W ten sobotni poranek jest jakoś inaczej. Doświadczenie wczorajszego przeżywania Męki Pańskiej pozostawia niepewność.

Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych

Liturgia Wielkiego Piątku zmienia sobotni poranek. Jest inaczej. Doświadczenie wczorajszego przeżywania Męki Pańskiej pozostawia niepewność. Nasza wolność teoretycznie nie zostaje naruszona, nadal możemy wszystko. Nie wystarczy to jednak do pokonywania kolejnych etapów wędrówki, ponieważ straciliśmy z oczu naszego Przewodnika, nasz Sens.

Nasza postawa niczym nie różni się od zachowania uczniów przeżywających stratę swojego Nauczyciela. Osamotnienie jest dla apostołów najtrudniejszym doświadczeniem całej ich drogi pokonanej wspólnie z Jezusem. Ten dzień jest inny, nieuporządkowany, niepewny, bez nadziei jutra, z pojawiającymi się nieustannie wyrzutami: zostawiłeś mnie, oszukałeś… czemu Tobie zaufałem… straciłem wszystko, oni też wszystko stracili… czemu to zrobiłeś? gdzie jesteś?…

Utracona Obecność zawsze wprowadza nasze życie w pustkę. To doświadczenie dotyka najgłębszych pokładów nas samych… Bóg w którego wierzę nie może taki być, nie może zostawić nas samym sobie, On tak nie postępuje! A jednak… stało się. Jezus umiera.

Pokaż ludziom, że ich Bóg krwawi, a przestaną w Niego wierzyć…

Jezus zostaje złożony do grobu i nic już nie ma sensu. Kościół staje się pusty, nie klękamy przed tabernakulum, ołtarz nie jest nakryty obrusem, przestaje być w centrum Liturgii. Mimo iż prawie wszystkie zewnętrzne znaki tracą sens, to pozostaje w nas jakieś przyzwyczajenie i chęć uczestnictwa. Jednak nie do końca wiemy, jaka będzie nasza przyszłość, patrząc na pusty Krzyż będący centrum, czujemy się nieswojo i chcemy zrobić coś, co przełamie ten smutny nastrój.

Tymczasem apostołowie czekają w osamotnieniu, w pustce, lęku. Do tej pory Słowo stwarzało ich rzeczywistość, teraz pozostawia ich w poczuciu opuszczenia, by – paradoksalnie – nauczyli się doświadczać obecności poprzez jej brak. Niepewność ogranicza wierność Słowu, które usłyszeli od Jezusa na początku swojej drogi, lęk ogranicza wiarę i odsyła do rozumowego spojrzenia na to, czego byli świadkami. Muszą szukać ratunku, zanegować dotychczasowe doświadczenia. I nagle w tę ciemność, pustkę i samotność wkracza On – Światło i Nadzieja, ale wstyd paraliżuje i nie pozwala im na Niego spojrzeć. Na szczęście gdzieś głęboko pozostało w nich jednak pragnienie Boga, dzięki któremu mogli usłyszeć jego Słowo, to samo, które prowadziło ich dotychczas: Pokój Wam!

Niedzielny poranek staje się zupełnie inny niż ten sobotni…