Pytając o moralność, nie powinniśmy zastanawiać się nad tym, co należy czynić, ale nad istotą szczęścia człowieka, który składa się z umysłu próbującego zrozumieć, serca pragnącego kochać i być kochanym oraz ciała, za pomocą którego kontaktuje się on ze światem.

Rozprawianie o moralności chrześcijańskiej w kontekście Dekalogu stało się czymś niemodnym. Powtarzające się w nim sformułowania negatywne („nie będziesz”) sugerują, iż dla katolików moralność składa się wyłącznie z samych zakazów. Podobne negatywne skojarzenia przybierają karykaturalną postać wówczas, gdy zakazy te kojarzone są przede wszystkim z seksem. O takie, szerzące się powszechnie, wynaturzenia nauki o moralności katolicy mogą winić jedynie samych siebie.

Dekalog w swej istocie nie jest jakimś wykazem przyjemności zakazanych przez zazdrosnego Boga i Jego kościelnych urzędników, ale zbiorem reguł cywilizowanego życia, służących rozwojowi ludzkiej jednostki zgodnie z jej naturą. Dlatego też, ignorując panującą modę, chcę obecnie pokazać, że jako podstawa moralności Dziesięć przykazań stanowi system o wiele bardziej ludzki, otwarty i intelektualnie spójny, aniżeli sugerują to jego współcześni krytycy.

Powstrzymam się na razie od głębszych analiz po to, by wskazać na pewien negatywny aspekt niesprawiedliwych ocen kościelnej tradycji opartej na Dekalogu. Chodzi mi mianowicie o błędne przekonanie, że istotą katolickiej moralności są prawa i obowiązki, którym należy sprostać. Wymagania te, jak sądzą niektórzy, zostały narzucone przez Boga, który egzekwuje je za pomocą kar doczesnych i, co szczególnie przerażające, wiecznych. Taki Bóg rodzi w człowieku jedynie strach i uległość. Podobna wizja, jeśli towarzyszy człowiekowi przez całe życie, czyni go oczywiście kimś infantylnym i znerwicowanym.

Niezależnie od tego, ilu ludzi podziela ten pogląd, nie jest on w żaden sposób poglądem katolickim. Próżno szukać dla niego uzasadnień nawet w Starym Testamencie. Łatwo mu ulec tylko wówczas, gdy sprzeniewierzamy się podstawowym zasadom rozumowania.

Żydzi, na przykład, nigdy nie uważali, że kara za grzech pochodzi od Boga. W ich koncepcji grzechu wszelkie negatywne następstwa miały swą przyczynę tylko w samej winie. W podobny sposób pojmowano nagrodę – jako skutek czynu, który był w swej istocie czymś dobrym. Dobrobyt był naturalnym rezultatem właściwych wyborów i prawego postępowania. Dekalog nie był traktowany przez Żydów jako przymus, ale jako dar otrzymany od Stwórcy i służący ludzkiemu dobru. Prawo, mówiąc inaczej, nie miało strzec interesów Boga, ale człowieka. Dziesięcioro przykazań to nie jakiś Boski kaprys, mający służyć osądzaniu ludzkości, ale zbiór wskazówek odnośnie do tego, jak żyć w pokoju i harmonii z innymi ludźmi. Chociaż pochodzą one od Boga, to w istocie stanowią jedynie zestaw zasad racjonalnego postępowania. Do ich uznania wystarcza rozum i refleksja nad codziennym życiem. Przykazania sumują w tym sensie najbardziej podstawowe potrzeby człowieka jako jednostki społecznej, stanowiąc kontekst, w którym potrafi on zrozumieć siebie samego.

