Praca z niemiecką młodzieżą przynosi efekty.

Wywiad z Janem Kulikiem OP

Zamieszkująca w naszym Domu Parafialnym wspólnota Młodzieżowa Jugend 2000 rozpoczyna w naszych Parafiach St. Albert-Allerheiligen pierwszą edycję kursu Alfa dla młodzieży. W kategorii małego cudu należy rozpatrywać  fakt, że chęć udziału w kursie zadeklarowało 22 uczestników z trzydziestoosobowej grupy młodych ludzi bierzmowanych na początku marca. W uroczystości uczestniczył sam o. Prowincjał odwiedzający nasze  domy. Jak na niemieckie warunki jest to ewenement, ufajmy i módlmy się żeby wytrwali do końca i podążali w swym życiu dalej śladami Jezusa.

Kim jest młody człowiek w Niemczech, czego poszukuje?

Trudno dać jednoznacznie generalną odpowiedź na takie pytanie, bo jak wiemy „każda dusza to inny świat” ale spróbuję. Na podstawie własnych doświadczeń oraz rozmów z doświadczonymi ludźmi, starszymi i młodszymi, napiszę tak: młody człowiek w Niemczech porusza pomiędzy dwoma biegunami napięcia. Pomiędzy chęcią życia na wysokim poziomie o odpowiednim standardzie konsumpcyjnym i kulturalnym, a duchową pustką, ewentualnie jakąś formą duchowego poszukiwania idącego często w kierunku ezoteryki, New Age albo nawet  okultyzmu. Młodzi ludzie zazwyczaj nie wynoszą ze swoich domów rodzinnych żadnych doświadczeń religijnych. Potrzebują normalnej najprostszej katechezy – kerygmatu. Jestem pewien, że są otwarci na poszukiwanie głębszego sensu życia, na religijne doświadczenia a  jednoczenie są bardzo nieufni wobec wszelkich instytucji. Pamiętajmy że Kościół w Niemczech, ze względu na system podatkowy, funkcjonuje tutaj mocno jak urząd albo firma. Nie zapominajmy też o dużym wpływie Kościoła Ewangelickiego. W szkołach i domach rodzinnych młodzi są poddani presji sukcesu społecznego. W rozmowach raczej nieśmiało poruszają tematy religijne, przykładowo (moje ostatnie spostrzeżenie w trakcie przygotowania do spowiedzi): rzadko mówią o grzechu czy winie powiadają raczej,  że zachowali się „nie socjalnie” wobec kolegi czy koleżanki.

Jak Kościół może odpowiedzieć na te potrzeby?

Po pierwsze myślę, że Kościół musi zdobyć zaufanie młodej osoby, co wobec bardzo niekorzystnego obrazu Kościoła propagowanego w mediach nie jest łatwym zadaniem. Po drugie, obok rodziny Kościół powinien być dla młodego człowieka czymś w rodzaju oparcia, schronu, portu w którym można bezpiecznie „zakotwiczyć”. Po trzecie, Kościół powinien rozeznawać duchowe potrzeby młodych ludzi. Ważne w tym wypadku jest podejście indywidualne.

Młodzi ludzie potrzebują  poważnego potraktowania, poszukują w Kościele czegoś więcej niż zabawy czy miłego spędzenia czasu. Myślę że, potrzebują głębszego wewnętrznego doświadczenia. Wskazuje na to duże zainteresowanie takimi imprezami jak: „Prayerfestival”, „Night Fever” albo „Dom Modlitwy” w Augsburgu, w którego inicjatywach uczestniczą dziesiątki tysięcy młodych ludzi (to coś w rodzaju naszej Lednicy).

Kościół powinien pomagać młodym w poszukiwaniu zdrowej duchowości wskazywać na te wartości które w mocno zsekularyzowanym społeczeństwie są zwalczane, odchodzą w zapomnienie albo przestały cokolwiek znaczyć. Kościół w Niemczech powinien zaprzestać prób „przypodobania się” światu, dopasowywaniu się do tzw. nowoczesności i co za tym idzie manipulowaniem nauką Ewangelii. To nie jest żadna zachęta dla młodych. O wiele bardziej skuteczne moim zdaniem będzie głoszenie zdrowej, nieprzeinaczanej nauki Chrystusa.     

Propozycje tzw. Jugendstelle (to coś w rodzaju Katolickiego Duszpasterstwa Młodzieży) ograniczają się do organizowania wyjazdów, wspólnych imprez, gier, zabaw. Oczywiście to też jest potrzebne, ale często brak tego, co powinno być podstawowe: przeżycia duchowego, modlitwy.

