Hagiografia i dominikanie? To połączenie brzmi równie wdzięcznie jak styropian przesuwany po szybie.

Załóżmy, że istnieje statystyczny dominikanin. Jeśli chcielibyśmy go krótko scharakteryzować, należałoby zaznaczyć, że łączy dwie tendencje.

Współczucie i szydera

Po pierwsze – współczucie dla ludzkiego poplątania, ciepło, serdeczność i zaangażowanie. Nic nowego, to przecież w prostej linii wzięte od świętego Dominika, modlącego się nocą za grzeszników. Tego, który „równie dobrze potrafi zrobić wykład duchowy swoim córkom, jak też podarować im piękne łyżki lub wychylić z nimi czaszę wina”.

Przejdź do strony Wydawnictwa W drodze

Druga tendencja rozwija się prężnie od ośmiuset lat istnienia Zakonu. Jest to tak zwany charyzmat szydery. Wydaje się sprzeczny ze współczuciem – może dlatego oficjalne źródła uparcie milczą na jego temat. Tymczasem niektórzy członkowie duszpasterstw, bywalcy klasztornych korytarzy z obydwu stron klauzury uznają go za fundament dominikańskiej duchowości (której istnienie też nie jest pewne; dla uproszczenia wywodu przyjmijmy jednak, że jest).

Czym byłby ten osobliwy dar? Trudno ująć jego bogactwo. Na pewno to niepohamowana skłonność do lekkiej ironii, poczucie humoru – obowiązkowo przynajmniej odrobinę złośliwe, przymrużenie oka oraz niechęć do patosu i polukrowanych sformułowań.

Czy w związku z tym stworzenie dominikańskiej hagiografii byłoby w ogóle możliwe? Grono świętych i błogosławionych całego Zakonu jest liczne: mistycy i mistyczki, męczennicy, zasłużeni twórcy teologii, artyści… – tak można by wymieniać jeszcze długo. Jak ich opisać, żeby nie skompromitować się nieadekwatnością podniosłej formy do potarganego stylu bycia?

Z drugiej strony – jak nie spłycić tematu i nie popaść z półgrzecznej radości w tanią wesołkowatość? Która jest karygodna, jak zapewniał z ambony pewien poirytowany ojciec braci studentów, siedzących na mszy konwentualnej pod kaplicą świętego Jacka. Dostawszy bowiem klasycznej głupawki, zaśmiewali się oni do łez z jego kazania o Panu Jezusie zamieniającym sześćset litrów wody w wino.

Jak połączyć lekkość dominikańskiego stylu bycia z ciężarem świętości? Trafną odpowiedź dają Elżbieta Wiater i Tomasz Rojek OP.

Pośmiertna kariera? Nie u dominikanów!

Wypisz, wymaluj to zbiór felietonów (Wiater) i rysunków (Rojek) stworzonych przez ludzi, którzy doskonale czują, o co chodzi w dominikańskim podejściu do kultu świętych. Wesołkowatość niewskazana, ale śmiertelna powaga – zabroniona. Co widać już na początku.

W krótkiej nocie biograficznej autorka przedstawia się jako historyk, doktor teologii, dziennikarz oraz „członkini nieoficjalnego grona krakowskich krużganiarek dominikańskich”.

A później, na przykład przy okazji błogosławionej Ingridy Szwedzkiej, pisze wprost: „Jeśli komuś marzy się pośmiertna kariera na ołtarzach, niech nie wstępuje do dominikanów. Niechęć do troski o kult swoich świętych bracia uznali za element własnego charyzmatu – niezapisany w konstytucjach, ale jednak wygodny”. Świętego Ludwiga Bertranda opisuje natomiast w ten sposób: „Marzyło mu się męczeństwo. Pragnienie było tak żarliwe, że nawet objęcie funkcji magistra nowicjatu nie do końca je zaspokoiło.”

Elżbieta Wiater opowiada przystępnie i intrygująco, raz po raz puszczając oko do „środowiska” i z dużym wdziękiem przedstawiając rozmaite smaczki żywotów świętych. Rozdziały są dość krótkie – ale Wypisz wymaluj nie jest i nie próbuje być Summą. Sama autorka we wstępie pisze o książce, że „bliżej jej do zbioru anegdot, zwanych inaczej legendami”, nazywa ją też albumem.

Rzeczywiście, jest co oglądać – świetnym dopełnieniem tekstu są rysunkowe wstawki Tomasza Rojka OP. Dynamiczną, zwariowaną kreską portretuje współsiostry i współbraci. Rysunki są proste, komiksowe, ale czasem między nimi można dopatrzeć się ewidentnie znajomej twarzy. Pojawia się na przykład ojciec Jan Andrzej Kłoczowski albo Albert Einstein. Klucz doboru narzuca się sam.

***

Załóżmy, że istnieje statystyczny święty lub błogosławiony dominikański. Nie do zrobienia; święci dominikańscy to tacy sami indywidualiści jak ci żyjący na ziemi. Ale po lekturze Wypisz wymaluj wszystko jest jasne. Byłby to ktoś, kto nieustannie naśladuje Pana Boga i żyje gdzieś pomiędzy ogromnym współczuciem a… dość złośliwym poczuciem humoru.