Dominikanin czyta powieść s. Benedykty Baumann OP - "Niebo w kolorze popiołu"

Mądrość próbuje nauczyć dzieci postrzegania wszystkiego w odpowiednich proporcjach, gdyż one  patrząc na ludzi i rzeczy „z dołu” znaczenie jednych spraw wyolbrzymiają a innych nie doceniają. I choć dorosłemu łatwo się, przynajmniej teoretycznie, zgodzić z prorokiem, który naucza, że „cały świat przy Bogu jest jak ziarnko na szali” (zob. Księga Mądrości 11, 22-24), to jednak gdy zaraz potem usłyszy, że „Bóg nad wszystkim ma litość i oczy zamyka na grzechy ludzi, by się nawrócili” – to zapala mu się ostrzegawcza lampka. Przecież skoro nawet ja brzydzę się ludzką nienawiścią i gwałtem; skoro cierpieć nie mogę pychy, nacjonalizmu i pogardy, to dlaczego Stwórca „nie brzydzi się tymi, których ukształtował; dlaczego nie nienawi ich” skoro sprzeniewierzyli się Jego zamysłowi i zło czynią najmniejszym.

Dopóki wpadam w ten schemat myślowy – ciągle jestem naiwnym malcem, który o świętości Bożej pojęcie ma mizerne  i dlatego potrzebuje świeżych opowieści o Świętych. Dobrze rozumiał tę niedojrzałość Jan Paweł II i dwadzieścia lat temu, na dawnym Placu Zwycięstwa (wcześniej „Adolf-Hitler-Platz”) hurtowo podarował nam nam 108 błogosławionych męczenników czasów wojny – kiedy on sam wraz z całych Kościołem w Polsce – zmagał się z pokusą nienawiści wobec wrogów i poprawiania Pana Boga. Święci, których w takiej obfitości dawał nam Nasz Papież pozostają trudnym i wymagającym dziedzictwem od niego…

W tym „tłumie” świętych dominikańska rodzina ma dwoje swoich: syna książęcego rodu Czartoryskich i córkę sądeckiego organisty  – siostrę Julię Rodzińską, której drogę od sieroctwa do męczeństwa w obozie opowiedziała w swej nowej powieści s. Benedykta Karolina Baumann OP.

„Niebo w kolorze popiołu” dzieli się na dwie części: Najwyższa cena Kolor popiołu, które pokazują tzw. białe czerwone męczeństwo, czyli dwa sposoby ofiary, jaką składać musimy w życiu zakonnym. W życiu naszej męczennicy jak na dłoni widać, że nie byłoby heroicznego finału w żydowskim baraku śmierci, gdyby nie wcześniejsze życie w proletariackim sierocińcu w Wilnie. Tę logikę łączności zwykłego życia i niezwykłej śmierci Autorka uchwyciła rewelacyjnie! W konstrukcji powieści jest to oś, która trzyma powieść świadomie budowaną z kawałków wspomnień i codziennych – małych „przypadków”. Niektóre czytelniczki skarżą się nawet, że owe „cegiełki” są tak bardzo poprzekładane w czasie, że utrudnia im to… szybkie czytanie. Jednak doświadczonej katechetce chodziło o wymuszenie na nas większej uważności, abyśmy nie tylko myśleli – co będzie dalej?, lecz żebyśmy poczuli, jak bardzo przeszłość wpływa i warunkuje przyszłość, i to nie tylko w sprawach trudnych i bolesnych, ale nade wszystko w dziedzinie dobra i miłości! Trzeba przyznać, że uchwycenie ewangelicznej logiki życiowych zasiewów i żniw udało się Autorce mistrzowsko!

Choć z tak małej ilości dostępnych źródeł pisanych dotyczących tak błogosławionej Julii, jak i dzieła dominikanek w międzywojennym Wilnie, trudno jest stworzyć literacki fresk, to mimo kilku potknięć w historycznym i psychologicznym opisie wojny, otrzymaliśmy od Autorki wiarygodną fabułę, przekonującą nas prawdziwością postaci, zdarzeń i tła wydarzeń. Na szczególną pochwałę zasługuje powieściowa topografia Wilna i scena reakcji ludności miasta na wkroczenie Niemców.

