Zajaśniał nam dzień święty, pójdźcie, narody, oddajcie pokłon Panu, bo wielka światłość zstąpiła dzisiaj na ziemię.

Nagrania kazań na dziś:

 

Twój Bóg zaczął królować
 Twój Bóg zaczął królować

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Poszukiwany

 Paweł Trzopek OP

 Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

Każdy świt to moment przychodzenia. Przychodzą pasterze do stajenki. Przychodzi Zbawca do swego ludu. Przychodzi światło do ciemności.

Lud Starego Przymierza, który Pan nazywa Córą Syjońską, doskonale wiedział, że zgrzeszył, zbłądził, zdradził. Że przestał szukać Boga, że Go opuścił. Zawsze tak było, że jeśli Izraelici opuszczali Pana, to spadały na nich cierpienia. Doświadczali konsekwencji grzechu. Odejście od Boga nie jest bezkarne. Musieli sobie uświadomić, że potrzebują zbawienia. Sami nie dadzą rady. Potrzebny jest Ktoś posłany przez Boga.

Dzisiaj wszystko jest „opcją”, „wyborem”. Nie możesz oceniać. Nie ma już dobra i zła – bo wszystko przecież „zależy”. Czy potrzebujesz jeszcze zbawienia, skoro wszystko, co robisz, jest tak ogólnie „w porządku”? Od czego Zbawiciel miałby cię zbawić?

Ludzie prości nie stracili jeszcze tego rozeznania. Jeśli grzeszą, to wiedzą, że grzeszą. Jeśli się nawracają, to do końca. Nie kombinują, nie racjonalizują, nie szukają wyjaśnień, wymówek, samousprawiedliwienia. Dlatego właśnie prości – pasterze – jako pierwsi otrzymują wieść o przyjściu Zbawiciela.

Kiedy dziś Zbawiciel się rodzi w grocie w Betlejem, usłysz, że to ty nazywasz się „Poszukiwany”. Ciebie szuka Zbawca, by pokazać ci swoją dobroć i miłość. I proś Go, żebyś sobie uświadomił, od czego i za jaką cenę zostałeś zbawiony.

 

Syn jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty
Syn jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty

Abyśmy byli dziećmi Bożymi

Józef Zborzil OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

W Świętą Noc razem z aniołami wielbiliśmy Ojca Niebieskiego za dar Syna. Wraz z pasterzami dziwiliśmy się i radowaliśmy tym, co zwiastowali aniołowie – to oni „udali się z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu” (Łk 2, 17).

Dzisiaj słowo Boże liturgii Bożego Narodzenia zaprasza nas w radosnym świętowaniu tajemnicy wcielenia do przyjęcia Pana Jezusa Emmanuela – Boga z nami i zachęca, byśmy wprowadzili Go jako Światłość do naszego domu, do naszej codzienności.

Syn Boży, Słowo Ojca, pragnie przynieść światło każdemu z nas i stać się Światłem w życiu każdego człowieka. W Nim możemy przyjrzeć się naszym relacjom z najbliższymi, możemy spotkać się ze sobą samym, a przede wszystkim – co jest szczególnie trudne, lecz zarazem najważniejsze w pragnieniu Syna Bożego odnośnie do nas – możemy dostrzec oraz przyjąć do serca obecność i miłość Boga żywego. W Chrystusie łatwiej nam zauważyć ciemności i półmroki, które dręczą nasze wnętrze, paraliżujące nas lęki, egoizm, który zakłamuje nasze więzi z bliskimi. Łatwiej nam to odkryć, by uczynić kolejny krok, ten najtrudniejszy, lecz równocześnie najwspanialszy – możemy wreszcie przyjąć nas samych, całych, takich, jacy jesteśmy w Nim. To również jest pragnienie Syna Bożego.

On właśnie dlatego przyszedł na ten świat od Ojca, przyjmując wszystko, co nasze, pełnię naszej natury, aby cały człowiek – z duszą i ciałem – został zbawiony, aby przebaczeniem dotknąć grzech, aby miłosierdziem oczyścić nas z codziennego brudu i, co najistotniejsze, abym ja, z miłością i bez lęku, mógł powiedzieć Jezusowi, że jest moim Panem, abym mógł Mu wyznać: Jezu, ufam Tobie, abym w sercu i ustami mógł wyszeptać, że Go kocham.

