Ten „najmilszy z gości” już w nas mieszka wraz z Ojcem i Synem. Zapominamy jednak o tym fakcie.

Pewien mnich kartuz napisał: „Mamy wszystko, co potrzebne, aby już dziś rozpocząć wzniosłe życie w zażyłości z Bogiem. Wzbudźmy w sobie wolę życia nadprzyrodzonego”. Zaskakująco prosta rada. Św. Paweł mówi: „W Nim [Chrystusie] zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie” (1 Kor 1,5). Mamy wszystko bo żyjemy w Nim. Otrzymaliśmy także, na mocy chrztu i bierzmowania, Ducha Świętego. Ten „najmilszy z gości” już w nas mieszka wraz z Ojcem i Synem. Zapominamy jednak o tym fakcie. Gdy Apostoł pyta napotkanych ludzi, czy otrzymali Ducha Świętego, ci odpowiadają: „Nawet nie słyszeliśmy, że jest jakiś Duch Święty”. Czy mamy pragnienie, aby odkrywać życie w Duchu Świętym, życie nadprzyrodzone, które rozpoczęło się na naszym chrzcie?

Czy należy szukać jakiegoś nadzwyczajnego przeżycia? Bo przecież my, zwłaszcza współcześnie, pragniemy osobistego doświadczenia, które – jak mówimy – przekona nas mocniej do wiary w Boga. Jednak na przekór temu, św. Anzelm stwierdza: „Ten, kto nie wierzy, nie zrozumie. Bo ten, kto nie wierzy, nie będzie miał doświadczenia, a ten, kto nie ma doświadczenia, nie zrozumie”. Bez wiary nie zrozumiemy! Tylko w wierze Kościoła możemy cokolwiek pojąć. Najpierw musi być prosty akt wiary, w który są zaangażowane: wola i rozum. Pewna święta skarżyła się Chrystusowi, że nie potrafi Go kochać, na co Bóg zapytał: „A czy chcesz mnie kochać? / Tak, chcę/ To mi wystarczy – odpowiedział Jezus”. Muszę chcieć wzbudzić wolę życia w Duchu Świętym, niezależnie w jakim momencie życia jestem, jak się czuję i jaka jest moja wiara. Wzbudzić wolę życia nadprzyrodzonego oznacza: chcieć przywołać Ducha Świętego. Veni Sancte Spiritus.

Kardynał Manning, XIX-wieczny konwertyta (a sądząc po tym, jak pisze o Duchu Świętym, także niezły charyzmatyk) mówi – we wstępie do swojej książki – że ma zamiar nakreślić misję Ducha Świętego w duszy człowieka. Boży Duch nie wszystko jeszcze powiedział i zrobił w mojej duszy. Jednym z największych niebezpieczeństw życia duchowego jest przekonanie, iż znamy możliwości działania Pana Boga w nas, możliwości Jego łaski. Nie znamy. Duch Święty ma w duszy sprawy niedokończone. Ma misję do wykonania. Jest to dzieło uświęcenia, czyli doprowadzenia do tego, abym w pełni poznał Chrystusa i Ojca, abym całym sobą należał do Boga Trójjedynego.

Jak On wypełnia ową misję? Św. Bazyli Wielki mówi, że Duch Święty dostosowuje swoje działanie do wielkości wiary człowieka. Nawet jeśli wiara jest słaba, ale – mimo to – zwracamy się do Boga to otwieramy Mu drzwi naszego serca, które – choć tylko trochę uchylone – mogą „wpuścić” Chrystusa na nowo. Oczywiście, Bóg może wszystko zrobić „po swojemu”, jak Jezus, który wchodzi mimo drzwi zamkniętych. Duch Święty w pewien sposób dostosowuje się do tego, co ludzkie w człowieku, zwłaszcza do mojej wolności. Nie chce On niczego uczynić beze mnie. Jeśli teraz choruję albo noszę w sobie zranienie to Duch Święty będzie działał pośród choroby, chcąc „uleczyć serca ranę”. Jeśli jestem świeżo nawrócony to będzie chciał jeszcze mocniej sprowokować moje zawierzenie Ojcu i życie darami Ducha. A jeśli może osłabła moja wiara to czyż nie będzie chciał jej obudzić na nowo, wlać oschłemu zachętę? On działa wewnątrz tego, co ludzkie; przenikając psychikę, ciało, nie mówiąc już o tajemniczym duchu:

„Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku?” (1 Kor 2,11).

