Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię.

Nagrania kazań na Niedzielę Palmową:

 

Wielki tłum wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw
 Wielki tłum wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Wolni niewolnicy

 Rafał Wędzicki OP

 Mk 11, 1-10 lub J 12, 12-16 • Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Mk 14, 1 – 15, 47

W czasie dzisiejszej liturgii słyszymy dwie ewangelie – w jednej tłumy wiwatują na cześć Jezusa, w drugiej, stojąc przed Piłatem, krzyczą: „Ukrzyżuj Go!”. Ten nagły zwrot akcji szokuje, sprzeczne reakcje wydają się co najmniej nielogiczne. Odwróćmy jednak na chwilę wzrok od krzyczącego tłumu i zobaczmy, dokąd Jezus chce nas dzisiaj zaprowadzić i czego chce nas nauczyć.

Wydawać by się mogło, że oskarżenie Jezusa było albo nieczystą grą, albo pomyłką, wynikającą z niezrozumienia Jego nauki. On mówił o królestwie Bożym, które „nie jest z tego świata”. Opowiadał o Bogu, który ma królować w ludzkich sercach, współcześni natomiast oczekiwali wskrzeszenia własnego państwa. Co więcej, kiedy po cudownym rozmnożeniu chlebów tłumy chciały Go obwołać królem, ukrył się (J 6, 14).

Teraz sam wkracza uroczyście do Jerozolimy. Spełnia gest zapowiedziany przez proroka Zachariasza, którym prowokuje tłum do obwołania Go królem. Gdyby tego nie chciał, nie posłałby uczniów, aby przyprowadzili Mu osiołka. Następnie jak władca wkracza do świątyni i wygania z niej kupców, roszcząc sobie prawo zarezerwowane dla Heroda i religijnych elit. W ewangeliach Mateusza, Marka i Łukasza dialog Jezusa z Piłatem zamyka się w dwóch zdaniach. Kiedy Piłat pyta: Czy Ty jesteś Królem żydowskim?, Jezus bez wahania odpowiada: Tak, Ja nim jestem.

Dramat Wielkiego Piątku polega na tym, że Jezus na końcu swojej drogi objawia się jako ktoś, kogo chciały w Nim widzieć tłumy – jako król, jako Mesjasz wyzwoliciel. Jezus spełnia ostatnie z oczekiwań – nie tylko karmi, uzdrawia, wskrzesza, ale wreszcie pozwala się obwołać królem. Często skłonni jesteśmy wierzyć, że człowiek wypiera się Boga, ponieważ On nie spełnia jego oczekiwań. Ale dzisiaj Ewangelia pokazuje nam coś więcej: jesteśmy skłonni odrzucić Boga nawet wtedy, kiedy On te oczekiwania spełnia. I zamiast wolności, której całym sercem pragniemy, wybieramy niewolę.

 

Bóg Go nad wszystko wywyższył
Bóg Go nad wszystko wywyższył

Widz i uczestnik

Wojciech Czwichocki OP

Mk 11, 1-10 lub J 12, 12-16 • Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Mk 14, 1 – 15, 47

Parę lat temu uczestniczyłem w pracach Scholi Teatru Wiejskiego Węgajty. Przygotowywaliśmy wspólnie i przedstawialiśmy średniowieczne, łacińskie dramaty liturgiczne. To była niezwykła przygoda. Najpierw warmińska wieś, dokąd zjeżdżaliśmy się z różnych części Polski, a nawet Europy. Tam się wszystko rodziło. Warsztaty chorału gregoriańskiego, choreografia, kostiumy, rekwizyty, długie rozmowy i dyskusje o misteryjnych źródłach teatru, o tym, że przedstawiany dramat jest integralną częścią liturgii, o roli zgromadzonej w kościele publiczności. Potem wyjeżdżaliśmy, czasem do olsztyńskiej katedry, czasem dalej, do Warszawy, do tynieckiego opactwa, a nawet do malowniczych tyrolskich wiosek czy olśniewającej zabytkami Florencji.

Mimo różnic jedno było podobne. Wszędzie przychodzili widzowie. Chcieli zobaczyć przedstawienie. Niecierpliwili się w czasie monotonnych łacińskich nieszporów, których częścią był prezentowany przez nas dramat liturgiczny. Nie mogli zrozumieć, że trzeba wyjść z ławek, żeby w bocznej kaplicy zobaczyć, jak Jezus zstępuje do otchłani, jak z hukiem otwiera drzwi i wyprowadza uwięzionych. Nie wiedzieli, że można na koniec przejść w tanecznych pląsach w procesji i wyśpiewać z wszystkimi radość, którą się poczuło w sercu. Byli widzami. Przyszli, żeby zobaczyć, ocenić, wzruszyć się albo odejść w poczuciu rozczarowania, że się zmarnowało wieczór. Nie wiedzieli, że można więcej. Nasze zaproszenie, by poczuli się pełnoprawnymi uczestnikami misterium, przyjmowali z pewnym skrępowaniem. Może tylko z dziećmi było inaczej.

