Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie
 Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Świętość, a nie święty spokój

 Rafał Wędzicki OP

 Jr 23, 1-6 • Ps 23 • Ef 2, 13-18 • Mk 6, 30-34

Bycie jednym z uczniów Jezusa z pewnością obfitowało zarówno w piękne, jak i w trudne momenty. Jezus sportretowany przez św. Marka przypomina gwiazdę współczesnej popkultury – zawsze towarzyszył Mu tłum, ludzie się przepychali, żeby być bliżej Niego, dotknąć Go, spojrzeć Mu w oczy, być zauważonym, poprosić o przysługę. Kiedy uczniowie wrócili po wypełnieniu swojej pierwszej misji – mieli wyrzucać złe duchy, uzdrawiać chorych, głosić nawrócenie (Mk 6, 12n) – należała im się chwila odpoczynku po dobrze wykonanym zadaniu. Okazało się jednak, że to niemożliwe.

Ewangelia nie poświęca zazwyczaj zbyt wiele uwagi temu, co uczniowie robili u boku Jezusa w momentach, kiedy był otoczony przez tłumy. Wydaje się, że Nauczyciel nie pozwalał im stać bezczynnie z boku. Czasem prosił ich, żeby przekazali dalej Jego polecenia, albo kazał im rozdawać jedzenie, które pobłogosławił. Może też powinniśmy wyobrazić ich sobie jako swego rodzaju służby porządkowe, które pilnują, żeby ludzie grzecznie ustawiali się w kolejce, nie pchali się jeden przez drugiego, nie napierali zbyt mocno? Nawet jeśli tak nie było, Ewangelia sugeruje nam dzisiaj, że uczniowie u boku Jezusa mieli pełne ręce roboty.

Kto chce być blisko Niego, z pewnością musi zapłacić tę samą cenę – zapomnieć o „świętym spokoju”. Autentyczna bliskość z Bogiem, autentyczna świętość, nie jest nigdy formą ucieczki, zaszycia się w bezpiecznym i wygodnym miejscu. Przypomniał nam o tym wyraźnie papież Franciszek. Tam, gdzie jest Jezus, tam nie ma miejsca na święty spokój. Tam, gdzie On prawdziwie przebywa, tam będzie ciągnął tłum żebraków, trędowatych, wyrzutków – wszystkich potrzebujących pomocy. Trzeba to zaakceptować bez lęku – On zawsze panuje nad sytuacją i potrafi zaradzić ludzkiej biedzie. Mamy wybierać świętość, a nie „święty spokój”.

 

Opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali
Opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali

Miłosierne słuchanie

Michał Pac OP

Jr 23, 1-6 • Ps 23 • Ef 2, 13-18 • Mk 6, 30-34

Gdy patrzymy na pełne dostojności i majestatu postacie Apostołów z kościelnych fresków czy obrazów, łatwo zapominamy, że byli oni takimi samymi ludźmi jak my. Dzisiejsza Ewangelia pozwala nam dostrzec ich zwyczajność. Wysłani przez Pana Jezusa, aby głosić Dobrą Nowinę, wracają i pragną się podzielić tym, co zdziałali. Chcą, podobnie jak każdy z nas, otworzyć przed kimś swoje serce, opowiedzieć o swoich sukcesach i porażkach. I Pan Jezus im to umożliwia, stwarza przestrzeń, w której czują się słuchani i rozumiani. To dla nas ważna lekcja. Żebyśmy innym pozwolili mówić o tym, co dla nich jest ważne. Czy stwarzamy taką przestrzeń, w której mogliby się poczuć słuchani i rozumiani? Gdy wracam do klasztoru po rekolekcjach, wyjeździe duszpasterskim czy wakacjach, ale także gdy różne codzienne, lecz ważne rzeczy dzieją się w moim życiu, chcę opowiedzieć o tym moim braciom. Często są zainteresowani, czasem jednak tego zainteresowania brakuje. Wtedy pojawia się poczucie samotności.

Tym, który zawsze nas słucha i rozumie, jest Pan Jezus. W modlitwie opowiadam Mu o swoim życiu: o moich radościach i smutkach, o sukcesach i trudnościach. Można zapytać, po co to robić, skoro On wszystko o nas wie. O Apostołach i ich wyprawie też wszystko wiedział, lecz jednak pragnął ich wysłuchać.

