Jakie są moje relacje z Panem Bogiem, samy sobą, innymi?

Przystępując do sakramentu pokuty, chcąc przeżyć ów sakrament głęboko i owocnie, niezbędne wydaje się przygotowanie do tej praktyki poprzez zrobienie rachunku sumienia. Według mnie dojrzale i uczciwie przeprowadzony rachunek sumienia powoduje stanięcie w prawdzie przede wszystkim wobec trojakiego rodzaju relacji: mojej z Panem Bogiem, mojej z samym sobą, i wreszcie mojej z innymi ludźmi, oraz weryfikację tychże w konfrontacji z Ewangelią.

Kolejność spojrzenia na sprawę wyżej wymienionych relacji nie jest bez znaczenia; dyktuje ją ewangeliczne przykazanie miłości (zob. Mt 22, 37 – 40; Mk 12, 29 – 31). Oczywiście jest wiele znakomitych pomocy, rozwijających i uszczegóławiających Jezusowe przykazanie miłości w odniesieniu do konkretu i specyfiki życia osoby wierzącej. Chciałbym jednak podzielić się pewnymi przed-założeniami, które towarzyszą mi w moim życiu wiary, a zwłaszcza przed przystąpieniem do sakramentu pokuty i pojednania.

Bóg jest Stwórcą świata

To znaczy: cała rzeczywistość do Niego należy, jest w Jego rękach. Dla mnie znaczy to tyle, że wiara chrześcijańska, dzięki której mogę odkrywać i wyznawać Boga jako Stwórcę rozumnego świata, daje mi poczucie sensu, rozumności i celowości mojego życia; poczucie bycia opatrznościowo (!) prowadzonym w całym moim życiu i postępowaniu. To przekonanie pozwala mi mieć nadzieję, że każdy uczynek (także niszczący, wynikający z grzechu) może stać się (dzięki Bożej łasce) szansą na pokorny powrót do Boga, prośbę o przebaczenie oraz głębsze przylgnięcie do Niego.

„Poznanie Stwórcy sprowadza się tu ostatecznie do jednej wypowiedzi wskazującej na to, kim w swej istocie jest człowiek i świat: owocem stwórczego sensu, uwolnionym siłą faktu do twórczego przekazywania tego sensu we współbytowaniu z sensem, który po prostu jest”.

Tak wyrażona prawda o Bogu – Stwórcy świata, Sensie, którego nie muszę sam wymyślać i tworzyć jest dla mnie źródłem nadziei na przebaczenie, nadziei na miłość.

Bóg jest Bogiem miłości, który nikogo nie wyklucza.

Bóg jest kochającym Ojcem, a ja jestem Jego kochanym synem / córką. Chodzi o relację miłości; głębiej – Miłość samą, która w historii zbawienia przybrała konkretne kształty: stworzenie, wcielenie, męka i śmierć, zmartwychwstanie, Duch miłości. Bóg, który stworzył wszechświat (por. Hbr 1, 2), przez którego wszystko się stało (por. J 1, 3) pragnie, aby człowiek miał do Niego przystęp, dlatego Sam stał się człowiekiem, poniósł mękę i śmierć z miłości (!).

Prawda o Bogu – Miłości domaga się w moim życiu nieustannej reinterpretacji, przemyślania, przyjmowania, a także wiernego pielęgnowania każdego dnia przez modlitwę. Taka jest natura tej relacji. Skoro zatem Bóg jest miłością, a dzieło stworzenia dokonało się pierwotnie ex amore (z miłości), to – przytaczając słowa arcybiskupa Alfonsa Nossola – nie tyle będziemy sądzeni z grzechów, lecz wyłącznie z miłości (albo zaniedbanej, albo aktywnie realizowanej).

Bóg będzie nas sądził w oparciu o swą istotę – to będzie sąd miłości, dlatego nie musimy się Go lękać. Mamy zatem prawo zawierzyć natchnionym słowom św. Pawła z Listu do Tymoteusza, że Bóg chce zbawienia wszystkich (1 Tm 2, 4)

Żyć tak, aby się Bogu podobać

Te słowa w formie nauki po spowiedzi (jako jedyne) usłyszałem od spowiednika, jak się później okazało, jednego z najmądrzejszych ludzi, jakich Dobry Bóg postawił na mojej drodze. Ów spowiednik nie powiedział nic więcej. Te słowa na tamten czas miały wystarczyć – i wystarczyły; mogę śmiało stwierdzić: wystarczają do dziś i są nieustannym pokrzepieniem i kompasem w moim życiu wiary.

Aby kochać Boga, otwierać się na Jego miłość względem mnie, żyć według Ewangelii i tym samym podobać się nade wszystko Jemu samemu potrzebne jest (oprócz wiernej modlitwy) ciągłe poznawanie. W tej kwestii ponownie przychodzi mi z pomocą głos Benedykta XVI, który w odwołaniu do św. Jana Chryzostoma wyraził się w tej sprawie następująco:

„Poznanie Chrystusa to nie tylko myśl, ale miłość, która otwiera oczy, przemienia człowieka i tworzy komunię z Logosem, ze Słowem Bożym, które jest prawdą i życiem […] potrzebne jest […] życie zgodne z Logosem, życie zgodne z prawdą. A zatem dobre uczynki winny być nieodłączne od życia intelektualnego, jak cień od ciała. […] Obydwie rzeczy – znajomość prawdy i prawość życia – idą w parze: poznanie musi znaleźć wyraz w życiu”.

Podobanie się Bogu czyli praktyka miłości i dobroci bez prawdy mogą zatem okazać się ślepe i w najwyższym stopniu niebezpieczne…

***

Mam nadzieję, że także Tobie, drogi czytelniku, powyższe przed-założenia okażą się pomocne w przygotowaniu się i przeżyciu sakramentu pokuty i pojednania oraz kierowania się prawami Ewangelii w codziennym życiu.

fot. flickr.com / fr. Lawrence Lew OP