Publikujemy tekst homilii o. Timothy Radcliffe'a OP, wygłoszonej podczas mszy św. przed wyborem generała Zakonu

13 lipca o 9:00 członkowie kapituły generalnej w Bien Hoa i licznie zgromadzeni przedstawiciele Rodziny Dominikańskiej uczestniczyli we mszy świętej do Ducha Świętego przed wyborem generała Zakonu, której przewodniczył o. Timothy Radcliffe, generał Zakonu w latach 1992-2001. Publikujemy tekst jego homilii.

 

Uczniowie są zamknięci w sali na górze, ponieważ się boją. Jezus wchodzi do pomieszczenia, tchnie na nich Ducha Świętego i uwalnia ich, aby wyruszyli na zewnątrz głosić, aby wyruszyli na misję. Jesteśmy dziś trochę jak oni. Nie jesteśmy tu zamknięci w Bien Hoa ze strachu. Zostaliśmy przepięknie przyjęci przez naszych wietnamskich braci. Ale każdy z nas może być czasem uwięziony przez obawy, które zatrzymują nas przed wyruszeniem na misję.

Czego się boimy? Możemy się bać wyruszyć na nową misję, która może się zakończyć porażką. To może być strach przed opuszczeniem naszych wygodnych domów, aby wyruszyć w pewne niebezpieczne miejsca, gdzie nie będziemy bezpieczni. Możemy się bać podejmowania nowych pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Yves Congar miał zwyczaj odpowiadać, gdy go pytano, czy jego odpowiedzi są właściwe: „Nie wiem, ale pytania są właściwe”. Czy mamy odwagę stawić czoła trudnym pytaniom, na które nie znamy odpowiedzi? Możemy obawiać się porażki. Szczególnie na Zachodzie możemy się bać, że nasze prowincje nie przetrwają. A niektórzy starsi bracia mogą się bać młodych braci i ich marzeń.

A zatem modlimy się do Ducha Świętego, żeby uwolnił nas od strachu i żebyśmy opuścili zamknięte pomieszczenie, aby głosić. Modlimy się o to, co poprzedni generał, Vincent de Cougesnogle nazwał „le courage de l’avenir”, odwagą przyszłości. Jeśli zaryzykujemy, możemy zostać zranieni. Jeden z moich angielskich braci, Herbert McCabe często mówił: „Jeśli kochasz, będziesz zraniony; może cię nawet spotkać śmierć. Ale jeśli nie kochasz, już jesteś martwy”. Więc tak, jeśli mamy odwagę wyruszyć na misję, może zostać zranieni. Może nas spotkać śmierć jak błogosławionego Ignacego Delgado, o którym przepięknie mówił wczoraj Bonifacio, lub błogosławionego Pierre’a Claverie beatyfikowanego zeszłego grudnia. Ale Zmartwychwstały Chrystus pokazuje nam swoje rany. Został zraniony, ale żyje. Jeśli boimy się wystawić na zranienie, nic nigdy nie zdziałamy.

Modlimy się również w czasie tej mszy o wybór nowego generała Zakonu. To nie musi być najdzielniejsza osoba na sali. Nie do niego należy wyzwolić nas ze strachu. To rola Jezusa i Ducha Świętego. Ale uważam, że jego główną rolą jest wspierać prowincje i braci, którzy ośmielają się podjąć ryzyko, którzy ośmielają się wyruszyć na odważną misję. Ponieważ zawsze pojawią się ludzie, którzy będą mówić: „O nie, nie pójdę. To jest zbyt ryzykowne. Może się nie udać. Robimy już i tak za wiele. Mogą nas nie zrozumieć. To jest niebezpieczne”. Jednak częścią roli generała jest nie dać się zmanipulować tym, którzy się boją. Pierwszego dnia Bruno powiedział nam, że mamy ośmiuset młodych braci w formacji. Ośmiuset młodych ludzi i wielu z nich będzie miało zwariowane pomysły. Czy ośmielimy się ich wspierać? Musimy pozostać realistami – oczywiście, ale nigdy nie powinniśmy zniechęcać odważnych. Pierwsze, co aniołowie mówią do niewiast po Zmartwychwstaniu, to: „Nie bójcie się”.