Pan Jezus bierze pod uwagę to, że Apostołowie są zwykłymi, słabymi ludźmi. „Wypocznijcie nieco” – powie do nich, gdy wrócą zmęczeni. Nie jesteśmy robotami, w naszym życiu jest miejsce na zmęczenie, słabość, nawet grzeszność. Pan Jezus to rozumie i patrzy na nas z miłością i miłosierdziem (tak zresztą można przetłumaczyć słowo „litość” z ostatniego wersetu dzisiejszej Ewangelii).

Uczy nas to dwóch rzeczy. Po pierwsze, niezależnie od naszej słabości czy nawet grzeszności Pan Jezus zawsze będzie obdarzał nas miłością i miłosierdziem. Po drugie, każdy z nas jest zaproszony, aby patrzeć na braci i siostry, niezależnie od ich słabości i grzechu, z miłosierdziem. Czyni nas to pięknymi i godnymi miłości, a jednocześnie może pomóc naszym braciom i siostrom tak się poczuć.

 

W Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa
W Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko,
staliście się bliscy przez krew Chrystusa

Droga i cel

Tomasz Grabowski OP

Jr 23, 1-6 • Ps 23 • Ef 2, 13-18 • Mk 6, 30-34

Sytuacja, którą opisuje dziś Ewangelia, wymaga odczytania jej w szerszym kontekście. Wcześniej stały się dwie rzeczy: rozesłanie uczniów i śmierć Jana Chrzciciela. Jezus rozesłał uczniów, udzielając im władzy nad duchami nieczystymi, wyposażył ich w moc uzdrawiania i słowa wzywające do nawrócenia. Siła tej misji opiera się na ich wierze, że Ten, który wysyła, jest Tym, do którego mają kierować nawracanych. Skuteczność ich posługi opiera się na Jego mocy. Oni sami mają jedynie wezwać do nawrócenia i wykonać to, co im polecił. Nie są samodzielni. Zaufanie do Nauczyciela powoduje, że misja jest skuteczna. Od Niego wyszli i do Niego prowadzą. Cel podjętego działania nie jest jasny. Nie wiedzą, co będzie dalej. Dla nich misja kończy się w momencie, gdy tłumy przyjdą do Mistrza. Nie znają dalszej drogi.

Ludzie, którzy przychodzą do Jezusa, to między innymi słuchacze Jana Chrzciciela, który zginął z rąk Heroda. Prostowali swe drogi, tak jak im kazał. Ale nie znają celu, do którego droga miała prowadzić. Oczyszczenie, którego udzielał, nie jest kresem, a dopiero początkiem nawrócenia. U Jezusa poza uzdrowieniem, uwolnieniem i pouczeniem szukają również celu nawrócenia, wskazówki dotyczącej tego, co dalej mają robić. Nie znają celu, do którego prowadził ich Jan.

Uczniowie i tłumy są zagubieni jak owce bez pasterza. Chrystus staje przed nimi. Zarówno jedni, jak i drudzy wyczuwają, że tu znajdą cel i sens dalszego życia. Nie wiedzą, czego pragną. Widzą znaki, czekają słów, ale dokąd doprowadzi ich nauczanie, co przemieni moc – to jest dla nich zakryte.

Podstawowa prawda obrazu owiec i pasterza mówi, że pasterz jest mądrzejszy od owcy. Pasterz zna drogę, owca ma do niego zaufanie i za nim idzie, ponieważ tam, gdzie ją prowadzi, będzie pastwisko i bezpieczeństwo. Owca nie wie, co znajdzie. Wie, że za pasterzem iść trzeba. Takich to uczniów i słuchaczy ma Jezus przed sobą. On wie doskonale, czego im brak, czego pragną, gdzie znajdą sens. Zna przyczynę głodu, znękania, cierpień, zagubienia.

Od tej pory Jego misja nabiera tempa, za chwilę rozmnoży chleb, będzie chodził po jeziorze, uzdrowi chorych w Genezaret. Nie są to jednak przypadkowe wydarzenia. Kroczy pewnie dzień po dniu, jak wytrawny pasterz, który zna najlepsze pastwiska. Życie duchowe, które sieje w świecie, ma swój rozwój, dynamikę i cel. On je zna i przez nie przeprowadza uczniów. Dobrze jest być owcą w Jego stadzie. Powierzyć się Mu przez zaufanie i iść, dokądkolwiek prowadzi. On zna drogę i cel.