Gdyby żyła dziś, miałaby te same problemy, co w średniowieczu – mówi o dominikańskiej tercjarce ojciec Paweł Krupa.

Dominikanin opowiada o żyjącej w XIV wieku włoskiej tercjarce dominikańskiej i mistyczce w najnowszym numerze „Gościa Niedzielnego”.

Katarzyna zasłynęła z tego, że domagała się od kolejnych papieży powrotu z Awinionu do Rzymu w czasie tzw. „niewoli awiniońskiej”. Wysyłała do nich stanowcze listy, a gdy te nie skutkowały – sama udała się do Awinionu, by skłonić papieża Grzegorza XI do przybycia do Wiecznego Miasto, co wkrótce nastąpiło.

W dyktowanych przez siebie listach (była niepiśmienna) nawoływała do reform Kościoła, wzywała kler do odnowy moralnej i apelowała do zwaśnionych rodów o pokojowe rozwiązanie dzielących je konfliktów.

Uważalibyśmy ją za nawiedzoną

W wywiadzie zatytułowanym „Ognista święta” ojciec Krupa przyznaje, że gdyby Katarzyna żyła współcześnie, „miałaby takie same problemy jak w XIV wieku”.

„Tak mają osoby specjalnie dotknięte przez Bożą miłość. Wskutek jakiegoś szczególnego otwarcia na łaskę widzą pewne rzeczy z większą ostrością i chcą się tym koniecznie podzielić. A otoczenie traktuje ich trochę jak nawiedzonych” – mówi ojciec Krupa.

Jako przykład jej uporu, rozmówca „Gościa Niedzielnego” przypomina, że gdy Katarzyna trwała w modlitewnej ekstazie, nie chciała opuścić kościoła dominikanów w Sienie. Przed zamknięciem świątyni na noc zakrystianie musieli ją wynosić na zewnątrz.

Dziś takich kobiet już nie ma?

Ojciec Krupa uważa, że w obecnych czasach trudno byłoby znaleźć kobietę, której głos tak by się liczył w społeczeństwie, jak głos Katarzyny ze Sieny w czasach średniowiecza.

„Zastanawiam się, czy w naszym świecie, walczącym o prawa kobiet, spotkałoby się wiele pań, które zajęły taką pozycję w społeczeństwie. Przecież ona była niepiśmienną, prostą dziewczyną. I nagle została zamieszana w życie religijno-polityczne swojego kraju, a jej interwencje u papieża to nawet polityka światowa!” – mówi dominikanin.

Uważa, że głównym atutem włoskiej tercjarki było to, że „miała w ręku bardzo ważny argument, którym była wiara w Chrystusa”.  „W tamtych czasach, jeżeli ktoś tak ewidentnie był blisko Chrystusa, to przynajmniej wypadało go posłuchać. Myślę, że z tym byłoby dziś trudniej” – twierdzi ojciec Krupa.

Biskupów i księży wolno krytykować

Dominikanin odnosi się też do krytyki, jakiej Katarzyna nie szczędziła ówczesnemu duchowieństwu, zwłaszcza w dziele „Dialog o Bożej Opatrzności”.

„(…) mówi o księżach takie rzeczy, że nawet »Fakt« by się zawahał, czy je publikować. Najpierw przez kilkanaście stron opowiada o godności kapłańskiej; mówi, że kapłanów nie wolno atakować, bo kto atakuje księdza, atakuje Pana Boga. Po czym przytacza słowa Pana Jezusa o »paskudnych bestiach«»diabłach wcielonych«. Tam są naprawdę kawałki takie, że włos jeży się na głowie. Wszystko w nich jest: rozpusta, chciwość, pedofilia” – relacjonuje ojciec Krupa.

Na pytanie, czy zatem „wolno krytykować księży, biskupów, papieża”, dominikanin odpowiada: „Nie sprzeczności w krytykowaniu kleru dokonywaną przez Katarzynę a jej przestrogą przed atakowaniem i odrzucaniem kapłanów”.

„Bo jeśli spojrzymy np. na krytykę Kościoła w dzisiejszych mediach, rodzi się pytanie, czy ci, którzy to robią, chcą, żeby ten Kościół istniał i głosił Ewangelię, czy też nie. Katarzyna zauważa, że jest taki rodzaj krytyki, podawanej często z zatroskaną miną, który ze złem panującym w Kościele, chciałby usunąć cały Kościół. Natomiast dobra krytyka to taka, która służy oczyszczeniu” – podkreśla ojciec Krupa.