Dlaczego często powinniśmy zapraszać Jezusa do naszego życia?

Wzywanie imienia Jezus może po prostu być epizodem na naszej duchowej drodze (etymologiczne znaczenie słowa epizod to coś, co wydarza się „w drodze”). Albo może to być po prostu droga, jedna z wielu, albo ta jedyna droga, którą przedkładamy nad inne i wybieramy raz na zawsze. Innymi słowy, wzywanie imienia Jezus może być dla nas tylko etapem, modlitwą, którą posługujemy się przez jakiś czas i zostawiamy dla innych; albo czymś więcej niż etapem – metodą, którą nieustannie się posługujemy jako dopełnieniem innych form i sposobów modlitwy; albo metodą, wokół której budujemy i organizujemy całe nasze życie duchowe. Wszystko zależy od naszego osobistego powołania, od okoliczności i możliwości. Słowa te kieruję do „początkujących”, tych, którzy pragną poznać podstawy tej modlitwy i nawiązać kontakt ze świętym Imieniem, oraz tych, którzy już poznali ten wstępny etap, ale chcą podążać „drogą Imienia”. Ten, dla kogo posługiwanie się wezwaniami imienia Jezus już stanowi jeden z kilku lub też jedyny rodzaj modlitwy, nie potrzebuje moich rad.

Nie osiągniemy postępów we wzywaniu imienia Jezus dzięki naszym zachciankom albo powziętemu postanowieniu. Musimy być do tego powołani, prowadzeni przez samego Boga. Jeżeli próbujemy posługiwać się wzywaniem imienia Jezus jako naszą najważniejszą duchową metodą, to powinniśmy mieć świadomość, że jest to szczególne powołanie. Ćwiczenie duchowe, a tym bardziej system duchowy, który oprzemy na przypadkowym działaniu, nieuchronnie się zawali. Dlatego do imienia Jezus powinien nas prowadzić Duch Święty. Wówczas wzywanie imienia Jezus może być w nas owocem samego Ducha.

Nie istnieje żaden nieomylny znak wskazujący na to, że jesteśmy powołani do wzywania imienia Jezus. Czasem mogą się pojawić pewne znaki rozpoznawcze, które powinniśmy rozeznać z pokorą i rozwagą. Jeżeli czujemy się przynaglani do wzywania imienia Jezus, jeżeli ta praktyka potęguje naszą miłość , czystość, posłuszeństwo i pokój, a korzystanie z innych modlitw staje się trudne, możemy – nie bez ostrożności – przypuszczać, że droga do wzywania imienia Jezus jest przed nami otwarta.

Kogo pociąga wzywanie imienia Jezus, powinien być ostrożny z rezygnowaniem z innych form modlitwy. Nie mówmy: „Wzywanie imienia Jezus jest najlepszą modlitwą”. Najlepsza dla każdego człowieka jest taka modlitwa, do której czuje się powołany przez Ducha Świętego. Kto praktykuje wzywanie imienia Jezus, musi też poskramiać pokusę niedyskretnego i pochopnego głoszenia właśnie tej formy modlitwy. Nie śpieszmy się mówić Bogu: Będę głosił imię Twoje swym braciom […]” ( Ps 22,23), jeżeli On w sposób szczególny nie powierzy nam tego zadania. Lepiej pokornie zachować tajemnice Boże.

Oto co możemy powiedzieć rozsądnie i rzeczowo. Wzywanie imienia Jezus upraszcza nasze życie duchowe i doprowadza do jedności. Żadna modlitwa nie jest prostsza od tej zawartej w jednym słowie, przez które święte Imię staje się jedynym ośrodkiem całego życia. Skomplikowe metody często nużą i rozpraszają myśli. Natomiast imię Jezus łatwo skupia wszystko wokół siebie. Ma moc jednoczącą i integrującą. Ktoś wewnętrznie rozbity, kto mógłby powiedzieć: „Na imię mi »Legion«, bo nas jest wielu” (Mk 5,9), powinien odzyskać jedność w świętym Imieniu: „Nakłoń me serce, by lękało się Twego imienia” (Ps 86,11).