Czasami bracia myślą, że rolą przełożonych – przeorów, prowincjałów, generała – jest rozwiązywać problemy. I jest wiele problemów. Gdy mnie wybrano, mój poprzednik otworzył archiwa i powiedział: „Timothy, dziewięćdziesiąt procent tych archiwów dotyczy dziesięciu procent braci. To twoja przyszłość na najbliższe cztery lata”. I miał rację. Troska o trudnych braci, braci, którzy mają kłopoty, jest aktem miłości braterskiej; znajduje się w sercu naszej wzajemnej miłości i miłosierdzia. Prokurator generalny Zakonu odgrywa cudowną rolę wyrażania miłosierdzia i miłości braterskiej wobec tych, którzy znajdują się w trudnościach. Ale nigdy nie powinniśmy definiować roli przełożonego jako rozwiązywania problemów. Inaczej będzie on widział tylko coraz więcej problemów. Będzie postrzegał wszystkich braci jako problemy. Przeprowadzono badanie na temat kanadyjskich szpitali. Odkryto, że idealny szpital nie miałby pacjentów. Myślę, że czasami niektórzy prowincjałowie byliby skłonni sądzić, że idealna prowincja powinna liczyć zero braci, bo wówczas nie byłoby żadnego problemu.

Uczniowie w sali na górze prawdopodobnie myśleli, że święty Tomasz stanowi problem. Dlaczego go tam nie było? Dlaczego nie był zamknięty razem z pozostałymi, kiedy Jezus się ukazał? Kto pozwolił mu wyjść na zewnątrz? I co się stanie, jeśli go zranią? Kto zapłaci za leczenie? Kto będzie się nim opiekować? Ale to właśnie ów problematyczny brat, raczej trudny, jako pierwszy wyznał bóstwo Chrystusa. Oczywiście zawsze będą problemy. Musimy się nimi zająć całym sercem i rozumem, ale główną rolą każdego przełożonego nie jest rozwiązywanie problemów. Jest nią posyłać na zewnątrz zamkniętych pomieszczeń na misję, aby pełnić to, co Bruno nazwał „apostolską kreatywnością”.

Jezus mówi: „Pokój wam”. Nasze głoszenie wypływa z tego pokoju. Bogu dzięki, w spolaryzowanym Kościele, w Zakonie zasadniczo panuje pokój. Są napięcia, może kilka konfliktów, ale zasadniczo panuje między nami pokój. I za to dziękujemy przede wszystkim Bogu, dziękujemy też tobie, Bruno.

Ten pokój jest niszczony, kiedy ludzie się zamykają w małych pomieszczeniach ideologicznych. Znacie to? Zamykanie drzwi: konserwatyści czy liberałowie, tradycjonaliści czy progresiści. Algorytmy mediów ściskają nas w małych bańkach, przez co się boimy rozmawiać z ludźmi myślącymi od nas inaczej. Dobrzy i źli; my i oni…

Bruno wskazał w swojej nowej książce (nie wiem, ilu z was ją czytało – powinniśmy przeczytać), że dokładnie w ten sposób myśleli katarzy. Był dobry Bóg i zły bóg. Czyści i nieczyści. Głoszenie Dominika wywołało ich z tych małych zamkniętych pomieszczeń, wezwało do jedności, tak jak wzywa on nas, ponad wszelkimi partiami. Dominik, który kocha przestronną prawdę katolicyzmu.

Kończąc, ewangelie mówią, że uczniowie się uradowali, gdy zobaczyli Pana. Całe nasze głoszenie wypływa z tej radości. Bez radości nie mamy nic do powiedzenia. Niech Pan da nam generała, który się raduje w Panu i który się zatroszczy o naszą radość! Niech będzie pod opieką błogosławionego Reginalda z Orleanu – jednego z pierwszych dominikanów, który mówił: „Nie mam żadnej zasługi z bycia dominikaninem, bo znajduję zbyt wielką radość w tym Zakonie”.