno z większych zaskoczeń minionego roku – uznanie w oczach Ojca Macieja to naprawdę coś!  Kilka dni wcześniej „spotkaliśmy” się na webinarium o Kościele, organizowanym przez Fundację Batorego. To był ostatni raz, kiedy go widziałem.

Nie napiszę, tak jak wielu, że Ojciec mnie uformował. Spotkałem go zaledwie kilka razy w życiu. Jedno jednak nie ulega dla mnie wątpliwości – to, kim jestem, to, gdzie jestem, to, co robię, to, jak myślę i to, kogo w życiu poznałem, w dużej mierze jest owocem życia o. Macieja i dzieł, które tworzył. Ojcze – mam głęboką nadzieję, że do zobaczenia w Niebie! 

Marcin Kędzierski

 

Nie odrzucał tego świata

Od zawsze od kiedy tylko sięgam świadomością, byłem sceptyczny wobec Kościoła. Nigdy tego nie kupowałem, może poza czasem dzieciństwa i dobrych wspomnień z czasów moich dziadków. Kiedy oni odeszli, ten okres w pewien sposób się zamknął. Nie mniej jednak w zasadzie cały okres mojego świadomego życia nie miał większego związku z kościołem czy wiarą. Moja znajomość z Ojcem Ziębą nie sprawiła, że to się zmieniło.

Znajomość ta zaczęła się w dość losowy sposób, a mianowicie dostałem w ostatniej chwili informację, że zwolniło się miejsce na pięciodniowe spotkanie w formie wykładów na tematy społeczne, naukowe, etyczne, też z elementem katolickiej nauki społecznej, organizowane przez Instytut prowadzony przez Ojca Ziębę. Nie było to zupełnie przypadkowe, ponieważ wcześniej pojawiało mi się w głowie wiele wątpliwości co do obszarów, z którymi byłem związany przez studia i zawodowo –świata ekonomii czy finansów. Czegoś mi brakowało i wtedy trafiłem na myśl, którą zauważyłem u Ojca Zięby.

Samej myśli nie dało się nic zarzucić. Z jednej strony nazywała ona wiele intuicji czy zarzutów, które miałem odnośnie tego świata zestawiając je z modelem świata wypracowanym na podstawie nauki proponowanej np. przez Jana Pawła II. Z drugiej strony nie odrzucała tego świata i akceptowała go.

Tak samo jak środowisko młodych, szczególnych osób z otwartymi umysłami, które w jakiś sposób skupiało się wokół Ojca Zięby nie odrzucało mnie pomimo, że definitywnie nie byłem stricte po tej samej stronie wiary. Dość mocno odstawałem w tym sensie od wszystkich uczestników tego zimowego wyjazdu do Wadowic w 2019 roku. Przez nawet krótki moment nie poczułem jednak chwili zwątpienia czy zawahania wobec mnie ze strony któregokolwiek z uczestników. Były to wręcz wyjątkowe relacje, które w pewien szczególny sposób powstawały pomiędzy bardzo różnymi ludźmi podczas spotkań, których idea wychodziła od Ojca Zięby. Odkrycie i poznanie ludzi, z którymi być może w normalnych okolicznościach nie nawiązałbym kontaktu, było czymś cennym.

Zarazem jednak kluczowym aspektem był kontent. Inaczej byłoby to puste. Ja w zasadzie przez cały czas spotkań czy relacji z Ojcem Ziębą i osobami związanymi z nim byłem wyjątkowo sceptyczny i krytyczny. Moim głównym obszarem zainteresowania były pytania i proponowane odpowiedzi dotyczące tego co się dzieje wokół nas w świecie ekonomii, polityki. Odnoszenia się ludzi między sobą i zarazem interpretacja tego wszystkiego przez Ojca Ziębę – często w oparciu o nauczanie papieży. W pewnym momencie stwierdziłem, że jest to najbardziej przekonujący i kompletny opis sytuacji, jaki ktoś do tej pory mi przedstawił. Dla mnie, jako osoby o bardzo analitycznym umyśle, był on przekonujący.

Zmotywowało mnie to nawet do przeczytania encyklik Jana Pawła II o ekonomii i pracy. Po ich przeczytaniu miałem wrażenie, że zaadresowały one w bardzo wiarygodny sposób większość ogromnego obszaru pytań, niejasności czy obszarów nie poruszanych na studiach ekonomicznych i finansowych. Pytania o sens ekonomii czy finansów są omijane szerokim łukiem na uczelniach na całym świecie. Przekazują one głównie narzędzia do efektywnego funkcjonowania w tym obszarze, jednak kwestia etyki tak naprawdę nie istnieje.

Argumentacji Ojca Zięby nigdy nie oceniałem z punktu widzenia osoby wierzącej, bo taką nie byłem, jednak nigdy nie mogłem się nie zgodzić z logiką i argumentami. Wszystkie spotkania z Ojcem Ziębą i osobami, które chciały w nich uczestniczyć, dawały siłę, nadzieję, ogromną motywację. Chęć do działania, wiarę w ludzi.

Czy to trwale mnie zmieniło? Nie wiem. Na pewno skłoniło mnie do zadania pewnych pytań i sprawiło, że podjąłem inne decyzje, niż podjąłbym bez tego doświadczenia. Na pewno otrzymałem kilka(naście?) wyjątkowych relacji, które wpłynęły i wpływają na mnie.

