Dziś obchodzimy jej wspomnienie w naszym Zakonie.

Urodziła się w możnej rodzinie, wyszła szczęśliwie i bogato za mąż, urodziła czwórkę dzieci i jeszcze na koniec ją kanonizowano. Nie, to nie bajka ani katolicka wersja romansu w stylu Jane Austen (ona zresztą nie pisywała o średniowieczu) – to streszczenie życia Zdzisławy z Moraw. A dokładniej, to z Lemberku.

Zdjęcie rodzinne

Jako szczęśliwa żona i matka jest najczęściej przedstawiana ze swoimi dziećmi w wieku jeszcze małoletnim, często z najmłodszym, Małgorzatką, na ręku. Reszta, czyli trzej chłopcy, kręcą się gdzieś w okolicach dołu maminej sukienki. Czasem też w charakterze atrybutu występuje mąż, Havel (czyli po polsku Gaweł), najczęściej jednak zastępowany tarczą z jego herbem – lwicą w skoku na błękitnym polu, jakby to opisali historycy.

Czasem ten herb zastępowany jest złotą tarczą, na której widnieją skrzyżowane dwa sękate konary. Zdzisława zapewne spogląda na to z niejakim zadziwieniem, bo to znak innego rodu, który co prawda przejął Lemberk od jej potomków, ale z którym ona sama nie miała żadnego związku.

Dominikanie i szpitalnicy

Tajemnica sukcesu tak wszechstronnego, jak opisany na wstępie, zdaje się tkwić także i w tym, że pani na Lemberku była dominikańską tercjarką oraz – wraz z mężem – fundatorką klasztorów braci kaznodziejów w Turnowie i w Jabłonnej.

Jakby tego było mało, do Czeskiego Duba ściągnęła braci szpitalników (jak nazywano joannitów) i założyła tam szpital. Chociaż może lepiej mówić po średniowiecznemu – hospicjum, gdyż było to miejsce przeznaczone nie tylko dla chorych, ale też pielgrzymów.

Tradycja przekazała, że Zdzisława, mimo swojego możnego urodzenia i wysokiego statusu społecznego, sama zajmowała się chorymi i potrzebującymi. Ta sama tradycja mówi, że miała dar uzdrawiania, wskrzeszania oraz serce i mieszek szeroko otwarte dla potrzebujących.

Mimo że jej kult zatwierdzono dopiero na początku XX wieku, to przez te kilkaset lat kolejne pokolenia nazywały ją Matką Biedaków i często była przedstawiana w ich towarzystwie. Najczęściej jako rozdająca im chleb.

Na świecko

Oczywiście i jej, podobnie jak Katarzyny ze Sieny, nie ominęły przedstawienia w habicie mniszek dominikańskich. Na szczęście o wiele częściej jest malowana, rzeźbiona tudzież rysowana w stroju świeckim: zawiciu lub czepcu na głowie mówiącym, że to mężatka, do tego nieodłączny diadem – symbol jej przynależności do szlachty, bogata suknia, krzyż lub budynek w stylu średniowiecznego lego (jakoś trzeba podkreślić jej fundacje).

Żyła pobożnie, co w tamtym czasie oznaczało wiele modlitwy i rygorystyczne posty połączone z hojną jałmużną. Zmarła młodo, mając około 33 lat, zapewne zaraziwszy się czymś podczas posługi w szpitalu (tradycja sugerowała gruźlicę, ale współcześni naukowcy przebadali relikwie i odrzucają tę diagnozę).

Chociaż wiemy o niej niewiele, sam fakt, że kult przetrwał tak długo, świadczy, że Zdzisława nie traci czasu w niebie i nadal opiekuje się tymi, którzy szukają jej wstawiennictwa. Wieść z Moraw niesie, że jest szczególnie wyczulona na potrzeby młodych mężatek i matek. Sama zaczynała karierę w tym zakresie jako piętnastoletnia dziewczyna, więc z pewnością coś wie na ten temat.

Zdzisława z Moraw (z Lemberku, Czeska) – świecki strój, na głowie zawicie lub czepek oraz diadem, dzieci, rozdawanie ubogim chleba, tarcza z herbem rodu jej męża lub Lembarku, mąż, budynek. Wspomnienie liturgiczne – 4 stycznia lub 30 maja.

Polecamy książkę „Wypisz wymaluj” Elżbiety Wiater i Tomasza Rojka OP wydanej przez Wydawnictwo W drodze