Imię czwarte, Zbawiciel.

JEZUS CHRYSTUS SYN BOŻY ZBAWICIEL – IESOUS CHRISTOS THEOU YIOS SOTER. ICHTYS to znaczy RYBA. 

Jaka symbolika zdominowała w Kościele pierwotną symbolikę ryby, dziś niemal zapomnianą, tak że RYBA jest obecnie traktowana w chrześcijaństwie jako znak naszej przynależności do Chrystusa?

Zbawiciel, czyli Ktoś absolutnie nam Najbliższy

Jeśli idzie o czwarte imię Zbawiciel – zwróćmy  przede wszystkim uwagę na to, że dyskretnie, ale jednoznacznie przedstawia On nam Pana Jezusa jako naszego Najbliższego Krewnego. Instytucja najbliższego krewnego była bardzo charakterystyczna dla społeczności starotestamentalnej. Polegała ona na tym, że nawet jeśli ktoś miał kilku braci, tylko jeden z nich był „najbliższym krewnym” (po hebrajsku „goel”), szczególnie zobowiązanym do ratowania mnie, jeśli znalazłem się w sytuacji bez wyjścia, np. w długach, albo w niewoli lub w jakimś innym beznadziejnym utrapieniu. Otóż sam Bóg wszedł w rolę goela, kiedy ratował swój lud z niewoli egipskiej i wprowadził go do Ziemi Obiecanej. Wielokrotnie też w Starym Testamencie Bóg sam siebie nazywa Goelem swojego ludu (np. Iz 43, 14; 44, 6 i 26; 47, 4;Jr 50, 34).

Kultura grecka nie znała podobnej instytucji. Otóż znamienne, że już w Septuagincie, przedchrześcijańskim  przekładzie  Starego  Testamentu na grekę, wyraz Goel oddawano  jako  Zbawiciel (Soter). Toteż warto pamiętać, że ilekroć słowo Zbawiciel pojawia się w Ewangeliach czy w Listach Apostolskich, wielu pierwszym chrześcijanom kojarzyło się ono zapewne z najbliższym krewnym.

Bo Jezus naprawdę jest naszym Najbliższym Krewnym! Bliższym niż najbardziej nawet kochający ojciec czy matka. Ażeby nas uratować, nie tylko uniżył się tak bardzo, że stał się jednym z nas, ale w Wielki Piątek wszedł w najbardziej przeklęte ciemności, jakie ludzki grzech potrafi stworzyć na ziemi. I nawet te najciemniejsze ciemności rozświetlił światłem swojego zmartwychwstania! Toteż jeśli ktoś naprawdę uwierzył w Jezusa, wprost trudno sobie wyobrazić, żeby mógł Go nie kochać – naszego Najbliższego Krewnego, bliższego niż ojciec i matka, niż najbardziej nawet kochany współmałżonek, niż rodzone dziecko i najbliższy przyjaciel.

Wydaje się, że właśnie tutaj tkwi tajemnica tego, że jedni ludzie wierzą w Jezusa całym sercem i wieść o Nim pragną przekazywać jak najdalej, inni zaś, nawet jeżeli są chrześcijanami, są w swojej wierze dość obojętni. Kluczem jest tu miłość. Ten, który nas ukochał aż do pójścia za nas na krzyż, z całą pewnością zasługuje na to, żeby kochać Go bardziej niż ojca i matkę, niż syna i córkę (por. Mt 10, 37).

W Jezusie Chrystusie Bóg zbliżył się do nas w sposób przekraczający wszelką wyobrażalną miarę, nawet miary objawione ludziom Starego Testamentu. Jezus Chrystus jest do tego stopnia naszym Emanuelem, Bogiem z nami, że umiłowany uczeń mógł położyć głowę na Jego piersi (J 13, 23). Wolno nam się domyślać, że tytuł „umiłowany uczeń” wyraża tęsknotę, jaka jest w Zbawicielu w odniesieniu do każdego z nas – On chciałby, żeby każdy z nas stał się Jego umiłowanym uczniem. Skoro zaś tak się rzeczy mają, wobec tego  każdy z nas wezwany  jest do jedności  z Jezusem na wzór Jego jedności z Przedwiecznym Ojcem!

Tekst z „Tropy Lednickie. Dzieło i program Jana Pawła II”.

fot. Oc Gonzalez / Unsplash