Ubogacają moje życie. Zeszły rok wydawał się być pozbawiony wszelkich dobrych aspektów w tak wielu płaszczyznach. Informacja o śmierci Ojca w ostatni dzień tego roku przez to wydała się jakby wpisywać w bieg wydarzeń. Spędzałem Święta i ostatnie dziesięć dni 2020 roku samotnie, na kwarantannie w mieszkaniu i w tych okolicznościach zastała mnie niewymownie smutna wiadomość o śmierci Ojca. Nie wiem jeszcze do końca co ona oznacza, trudno mi to ocenić w tym momencie. Na pewno jest to dla mnie strata kogoś bliskiego.

Wiktor Rybicki

 

Ziębowe „zszywanie”

Mam przed oczami wspólną Mszę Świętą, którą Ojciec odprawiał w ostatnią niedzielę grudnia w swoim pokoju. Powiedział do mnie wówczas „cześć Kubuś”, choć raczej nie zdrabniał imienia. Było to nasze ostatnie spotkanie. Noc z 30 na 31 grudnia, w której odszedł Ojciec Maciej, ostatni dzień roku, to wszystko domknięte jakby w księdze czasu. Rzeczywistość końca 2020 roku zdaje się być przesiąknięta Jego spojrzeniem, które było zawsze niepowtarzalną mieszanką racjonalności umysłu, czystości rozumowania, z ciepłem, serdecznością i przyjaźnią. Szczególnie ta sfera intelektualna i wytworzona przez Ojca kuźnia myśli była przestrzenią otwartą, wolną i przede wszystkim inspirującą dla wszystkich poszukujących. Przestrzenią, która wychodziła i wychodzi naprzeciw współczesnym areopagom, pustelnią oddychającą prymatem przyzwoitości i szacunku w poszukiwaniu wartości.

Niezwykle budującym doświadczeniem, co nie jest rzadkim odkryciem, były dla mnie szkoły zimowa i jesienna, a także Laski i Tertion. Wyjazdy oraz spotkania organizowane przez Instytut Tertio Millennio. Ciekawi ludzie, uczące treści, niecodzienna atmosfera. To wszystko stopniowo tworzyło obraz intelektualnej wspólnoty. Wielość w jedności, to chyba najpiękniejsze wyrażenie szerokiego kręgu osób, dla których charyzmatyczna postać tego dominikanina o orlim nosie była ważna po ludzku i duchowo potrzebna.

Z czasem rodziła się moja duchowa więź z Ojcem. Podsunięta lektura, artykuł w gazecie, spowiedzi, wyjazdy, rozmowy. Pamiętam, jak opowiadał nam, że wiara, która nie tworzy kultury, zamyka się w syndromie oblężonej twierdzy, jest źle przeżyta. Gestykulował, nakreślał idee, naprowadzał i wspierał. Jego optyka potrafiła dostrzec niedociągnięcia także w Kościele. Konkretnie i otwarcie nazywała problemy naszych czasów i szukała odpowiedzi.

Uczył nas siły rozmowy jako klucza do zrozumienia świata, jego różnorodności, odmienności, a przez to zrozumienia siebie. Stąd zresztą to słynne stwierdzenie, że o. Zięba był księdzem, który potrafi porozumieć się z każdym: wierzącym, niewierzącym, wątpiącym i szukającym. Trochę smutne, że wydaje się to być czymś wyjątkowym. A całe to Ziębowe „zszywanie” czerpało przecież z katolickiej nauki społecznej, spuścizny „Solidarności” oraz „dziedzictwa słowa” – myśli i nauczania  Jana Pawła II, którego był wiernym kontynuatorem. Przy czym Ojciec potrafił to robić jako fizyk w wyjątkowy sposób – z precyzją ucząc początkujących humanistów, jak czasem zejść na ziemię.

Wziąłem w Nowy Rok do ręki książkę „Biel z dodatkiem czerni”. Wywiad-rzekę wyjaśniający postać Macieja Zięby. Chciałbym przywołać dedykację, jaką złożył w niej Ojciec Maciej: „Jakubowi, z przyjaźnią i modlitwą”. Dwa słowa wyrażające więź duchową i czysto ludzką.

Kartkując książkę, natknąłem się na lakoniczne stwierdzenie, którym często posługiwał się Ojciec: „słusznie”. To słowo, wypowiadane niekiedy z uśmiechem, może nawet nutką ironii, wyrażało aprobatę tego, co godziło moralność wyboru z logicznym tokiem myślenia. Ojciec był właśnie tą osobą, która uczyła i pokazywała, jak słusznie wybierać, żyć i odczuwać. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie jedna mała rzecz – wrażliwość i głębia wiary w przeżyciu duchowym.

Ojciec pisał, że „wciąż jeszcze ogromnie dużo można zrobić z młodymi ludźmi. Jak się podejdzie ze zrozumieniem, posłucha ich zarzutów i nie obrazi, gdy się próbuje mówić zrozumiałym dla nich językiem, wsłuchuje w ich problemy, to ogromnie wiele jest do wygrania”. I za to dzisiaj Ci dziękuję, Ojcze Macieju.

Jakub Horbacz

Wspomnienia zostały pierwotnie zamieszczone na stronie Klubu Jagiellońskiego