Odkrycie tej prawdy, że w Duchu Świętym realnie zwracam się do mojego Ojca „Abba”, stanowi sens narodzin Boga wśród ludzi. To On, mój Ojciec, na początku mego istnienia pochylił się nade mną i tchnął we mnie życie, zaczął je kształtować i formować. Jak garncarz wziął je w swoje ręce. Uczynił mnie dobrym, pięknym i zdolnym do miłości. Teraz ochrania i wyprowadza z ciemności swoje pogubione dzieci: prowadzi je światłem Dobrej Nowiny, że Jego Syn narodził się z Maryi Dziewicy w Betlejem, objawił miłość na Krzyżu i zmartwychwstał. Teraz Ojciec Niebieski napełnia swe ziemskie potomstwo mocą swojego życiodajnego Ducha. Tak oto wypełnia się słowo naszej Ewangelii „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1, 12).

 

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas

Opłatek dla wroga

Wojciech Prus OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

Z upływem lat coraz częściej powtarza się słowa: „Pamiętam, jakby to było wczoraj!”. Ale przecież naprawdę tak właśnie pamiętam stan wojenny. Byłem wtedy w liceum, kurowałem się z przeziębienia złapanego na roratach u dominikanów, namiętnie czytając Potop Sienkiewicza. I nagle ten poranek, głuchy telefon, muzyka w radiu, jakby ktoś ważny umarł, i opancerzony transporter na brudnym śniegu wśród bloków naszego osiedla. Kompletne zaskoczenie, świat wywrócony do góry nogami, niepewność, co będzie jutro. Na dodatek ta rosnąca co dzień bezsilność, zmieszana za chwilę z dojmującym smutkiem, że zabito siedmiu górników z kopalni „Wujek”.

A jednak wśród tej nocnej ciszy widzę też wyraźnie promyk światła. Na początku jak zawsze mały, bardziej podobny do ziarnka gorczycy niż do płonącej w ciemności lampy. Ale osłonięty od przemijania rośnie i staje się najważniejszą cząstką pamięci stanu wojennego. Bo wtedy, niedługo po 13 grudnia – na Boże Narodzenie, kilka, może kilkanaście osób z naszego duszpasterstwa szkół średnich przy poznańskich dominikanach poszło dzielić się opłatkiem z ZOMO-wcami. Oni – to byli ludzie wroga, jego zbrojne ramię. Stali przy płonących koksownikach i się grzali. A nasi podchodzili do nich z chlebem w dłoni i mówili: „Dobrych świąt”.

Sam nie odważyłem się na ten gest, tym bardziej go teraz podziwiam. Bo uzbrojeni w długie pałki ludzie wywoływali strach. Mogli legitymować, zatrzymać bez powodu i powieźć milicyjną suką w nieznane. Niewielu z nas wtedy, może niewielu ludzi w ogóle, próbowało wyobrazić sobie, dlaczego oni przywdziali te napawające lękiem mundury. Ilu dobrowolnie reprezentowało tych, co zniszczyli nam świat? Ilu zrobiło to z przymusu, a ilu z zagubienia? A może większość nie wiedziała po prostu, co czyni?

Ten łamany z wrogiem na mrozie opłatek jest teraz we mnie znakiem Bożego Narodzenia. Przecież ojcowie Kościoła mówili wielokrotnie, że gdy Dzieciątko rodzi się w Betlejem, obecne są już wtedy w tym Maleństwie także tajemnice bolesne. Z tą najtrudniejszą – zdradą i odebraniem życia. Pomiędzy Owiniętym w pieluszki a Wypowiadającym słowa „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” zapisana jest droga ludzi, których Bóg Ojciec pragnie uczynić swoimi dziećmi. W noc stanu wojennego moi koledzy rodzili się duchowo, stawali się naprawdę Bożymi dziećmi – to było nasze prawdziwe Betlejem.