Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów.

Nagrania kazań na dzisiaj:

 

Tron Twój, Boże, trwa na wieki, berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa
 Tron Twój, Boże, trwa na wieki, berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Tęsknota za niebem

 Błażej Matusiak OP

 Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15, 20-26 • Łk 1, 39-56

Codziennie po nieszporach my, dominikanie, śpiewamy Salve Regina. „Wygnańcy, synowie Ewy” – wzywamy słowami tej antyfony Maryję, Matkę Miłosierdzia, „jęcząc i płacząc”. Lamentacja? Nie, raczej pieśń pielgrzymów i wyraz tęsknoty. Nazywając ziemię padołem łez i miejscem wygnania, nie gardzimy tym światem, ale wypowiadamy pragnienie nowego świata, w którym zgodnie z zapowiedzią proroka Izajasza Bóg zetrze każdą ludzką łzę.

Uroczystość Wniebowzięcia w równym stopniu zaprasza do spojrzenia w górę, jak i do przypatrzenia się temu, co widzimy tu, na ziemi. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” – głosi błogosławieństwo. W Salve Regina przywołujemy miłosierne oczy Maryi – oczy, które już tu na ziemi widziały niebo. Czym jest niebo? „Niebo to bliskość, w jakiej Ojciec jest z Jezusem Chrystusem”, pisze Romano Guardini. Czyste serce, takie jak serce Maryi, widzi Boga już tu. Dla czystego serca On jest, mówiąc słowami św. Pawła, „wszystkim we wszystkim”. Niebo jest tu.

Tęsknię za niebem, bo jego ślady napotykam na ziemi. Pragnę nieba, bo tak wiele na tym świecie mi o nim przypomina: czas spędzany z przyjaciółmi, porywające piękno przyrody, ale i ludzka twórczość. Nawet – proszę wybaczyć – „niebo w gębie” może być czymś więcej niż zaspokojeniem przyjemności jedzenia, może być znakiem radości głębszej i trwalszej. Tęsknię za niebem również tak, jak to opisała księga Didache z początków chrześcijaństwa. Anonimowy autor parafrazuje tam prośbę: „Przyjdź królestwo Twoje”, słowami: „Niech przyjdzie Twa łaska i niech przeminie ten świat”.

Pewnie nigdy nie zapomnę mszy świętej w dzień Wniebowzięcia kilka lat temu. To była druga msza, wieczorem, po męczącym dniu. I właśnie wtedy słowa homilii zdawały się płynąć same, a schola śpiewała wyjątkowo pięknie. Nie wiadomo, skąd podczas tej mszy wstąpiła we mnie nowa siła. Nie wiadomo skąd? Wiadomo: prosto z nieba.

 

W Chrystusie wszyscy będą ożywieni, każdy według własnej kolejności
W Chrystusie wszyscy będą ożywieni, każdy według własnej kolejności

Obdarowani Domem

Maciej Biskup OP

Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15, 20-26 • Łk 1, 39-56

Wiemy, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga” (2 Kor 5, 1). „Tak bowiem Bóg umiłował świat (J 3, 16), że w Chrystusie nasz ludzki i bardzo niepewny los przyjął za swój. Jako ludzie jesteśmy bardzo nieporadni w dawaniu bezpieczeństwa drugiemu – zdarza się nam często, że odrzucamy, zdradzamy, okazujemy znudzenie czy wręcz pogardę.

Tak zachował się człowiek wobec Boga: Przyszło (Słowo) do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli (J 1, 11). Chrystus jednak zaryzykował i zamieszkał w naszym doczesnym przybytku, chociaż mówił: Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć (por. Łk 9, 58), co znalazło wyraz w ostatecznym odrzuceniu na krzyżu.

Jest coś bardzo ludzkiego – w najgłębszym znaczeniu – w dzisiejszej uroczystości: Syn przychodzi po swoją Matkę. Ona Go przyjęła, urodziła, wykarmiła, wychowała, trwała z Nim w osamotnieniu i cierpieniu krzyża, widziała Jego śmierć, złożyła jego ciało do grobu.