Nasza Pisarka bardzo stara się po katolicku miłować nieprzyjacioły nasze. Wobec Niemców i Rosjan wychodzi jej to bardzo dobrze i na przedstawicieli obu okupantów możemy spojrzeć z jakąś dolą współczucia! Jednak bolesne odkrycie o metodach nacjonalistów litewskich wyraźnie zmuszało ją do pewnego przerysowania postaci.

Czytając powieści siostry Benedykty poczucie kobiecości jej książek nie opuszczało mnie ani na chwilę. Przypomnę, że „Na końcu schodów” – o matce Kolumbie Białeckiej zostało właśnie wznowione. Jednak nie odważyłbym się zaliczać ich  do tzw.  literatury kobiecej, ani z powodu autorki, ani ze względu na czytelniczki… Myślę, że „kobiecość” tych powieści polega na nieukrywanych uczuciach, z jakimi Autorka odnosi się do wszystkich (!) swoich bohaterek, których „Niebo w kolorze popiołu” pomieściło dużo. Dziewczyńskie, kobiece i siostrzane opowieści dominikanki są bardzo przekonywujące i brzmią nad wyraz współcześnie, gdyż dzisiejsze sieroctwo, dziedziczone obciążenie, zranienia czy inne dysfunkcje rodzinne nie różnią się specjalnie od tych sprzed stu lat. Dzisiejsza feministka bez większego wysiłku zobaczy, że wrażliwość i potrzeby dawnych kobiet były podobne. Kobiecość w opowieści siostry Benedykty żyje w bardzo różnych przestrzeniach: od ulicznego bruku i wileńskiego marginesu, do klasztornych i ziemiańskich elit. Trudne zadanie, jakie postawiła sobie Autorka, to wiarygodnie przedstawić ewangeliczną możliwość łączenia tych skrajności i  komunikowania się między nimi. Zadanie to wykonało celująco!

Ta powieść to hymn o świecie, który zawsze woła o miłość! Nie bójmy się patosu, bo jeśli święta osoba pozwoliła na swą beatyfikację, to znaczy iż pokornie zgodziła się też na odrobinę, niezbędnego w takich okolicznościach wzniosłego i namiętnego uczucia! Jeśli ktoś kiedyś zrobi… telewizyjny serial na podstawie tej książki, to piękno i wielkość siostry Julii bez tego podniosłego tonu da radę pokazać. W wersji pisanej chyba inaczej się nie da.

Pisząc o miłości dochodzimy do istotnego elementu tła naszej opowieści, gdyż rówieśniczką siostry Julii była inna wileńska zakonnica – siostra Faustyna Kowalska. Doprawdy miło jest spotkać ją na kartach powieści! Kiedy jednak przypomnimy sobie literacką szatę rozmów świętej Faustyny z Panem Jezusem, to z łatwością zauważymy, że słowa błogosławionej Julii kierowane do Ukrzyżowanego są raczej współczesnymi rozmowami… naszej Autorki, która w kaplicy klasztornej niejedną sprawę z Oblubieńcem musiała omówić… Może właśnie dlatego dialogi siostry Julii z Bogiem są jedną z najlepszych i najsilniejszych stron książki.

Zresztą tych „niedyskrecji” z za klauzury jest znacznie więcej i nie są one przypadkowe. Zakonnica bez przebrania (tak brzmi internetowe hasło siostry Benedykty) na co dzień chce pokazywać nieoczywistość tak samego życia za kobiecą klauzurą, jak i serca okrytego zakonnym szkaplerzem.

Natomiast nieco słabszą częścią powieści są dialogi jej ziemskich bohaterów. Czasem zbyt deklaratywne i zbyt okrągłe, a nawet ocierające się o moralizatorstwo, którego Autorka tak bardzo stara się unikać. Widać, że siostra Benedykta (za) bardzo chce nas przekonać do swej ukochanej Świętej Wychowawczyni. A reklamować jej nie musi, bo wystarczy, że uczciwie pokazała prawdę o zakonnicy, która sierotą będąc swoje dziewczęta w kolorowe sukienki ubierała, żeby nie czuły się sierotami z zakładu wychowawczego; która w tłumie wojennych sierot umiała zobaczyć wynędzniałych księży emerytów, zagubionych partyzantów, umierających Żydów i… wystraszone współsiostry.

Andrzej Bielat OP

Benedykta Karolina Baumann OP, „Niebo w kolorze popiołu”, Edycja Świętego Pawła, 2020, s. 624