Jako ciekawostkę podam, że jedną z ostatnich propozycji Jugensstelle była wizyta w Studiu Tatuażu, ponieważ to „wchodzi głęboko pod skórę … i jest formą życia wewnętrznego”. Innym razem usłyszałem od pracującego tam diakona (!!!), „że w pracy z młodzieżą nie jest ważna liturgia. Powinniśmy brać przykład z imprez stadionowych bo to kręci młodzież i w takim kierunku organizować żywą liturgię”.   

Czy Kurs Alfa może pomóc młodemu człowiekowi w jego drodze wiary. Jeżeli tak, to dlaczego?

Jest duża szansa, że tak,  ponieważ kurs ten prowadzą młodzi wierzący ludzie. W trakcie przygotowania do bierzmowania zauważyłem, że ich słowa i propozycje trafiają do młodych o wiele szybciej i łatwiej, aniżeli to, co mówią starsi ludzie. W tej grupie są ludzie w różnym wieku. Myślę, że niebagatelną rolę odgrywa także moment doświadczenia wspólnoty, w której zauważa się jednocześnie każdego uczestnika z osobna. Takie przyjazne oraz indywidualne podejście sprawdza się u nas również w pracy z ministrantami. Kiedy zaczynaliśmy było ich 6 albo 8, teraz mamy ponad trzydziestopięcioosobowa grupę. Staram się w każdą niedzielę być z nimi, porozmawiać. Kupiliśmy dla nich nowe stroje. Zawsze ktoś z nas na nich czeka, jest dla nich dostępny. Co ciekawe, od dwóch lat nie robię żadnego planu służby przy ołtarzu. Każdy kto przyjdzie, może służyć. Zazwyczaj mamy w niedzielę od 10 do 18 ministrantów przy ołtarzu. Czasami polska radosna spontaniczność jest owocniejsza od niemieckiego porządku. Mamy też własną „Whats App” Grupę – Ministranten Gang , co bardzo sprzyja komunikacji i wymianie informacji.

Czy podobnie jak w Polsce, sakrament bierzmowania, traktowany jest jak „sakrament pożegnania” z Kościołem? Skąd takie zainteresowanie kursem?

Niestety, muszę to potwierdzić. Po bierzmowaniu zainteresowanie sprawami Kościoła jest sporadyczna. Pewien biskup pomocniczy w naszej diecezji opowiada w czasie homilii przed bierzmowaniem dowcip o proboszczu, któremu zagnieździły się nietoperze na kościelnej wieży. Nie umiał się ich pozbyć. Inny proboszcz poradził mu żeby zaczął przygotowywać je bierzmowania.

Erozja duchowa młodych ludzi zaczyna się już dużo wcześniej. Do przygotowania zaprosiliśmy ponad 120 kandydatów, odpowiedziało nam 30 osób. Na pierwsze spotkanie turze zaprosiliśmy ponad 60 kandydatów. Przyszło 12 zainteresowanych. Całą resztę postanowiłem odwiedzić osobiście. O dziwo, wszędzie byłem bardzo przyjaźnie przyjęty. Rozmowy były bardzo interesujące. Okazało się, iż wielu przyjęło już sakrament poza granicami Niemiec. Kilkoro z nich nie było jeszcze u pierwszej komunii. Wielu nie miało absolutnie pojęcia czym jest bierzmowani oraz do czego miałoby im się przydać. Nie wiedzieli, gdzie jest ich kościół parafialny.

Co do zainteresowania kursem – nie wiem skąd się ono więziło Sami jesteśmy zdumieni, może odpowiedź znajdziemy w jego trakcie.

Rozumiem, że potrzebujecie niemcmodlitwy? O co szczególnie chcielibyście, żeby się modlono?

Modlitwy potrzebuje każdy duszpasterz. Tutaj warto pomodlić się o to, aby Duch Święty dotarł i pozostawił trwałe ślady w duszach i sercach tych młodych ludzi. A dla prowadzących o cierpliwość, miłość, wytrwałość, świeżość idei i światło od Tego, dla którego nie ma nic niemożliwego.

Oczywiście tych kilka spostrzeżeń nie wyczerpuje szerokiego i skomplikowanego tematu – młodzież niemiecka a Kościół.

Chętnie  poczytałbym, jak radzą sobie z pracą młodzieżową inni nasi współbracia poza granicami Polski. Ostatnio z wielką uwagą i ciekawością przeczytałem relacje ze Stanów Zjednoczonych. Może uda się jeszcze kogoś namówić na mały wywiad np. z Rosji, Ukrainy, Irlandii.

Jan Kulik OP –  przełożony domu św. Alberta, przewodniczący Stowarzyszenia „Polnische Dominikaner e.V.”, wiceadministrator parafii św. Alberta i parafii Wszystkich Świętych w Monachium.