Niedziela Palmowa jest początkiem Wielkiego Tygodnia. W czasie mszy św. czytamy znacznie dłuższy niż zazwyczaj fragment ewangelii, opis męki i śmierci Jezusa. Nie jest to zwyczajne odczytanie. Podział na role sprawia, że przekaz staje się bardziej żywy, nawet jeśli słowa „Ukrzyżuj Go” brzmią nieco piskliwie z powodu mutacji głosu lektora. Jest inaczej niż zwykle. Być może o to wyrwanie nas z rutyny w przeżywaniu, nie tylko liturgii, ale w ogóle wiary, najbardziej chodzi. Tajemnice Wielkiego Tygodnia to sedno naszej „sprawy z Bogiem” – męka, śmierć na krzyżu, pusty grób. Przez całe lata możemy być widzami i nawet wzruszać się w odpowiednich momentach, i wciąż nie wiedzieć, że można więcej.

 

Chwalcie Pana, wy, którzy Go wielbicie
Chwalcie Pana, wy, którzy Go wielbicie

Należymy do Pana

Jarosław Krawiec OP

Mk 11, 1-10 lub J 12, 12-16 • Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Mk 14, 1 – 15, 47

Kiedy jako dziecko uczestniczyłem w liturgii Niedzieli Palmowej, zadawałem sobie pytanie, po co po raz kolejny musimy słuchać opisu męki Pańskiej. Dobrze go przecież znamy, wiemy, że po modlitwie w Ogrodzie Oliwnym był sąd, a później droga na Golgotę i krzyż. Po co Kościół każdego roku przypomina je dwukrotnie podczas liturgii Wielkiego Tygodnia: w Niedzielę Palmową i w Wielki Piątek?

Rozpoczyna się w Kościele czas szczególny, kilka dni nabrzmiałych treścią wyrażoną przez słowa, znaki i symbole. Wszystko po to, abyśmy mogli wejść w tajemnicę Paschy Chrystusa. Słuchamy Ewangelii o ostatniej ziemskiej drodze Jezusa nie tylko po to, aby się dowiedzieć, jak to było kiedyś, lecz i po to, aby się znaleźć w centrum tego wydarzenia. Liturgia przypomina bramę, przez którą możemy wejść, by stać się już nie widzami, ale uczestnikami Paschy Syna Bożego. Kluczem otwierającym tę bramę jest nasza wiara.

Życia Jezusa nie da się rozdzielić od Jego bycia z innymi, z tymi, których sam sobie wybrał, aby Mu towarzyszyli. Im powierzył swoje tajemnice, przede wszystkim zaś tajemnicę swej męki. Jego droga krzyżowa była jedyna i niepowtarzalna. Boleśnie doświadczył tego św. Piotr, kiedy się zaparł Jezusa, choć wcześniej był niemal pewien, że pójdzie za swoim Mistrzem aż do końca. W cieniu Golgoty pewność zamieniła się w lęk, a wiara wielu w trwogę opuszczenia i śmierci. Dopiero po zmartwychwstaniu uczniowie, a z nimi cały Kościół, czyli również my, otrzymujemy możliwość naśladowania Chrystusa przez świadectwo naszego życia i śmierci. „I w życiu i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14, 8). Odtąd stajemy się uczestnikami Jego Paschy – chwały zmartwychwstania, którą poprzedza droga uniżenia się i krzyż.

Liturgia Niedzieli Palmowej rozpoczyna się od pamiątki triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Wiwatujące na Jego cześć tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu!”. W specjalnym obrzędzie liturgicznym powtarzamy to, co czynili i mówili uczniowie Jezusa oraz tłumy, które gromadziły się wokół Niego. Chwilę później czytamy ewangeliczny opis męki Pańskiej. Te dwa wydarzenia, choć w formie tak różne od siebie, odnoszą się do jednej tajemnicy uniżenia, a w nim królowania Chrystusa. Streszcza ją św. Paweł w słowach: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 6-7). W ten sposób liturgia Niedzieli Palmowej zawiera już w sobie pełny wymiar męki. Jest to Pascha Jezusa Chrystusa, która staje się jednocześnie naszą drogą.