Na Lednicy uczymy się stawać świadkami ojcowskiej miłości Boga.

Na ogół w Kościele pamiętamy o apostolskich przestrogach, żeby nie dostosowywać przesłania o Jezusie ani do własnych wyobrażeń, ani do czyichkolwiek oczekiwań (1 Kor 15, 12-19; Ga 1, 6-9; 1 J 4, 1-3), ale żeby głosić Jezusa autentycznego – Tego, który naprawdę przyszedł do nas od swojego Ojca. Kto głosi jakiegoś innego Jezusa – nie Tego, który jest prawdziwym Synem Bożym i który prawdziwie stał się człowiekiem – niszczy sam sens Jego przyjścia do nas.

Wczytując się w Ewangelię, można wyodrębnić trzy zadania zbawcze, dla których wypełnienia Syn Boży stał się człowiekiem. Co prawda, wszystkie trzy ostatecznie się ze sobą utożsamiają, jednak wymieńmy je tutaj i odrębnie scharakteryzujmy, gdyż odsłaniają one trzy różne aspekty prawdy o Jezusie Chrystusie i z całą pewnością wszystkie trzy powinny być przedmiotem naszej wiary i naszego głoszenia. Otóż Syn Boży przyjął nasze człowieczeństwo, ażeby, po pierwsze, być Świadkiem swojego Ojca (Mt 11, 27; J 1, 18; 6, 46; 18, 37), po wtóre, ażeby nas, grzeszników, olśnić pięknem swojego (i naszego) człowieczeństwa (J 12, 46; 8, 46; 4, 34; Mt 26, 39; Łk 23, 34), i po trzecie, ażeby stać się naszym Zbawicielem i Odkupicielem (Mt 1, 21; J 1, 29).

Jest On Świadkiem swojego Ojca aż tak absolutnie miarodajnym, że „kto Jego zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Dopiero dzięki Niemu dowiedzieliśmy się, kim naprawdę jest Bóg, a wpatrując się w Niego, tak jak pod natchnieniem Ducha Świętego został On przedstawiony w Ewangeliach, możemy weryfikować i prostować różne nasze błędne pojęcia na temat Boga. Bo wskutek naszej grzeszności nasze wyobrażenia o Bogu są niekiedy ogromnie zdeformowane. Nieraz wyobrażamy sobie, że Bóg jest bardzo daleko i mało się nami interesuje. Albo podejrzewamy Go, że jest bezduszny lub okrutny, albo że nie obchodzą Go nasze błądzenia, doznawane niesprawiedliwości i cierpienia. Czasem wyobrażamy sobie odwrotnie: że być może i Pan Bóg dobrze nam życzy, ale nie bardzo może nam pomóc. Niestety, nasze rozumienie Boga jest w różnorodny sposób zniekształcone przez naszą grzeszność.

Dlatego czymś niezmiernie ważnym jest wpatrywać się w Jezusa i według tego wzorca korygować nasze wyobrażenia Boga. Dopiero dzięki Panu Jezusowi możemy prawidłowo domyślać się, co to znaczy, że Bóg jest na przykład wszechmocny. Przecież Ten, któremu „wichry i morze są posłuszne”, zarazem pozwolił przybić się do krzyża. W ten sposób objawił nie tylko Boski szacunek dla ludzkiej wolności, nawet jeśli jej niegodziwie nadużywamy, ale zarazem objawił nam, że zło Bóg chce zwyciężać miłością, a Jego wszechmoc najpełniej przejawia się w Jego miłosierdziu.

Patrząc na Jezusa, możemy się przekonać, jak niesprawiedliwe jest posądzanie Boga o nieczułość dla naszych cierpień czy błądzeń. Wystarczy przypomnieć sobie te dwie sytuacje, kiedy Jezus zapłakał (Łk 19, 41; J 11, 35). Raz zapłakał nad ludzkim grzechem – wtedy, kiedy płakał nad niewiernością Jerozolimy, drugi raz – nad grobem Łazarza – zapłakał nad ludzką śmiercią. A my ośmielamy się Boga, który jest Miłością, obwiniać o te spustoszenia i krzywdy, i cierpienia, jakie wynikają z naszych i cudzych grzechów. Zamiast uwielbiać Boga za to, że dopuszczając zło ze względu na naszą wolność, chce nas ogarniać swoją wszechmocną, a zarazem pokorną miłością –  niejednokrotnie wolimy zniekształcać nasze wyobrażenia o Bogu na obraz naszej własnej grzeszności.

Co więcej, Jezus jest Świadkiem tego, że Ojciec Przedwieczny tajemniczo cierpi z powodu naszych grzechów. Jego słowa: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” wprawdzie dotyczą wszystkich Jego zachowań, nauk i cudów, ale szczególnie odnoszą się do Jego świętej męki. Kto patrzy na Jezusa Ukrzyżowanego, ma szansę zrozumieć, jak potwornie naszymi grzechami ranimy samego Boga. Kto zaś umie zauważyć, że Pan Jezus nawet na krzyżu swoją miłością ogarniał wszystkich grzeszników – w tym również i tych, którzy właśnie Go zabijali – zobaczy poprzez umęczoną twarz Syna Bożego kochające, miłosierne, pragnące przebaczać oblicze Jego Ojca. Głosząc Jezusa, zdecydowanie powinniśmy mówić o tym i częściej, i w miarę możliwości głębiej, niż mówimy.

Tekst z „Tropy Lednickie. Dzieło i program Jana Pawła II”. Tytuł i lead pochodzą do redakcji Dominikanie.pl.

fot. Ben White / Unsplash