Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem
 Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Ikona Matka

 Rafał Wędzicki OP

 Prz 8, 22-35 lub Iz 2, 2-5 • Ps 48 • Ga 4, 4-7 • J 2, 1-11

Biegniemy dziś myślą ku Maryi i ku jej wizerunkowi na najsłynniejszej polskiej ikonie, której historia jest wpisana w historię naszego kraju. Ikona jest drogowskazem. Ma prowadzić człowieka od tego, co widzialne, ku temu, co niewidzialne – za pośrednictwem widzialnego obrazu pomaga nam kontemplować niewidzialną tajemnicę. Można powiedzieć, że święci są jak żywe ikony – swoim życiem oddają coś z tajemnicy Boga, odzwierciedlają i ucieleśniają jakiś aspekt Ewangelii. Jeden z najbardziej wyrazistych przykładów znajdujemy w życiu św. Franciszka z Asyżu – poprzez stygmaty stał się żywą opowieścią o męce Pańskiej, w którą się wpatrywał i którą głosił.

Dzisiaj liturgia podpowiada nam, że Maryja jest żywą ikoną Bożej Mądrości. Mądrość mówi o sobie w pierwszym czytaniu, że towarzyszyła Bogu przy stwarzaniu świata i podziwiała piękno Jego dzieła. Podobnie Maryja, ikona Bożej Mądrości, z podziwem i radością przyglądała się, jak pod jej sercem rosło i nabierało kształtów Nowe Stworzenie – Jezus, Syn Boży i jej Syn. Cierpliwie i z troską współpracowała, aby to Nowe Stworzenie ukazało się światu. Tę samą troskę widzimy podczas wesela w Kanie, gdzie rodzi się wiara uczniów, gdzie rodzi się Kościół. Także tutaj Maryja jest u boku Jezusa, kiedy On stwarza – przemienia wodę w przednie wino. Maryja czuwa nad tym, aby ludzie mogli się cieszyć z Bożych dobrodziejstw i aby wszystko działo się zgodnie z Bożym zamysłem.

Taka jest troska Maryi i taki jest sens jej wstawiennictwa. Nie chodzi jej wyłącznie o to, żeby niczego nam nie brakowało. Maryja wspiera nas, aby odbiło się w nas Boże piękno – abyśmy i my stawali się żywą Ewangelią. Towarzyszy nam z troską, aby wzrastał w nas Nowy Człowiek, abyśmy stawali się Nowym Stworzeniem w Chrystusie.

” 

Nie mają już wina
Nie mają już wina

Jeszcze raz pozwól, Panie

Mariusz Tabaczek OP

Prz 8, 22-35 lub Iz 2, 2-5 • Ps 48 • Ga 4, 4-7 • J 2, 1-11

Zmęczone oczy, niewyspana twarz, obolałe nogi. Szczery i życzliwy uśmiech oraz słowo wsparcia o poranku ze strony współtowarzyszy drogi. Piękno krajobrazu, lasów, pól i łąk. Zapach i smak polskiego lata. Pierwsze kroki kolejnego etapu pielgrzymowania zaczynamy prostą modlitwą śpiewaną przy akompaniamencie gitary, bębnów i grzechotek: „Właśnie wstał nowy dzień, jeszcze raz pozwól, Panie, nam dziś zachwycić się”. Ktoś powie, że to naiwne, infantylne. Więcej, spotkałem takich, którzy mówili, że to takie niedominikańskie, bo nie wpisuje się w głęboką tradycję liturgii przygotowywanej i sprawowanej w naszych kościołach. A jednak, jakoś brakuje mi takiej modlitwy, pełnej prostoty i radości. Kto raz doświadczył wspólnej wędrówki z krakowską pieszą pielgrzymką dominikańską do Częstochowy, zawsze będzie chciał wyruszyć raz jeszcze.

Trzeba przyznać, że to dosyć odważne porównanie. Czytamy dziś proroctwo Izajasza mówiące o świątyni Pana, która stanie mocno na szczycie gór. Świątyni, do której przyjdą wszystkie narody i mnogie ludy, by słuchać Pana z nadzieją, że On sam nauczy ich swoich dróg (Iz 2, 2-3). Czy Jasna Góra jest właśnie tym miejscem? Czy to tutaj Pan uczy nas dróg swoich? Wydaje się, że tak, zwłaszcza że u progu tego domu stoi Maryja, która w prostocie serca wskazuje na Jezusa, mówiąc „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Polska Kana. Choć nazwa ta trąci patosem, jest w niej coś z prawdy o nas, Polakach, naszej tradycji, historii i wierze. To dlatego pielgrzymi klękają, gdy po raz pierwszy ich oczom ukazuje się w oddali świątynia na szczycie.

