Na filmy i zdjęcia do tegorocznej edycji festiwalu masz czas do 1 kwietnia.

Światła w ogromnej sali kinowej powoli zaczęły przygasać. Plecy gości oparły się o wygodne fotele, a oczy skierowały na wciąż pusty, niemniej domagający się niepodzielnej uwagi ekran. Cały ten natłok resztek niepewności i obaw natychmiast zniknął, gdy wyświetlone zostały pierwsze ujęcia filmu promocyjnego festiwalu. Niejedna twarz pokazała w szerokim uśmiechu wszystkie zęby – po roku przygotowań, organizacji i promocji, to naprawdę się działo.

Przejdź do strony Festiwalu FIlmowego Slavangard

Slavangard, festiwal filmowy, który zaczynał jako skromny (choć zawsze pełen wyrazu) konkurs filmowy Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka”, z okazji jubileuszu Zakonu przeżywał właśnie swoje dziesiąte urodziny na sali słynnego kina Kijów. Sądząc po niezliczonych rzędach wpatrzonych w ekran oczu, efekt był porywający.

Filmy, które zakwalifikowały się do Gali Finałowej poruszały, bawiły i skłaniały do przemyśleń. Pojawiły się tematy trudne, jak choćby mówiący o goryczy wyrzutów sumienia film „Przerwane połączenie” z rewelacyjną rolą Barbary Masiulaniec.

Z drugiej strony pojawiały się historie bardzo budujące – szczególnie zapadł w pamięć film dokumentalny o zakochanym w swojej pracy niewidomym telefoniście „Zbyszku”, który zdobył nagrodę za najlepsze wykorzystanie hasła festiwalu oraz (ku zaskoczeniu wielu) nagrodę główną za scenariusz.

Chwilę oddechu zapewniały lżejsze filmy takie jak opowiadający o perypetiach dominikańskiego nowicjusza wyznaczonego do śpiewania psalmu „Tygrys Nowicjatu” albo zbiór humorystycznych scenek z kancelarii życia rodzinnego, czyli „Czy da się to jeszcze naprawić?”.

Szczytem absurdalnego humoru połączonym z niemalże hollywoodzkim rozmachem była produkcja o zagadkowej nazwie „Ten film”. Daremne wydają się próby streszczenia treści filmu – ważne, że ogromny dystans twórców do samych siebie skłonił widzów do przyznania im nagrody publiczności.

Wśród tych wszystkich dzieł wyróżnił się jednak film animowany „Domini Canes” przygotowany z okazji 800-lecia Zakonu Kaznodziejskiego. Jego intrygująca forma i urzekające efekty wizualne zapewniły mu laur zwycięstwa X edycji Slavangardu, i zachwyt głównego sponsora festiwalu.

Charakter i rozmach gali wymaga jednak od twórców dużej dbałości o aspekty techniczne – na wielkim ekranie wyświetlone mogą zostać jedynie filmy o bardzo wysokiej jakości obrazu i dźwięku. Choć jest to wymaganie, które dla początkujących w dziedzinie kinematografii może stanowić pewną przeszkodę, to zarazem motywuje do wytężonej pracy, poszukiwania nowych rozwiązań, odnawiania zaniedbanych znajomości i przede wszystkim walki z przeciwnościami.

Wiedzą o tym twórcy, którzy mimo wielu zmagań w zeszłym roku oglądali swoje filmy na wielkim ekranie. Wiedzą o tym, bo mają w sobie ten dar, który śp. ojciec Tomasz Pawłowski OP nazywał „Siłą przebicia”. I właśnie wspomniana siła przebicia jest hasłem tegorocznej edycji festiwalu. Hasło to można rozumieć na wiele sposobów, jednak na pewno nie jako usprawiedliwienie do siedzenia w domu, wzdychania i snucia planów, których nigdy się nie zrealizuje.

Trzeba wstać, wziąć do ręki telefon, aparat, czy kamerę, zebrać przyjaciół, wyjść w plener i nakręcić film. Inaczej się nie da.

Do zobaczenia w kinie Kijów!

Tekst opracował Filip Rybczyński z DA „Beczka”

Dlaczego warto?