Pośrodku niepewności, która cechuje naszą ludzka rzeczywistość, Jej matczyna miłość oraz głęboka wiara, stały się zapowiedzią domu, który jest nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie (por. 2 Kor 5, 1). Jakże więc w ostateczności nie miałaby towarzyszyć Synowi w Jego zmartwychwstaniu i uwielbieniu? Wstępujący do Ojca Syn, począwszy od Maryi, przyjmuje do swego życia również nas. W ten sposób ogarnia nas Miłość, która nie ustaje (por. 1 Kor 13, 8), jest bezpieczna, usuwa lęk (por. 1 J 4, 18), nie zniechęci się i nie znudzi, nie zwątpi, nie odrzuci i nie wzgardzi.

Kochać – to być z drugim na życie i śmierć. Chrystus jest z nami na śmierć i ŻYCIE. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie utrapienia obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy wpatrujemy się nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga (2 Kor 4, 16-18; 5, 1).

Obdarowanie Domem ma miejsce w momencie chrztu. Przez zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa zadomawiamy się w Miłości Boga, od której nic nas nie może odłączyć (por. Rz 8, 35-39), by ostatecznie odkryć, że w końcu jesteśmy u siebie.

Wniebowzięcie Bogarodzicy to zapowiedź pełnego odkupienia i początek odpowiedzi Ojca na arcykapłańską modlitwę Syna: Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata (J 17, 13. 24).

 

Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją

Tęsknota za harmonią

Tomasz Gaj OP

Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15, 20-26 • Łk 1, 39-56

Byłem kiedyś na kursie językowym za granicą. Moja grupa składała się z kilkunastu osób różnych narodowości, kultur i religii. Byli mieszkańcy starych, katolickich krajów, którzy prawie zupełnie zapomnieli o swoich korzeniach. Byli Azjaci, którzy niewiele wiedzieli o chrześcijańskich źródłach kultury europejskiej. 15 sierpnia w uroczystość Wniebowzięcia nie poszedłem na zajęcia. Dzień później pytano mnie o powody nieobecności. Zacząłem tłumaczyć. Mówiłem, jak świętowałem. Próbowałem przekazać teologię uroczystości, pokazując prawdę wiary, że Matka Boża z ciałem i duszą została wzięta do nieba. Po chwili zorientowałem się, że wszyscy patrzą na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, jakby słuchali opowieści o tym, że wczoraj spotkałem smoka wawelskiego. Coś, co było dla mnie oczywiste, z czym zrosłem się w mojej wierze od dziecka, zostało wystawione na próbę.

To doświadczenie pozwoliło mi świeżym okiem spojrzeć na tę uroczystość i jej wydźwięk. Uświadomiłem sobie przede wszystkim, że Wniebowzięcie, oprócz szacunku i nabożeństwa do Matki Chrystusa, jest wyrazem docenienia integralności duszy i ciała człowieka. Tęsknimy za harmonią, którą zniszczył grzech pierworodny. Chcielibyśmy, aby nasze decyzje, czyny i uczucia były spójne. Niestety często doświadczamy czegoś przeciwnego: co innego czujemy, co innego myślimy i jeszcze co innego robimy.

Życie Matki Bożej pokazuje, że harmonia jest możliwa. Dla niej, pozbawionej grzechu pierworodnego, była ta harmonia rzeczywistością od urodzenia aż do końca życia. Dla nas pozostaje pragnieniem, zadaniem. Wierzymy, że przyjdzie taki moment, w którym zostaniemy obdarzeni pełną harmonią duszy i ciała (stąd wiara w zmartwychwstanie ciała). Spróbujmy jednak tą harmonią żyć już dziś. Może nie jest ona możliwa w pełni, ale przecież już teraz nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. Już teraz Chrystus, przez swoje wcielenie i oddanie siebie, dotyka i karmi nie tylko nasze dusze, ale również nasze ciała. Nie zapominajmy o przekazie wiary chrześcijańskiej, którą uwidacznia wyraźnie dzisiejsza uroczystość: duchowość jest ucieleśniona, a cielesność uduchowiona. Dlatego w niebie jest miejsce i na naszą duszę, i na nasze ciało.