Pocieszyciel działa w nas nawet, gdy tego nie odczuwamy. Modli się w nas, gdy nie umiemy się modlić. Jako najmilszy z gości, jest – jak mówi Katechizm – naszym wewnętrznym nauczycielem, prowadzi nas do uświęcenia. I to jest Jego misja w człowieku, rozpoczęta na chrzcie świętym, ale niedokończona.

Biblia mówi o wielokrotnym zesłaniu, czyli przychodzeniu Ducha do uczniów. Pocieszyciel nieustannie może się na nas wylewać z obfitością swoich darów, o co prosimy w liturgii: „ześlij dary Ducha Świętego na całą ziemię, i dokonaj w sercach wiernych cudów, które zdziałałeś w początkach głoszenia Ewangelii”. Modlimy się i wierzymy, że Boża łaska jest tak samo obfita jak w początkach Kościoła. Jak to może konkretnie się dokonywać?

W Kościele istnieje praktyka tzw. „chrztu w Duchu Świętym”. Jest to prośba o nowe wylanie Ducha Świętego. Jest to, jak mówi R. Cantalamessa „odnowa i aktualizacja całego wtajemniczenia chrześcijańskiego, nie tylko chrztu, ale również bierzmowania, łaski małżeństwa dla małżonków, profesji zakonnej dla konsekrowanych, święceń kapłańskich dla kapłanów”. Trzecia Osoba Trójcy, z abstrakcyjnego przedmiotu wiary staje się kimś doświadczalnym (choć nie musi to od razu oznaczać emocjonalnego doświadczenia). Jest to ożywienie łaski chrztu świętego pozwalające odkryć na nowo Zmartwychwstałego Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Skutkuje to m.in. ożywieniem modlitwy, nowym rozumieniem Pisma, zapałem apostolskim oraz życiem darami Ducha, tak często niestety zapomnianymi przez nas.

Możemy więc, w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, wzbudzić wolę życia nadprzyrodzonego prosząc o przyjście Ducha, o Jego wylanie.

Jak to zrobić? „Przede wszystkim trzeba wytrwale w imię Jezusa prosić Ojca o Ducha Świętego i czekać aż Ojciec odpowie!” (R. Cantalamessa). Potrzeba prostego aktu wiary, prośby skierowanej do Boga: „Przyjdź, nawiedź, napełnij”. Cóż, może zakołysać… Może się trochę pozmieniać w życiu. Może być też tak, że nasze ciało albo psychika coś odczują, gdyż nie zawsze są one gotowe do spotkania z Parakletem. Jednak nie samo doświadczenie jest najważniejsze, ale to, jakie wydaje ono owoce. Bo ostatecznie po owocach poznajemy Boże działanie w człowieku: „Kiedy Bóg przychodzi do nas albo interweniuje tu, na ziemi, nie spostrzegamy Jego obecności w tym samym momencie, gdy jest w nas albo pośród nas, lecz dopiero po fakcie, kiedy spoglądamy wstecz i badamy, co się wydarzyło i co się skończyło” (J. H. Newman). Bez konkretnych owoców miłości do Boga i do braci, największe przeżycia nie będą miały większego znaczenia, najbardziej wzniosła modlitwa odejdzie tak szybko, jak się pojawiła, spoczynek w Duchu czy dar języków nie będą wiarygodne. Co więcej, przecież wierzymy, że wszystko i tak przemija, a pozostaje tylko miłość, największy dar Ducha, największy charyzmat.

Spróbuj zatem posłuchać rady mnicha: wzbudź w sobie wolę życia w Duchu Świętym na nowo. Pamiętaj, że On w tobie mieszka. Jeśli wierzysz w Jezusa i chcesz Go lepiej poznać, jeśli tęsknisz za bliskością z kochającym Ojcem to bądź ufny. Dobry Bóg odpowie na twoją prośbę. On chce przyjść na nowo do ciebie w mocy Ducha i chce dokończyć misję rozpoczętą na chrzcie świętym.

fot. Mandy Beerley / Unsplash