Wzywania imienia Jezus nie należy rozumieć jako mistycznej drogi, która miałaby nam oszczędzić ascezy, zaparcia się siebie. W życiu duchowym nie ma dróg na skróty.

Modlitwa imieniem Jezus oznacza ciągłe czuwanie nad swoją duszą. Należy unikać grzechu. Istnieją tylko dwa rodzaje zachowani. Jedni mogą czuwać nad rozumem, pamięcią i wolą, aby modlić się imieniem Jezus z większym skupieniem i miłością. Inni będą wypowiadać imię Jezus właśnie po to, aby się lepiej skupić i aby ich miłość stała się bardziej serdeczna. Moim zdaniem, ten drugi sposób jest lepszy. Imię Jezus samo w sobie jest środkiem oczyszczenia i doskonałości, kamieniem pro­ bierczym, filtrem, przez który nasze myśli, słowa i czyny muszą przejść, aby uwolnić się od nieczystości. Nie powinniśmy dopuścić do siebie żadnej myśli, słowa czy czynu, zanim nie przejdzie przez imię Jezus – ono oczyści nas z wszystkich grzesznych elementów. Przyjmować należy tylko to, co da się pogodzić z imieniem Jezus. Mamy imieniem Jezus i myślami o Nim wypełnić po brzegi nasze serca, utrzymując je z całą ostrożnością, jak drogocenne naczynie, i bronić przed jakąkolwiek obcą manipulacją i próbą zawładnięcia. To surowa asceza. Wymaga zapomnienia o sobie, śmierci własnego ,ja”, podczas gdy święte Imię wzrasta w naszej duszy: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30).

Wzywanie imienia Jezus musimy stawiać pośród innych form modlitewnych. Ponieważ zajmujemy się tutaj tylko indywidualną i prywatną modlitwą, nie będziemy omawiać modlitwy liturgicznej ani tych modlitw, które zrodziły się z różnych reguł zakonnych. Nie lekceważmy modlitwy liturgicznej ani tych modlitw , które wynikają z posłuszeństwa – nie ujmujmy im niczego. Ich wspólnotowy charakter i fakt, że są czymś stałym, mogą nam pomóc. Kapłani i członkowie zakonów muszą sami dojść do tego, czy w ogóle i w jakiej mierze wzywanie imienia Jezus da się pogodzić z obowiązującym ich porządkiem modlitwy. Trzeba też rozważyć inne formy modlitwy indywidualnej. Dość wspomnieć o dialogu, który prowadzimy, kiedy słuchamy Boga i mówimy do Niego. Albo o czysto kontemplacyjnej i bezsłownej modlitwie, o modlitwie „odpocznienia” i „zjednoczenia”. Czy powinniśmy ją zarzucić na rzecz wzywania imienia Jezus, czy też nie? Może powinniśmy korzystać z obydwu form? Odpowiedź należy zostawić Bogu w każdym poszczególnym przypadku.

W niektórych przypadkach Boże powołanie do wzywania imienia Jezus może oznaczać wykluczenie wszystkich innych form modlitewnych. Jednak uważam, że droga Imienia jest szeroka i wolna. Najczęściej jest doskonale zjednoczona z chwilami wsłuchiwania się w wewnętrzny głos, odpowiadaniem mu oraz czasem całkowitego wewnętrznego milczenia. Poza tym nigdy nie zapominajmy, że najlepszym sposobem modlitwy w danej chwili jest ten, do którego skłania nas Duch Święty.

Rada i dyskretne przewodnictwo kogoś, „starszego”, mającego osobiste doświadczenie drogi imienia Jezus, bardzo często może stanowić pomoc dla początkujących. Radziłbym kontakt z takim kierownikiem. Nie jest to jednak absolutnie konieczne. „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16,13).

Tekst pochodzi z Miesięcznika „W drodze” nr 1, 2003.