Kluczem do zrozumienia wszystkiego jest „droga”. W radosnych pląsach i ze śpiewem na ustach wchodzimy na Jasną Górę. Zanurzeni w tłumie pielgrzymów chcemy wciąż być jedną grupą. W czasie liturgii Eucharystii słyszymy ponownie słowa Maryi „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). I nagle okazuje się, że to już koniec, że wizyta skończona, że była tak krótka. Bardzo szybko uświadamiam sobie, że to, co najważniejsze, stało się w drodze na Jasną Górę. Po raz kolejny odkryłem obecność mojego Pana i Zbawiciela w pięknie przyrody, w Słowie Bożym, wspólnej i osobistej modlitwie, w trudzie i radości pielgrzymowania. Po raz kolejny uczyłem się kochać towarzyszy drogi, którzy w czasie pielgrzymki tak szybko stali się mi bliscy. Po raz kolejny Pan pouczył mnie o swoich drogach. Po raz kolejny odkryłem Boga, który przychodzi ze swoją łaską i chce, by moja droga była jeszcze bardziej Jego drogą.

 

Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie, radością jest całej ziemi
Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie, radością jest całej ziemi

Nauczycielka wędrowania

Michał Paluch OP

Prz 8, 22-35 lub Iz 2, 2-5 • Ps 48 • Ga 4, 4-7 • J 2, 1-11

Czego mamy się nauczyć od Matki Bożej Częstochowskiej? Odpowiedź pozna każdy, kto znajdzie się w lipcu bądź sierpniu w okolicach Jasnej Góry: Maryja uczy nas pielgrzymować.

Pielgrzymować to znaczy najpierw umieć ryzykować – zdecydować się wyruszyć. Maryja potrafiła na Boże wezwanie, którego do końca nie rozumiała, powiedzieć Bogu „tak”, „niech mi się stanie” (Łk 1, 38). Potrafiła w imię Boże pójść w nieznane, uwierzyć, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37).

Pielgrzymować znaczy również odnaleźć drogę, wiedzieć, którędy pójść. To niełatwa sztuka. Nie wszystkie nasze wędrówki w wierze są grupowymi pielgrzymkami do Częstochowy. Czasami Bóg prowadzi nas po mało znanych trasach w mało zrozumiały sposób… Maryja potrafiła odnaleźć drogę w swoim Synu. Na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej, jak na wszystkich ikonach typu hodigitria, wskazuje prawą ręką na Syna. W Kanie Galilejskiej mówi do sług, którzy nie wiedzą, jak sobie poradzić z brakiem wina na weselu: „zróbcie wszystko, cokolwiek [Jezus] wam powie” (J 2, 5). Pójść za Chrystusem, wsłuchując się w Jego Słowo ofiarowane nam w Ewangelii – oto mapa i kompas, bez których nie dotrzemy do celu.

Pielgrzymować to także unieść swoją słabość. Nie da się przejść wybranej drogi bez zmierzenia się z własnymi ograniczeniami. Wędrowanie to zawsze w jakiejś mierze bąble na nogach, chęć powrotu do domu, pokusy ucieczki z wyznaczonej trasy po męczącym etapie. Niemało cierpienia i ciemności doświadczyła Matka Jezusa. Poczynając od momentu, gdy Jezus zaginął i odnalazł się dopiero po kilku dniach w świątyni (Łk 2, 41-50), kończąc na towarzyszeniu Synowi w drodze na krzyż (J 19, 25-27). A jednak tradycja od wieków mówi nam o niej, iż nawet w ciemności dnia sobotniego, po śmierci swego Syna, zachowała wiarę.

Pielgrzymować znaczy w końcu dojść do celu – ucieszyć się z wypełnionej obietnicy, z wyrażonej duchem i ciałem modlitwy. Przez swoje przejście do nieba, które było doskonałym uwielbieniem Boga i równocześnie całkowitym przyjęciem Jego miłości, Matka Jezusa pomaga nam zrozumieć, dokąd zmierzamy, jak wielka jest miłość, która nas powołała do istnienia i oczekuje u kresu drogi.