Dekalog, co szczególnie ważne, mówi nam, że celem ludzkiej egzystencji jest zachowanie właściwej relacji z Bogiem i bliźnimi. I tak, trzy pierwsze przykazania dotyczą naszego stosunku do Stwórcy, podczas gdy siedem pozostałych to zasady naszego współżycia z innymi. Dla zrozumienia Dziesięciu przykazań ważny jest również pewien szczególny kontekst, który im towarzyszy. Pamiętajmy, że zgodnie z przekazem biblijnym, zostały one dane Izraelowi tuż po wyzwoleniu z niewoli egipskiej. Wyjście z niewoli będzie odtąd dla Żydów punktem zwrotnym w ich rozumieniu relacji Boga z człowiekiem, zarówno w wymiarze rzeczywistym, historycznym, jak i symbolicznym. Jest ono momentem przełomowym, decydującym o ocaleniu narodu, który staje się tym samym narodem wybranym. Wstępując w przymierze z Bogiem, naród żydowski otrzymuje wraz z Dekalogiem swoistą kartę wolności. Wyprowadzając Żydów z niewoli, Bóg objawia się nie tylko jako Stwórca, ale również jako Zbawca, który okazując własną miłość, wyzwala swój lud, dając mu w tym celu tablice z Dekalogiem.

Powiedziałem tu wiele na temat wizji Starego Testamentu.

Tę samą wizję podejmuje również Ewangelia. Pamiętamy ewangeliczną historię faryzeuszy, którzy próbując zastawić pułapkę na Pana, zadają Mu podchwytliwe pytanie: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. On odpowiedział „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,36-40).

Podstaw chrześcijańskiej moralności nie sposób sformułować jaśniej i dobitniej. Cokolwiek byśmy o niej powiedzieli, ostatecznym kryterium jej autentyczności jest zgodność z tymi podstawowymi wymaganiami postawionymi przez samego Pana. O ich znaczeniu jako probierza jakości chrześcijańskiego życia zaświadcza św. Paweł: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje drugiego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” (Rz 13,8- 9).

Wagę tych słów w katolickiej tradycji potwierdza swoim autorytetem św. Tomasz z Akwinu. Pytając o moralność, nie powinniśmy według niego zastanawiać się nad tym, co należy czynić, ale nad istotą szczęścia człowieka, który składa się z umysłu próbującego zrozumieć, serca pragnącego kochać i być kochanym oraz ciała, za pomocą którego kontaktuje się on ze światem. Moralność, mówiąc inaczej, jest dla św. Tomasza z Akwinu czymś zakorzenionym w najbardziej podstawowym i powszechnym ludzkim doświadczeniu, którym jest pragnienie szczęścia i spełnienia. Wymaga ona, abyśmy jako ludzie rozumieli własną naturę i warunki konieczne do jej pełnej realizacji. To zaś stanowi przedmiot refleksji etycznej.

Nauczanie Doktora Anielskiego daje początek etyce, która nie jest nauką o obowiązkach, ale o warunkach koniecznych do ludzkiego rozwoju. Jest to etyka ufundowana raczej na ludzkiej naturze aniżeli na zewnętrznym prawie. Taka szczególna perspektywa umożliwia refleksję nad potrzebami i doświadczeniami występującymi na wszystkich poziomach ludzkiej egzystencji. Moralność zajmuje się przede wszystkim tą naturą, którą obdarował nas Bóg. Jej celem jest znalezienie drogi do realizacji pełni człowieczeństwa.

Dla św. Tomasza z Akwinu życie moralne to życie w przyjaźni z Bogiem i bliźnimi, przy czym słowo „przyjaźń” zachowuje tu całe swoje znaczeniowe bogactwo. Autor Summy teologii utożsamia je z pełnią miłości, z doskonałą komunią osób. Tylko ona może nam zapewnić szczęście.

Święty Tomasz dostarcza nam w ten sposób doskonałego antidotum na owe wypaczenia, które tak często pojawiają się w poglądach katolików na sprawy moralności. Powiada on na przykład, że Boga obraża jedynie to, co szkodzi nam samym. Bóg jest więc podobny raczej do troskliwego ojca aniżeli surowego sędziego. Cnota, powiada św. Tomasz, jest sama dla siebie nagrodą. Do realizacji pełni człowieczeństwa powinniśmy dążyć nie dlatego, by zadowolić Boga, ale dlatego, by osiągnąć szczęście. On sam, jako nasz dobry Ojciec, nie pragnie niczego innego.