W rocznicę śmierci ojca Jana Góry przypominamy jego tekst o Bożym Narodzeniu.

Mój profesor był w Ziemi Świętej. I widział to wszystko na własne oczy. Opowiadał, że Pan Jezus narodził się w skalnej grocie, wydrążonej w ścianie pagórka w okolicy osiedla Betlejem.

W tamtych czasach było to pomieszczenie dla bydła. Takie groty, służące do tych samych celów, spotkać można w Palestynie także i dzisiaj. Ale tamta grota, wybrana, jest miejscem kultu. Już Konstantyn wybudował tam bazylikę, która – wielokrotnie przebudowywana – stoi do dnia dzisiejszego. Podobnie jak sama grota skalna. Pierwsi chrześcijanie wiedzieli, że Pan Jezus narodził się w grocie.

Przejdź do sklepu Wydawnictwa W drodze

Potem chrześcijaństwo rozeszło się po świecie. Nie wszędzie były groty mogące służyć za pomieszczenie dla bydła. Bydłu, jeśli nie nocowało pod gołym niebem, pobudowano osobne pomieszczenia. Stajnie i szopy kryte słomą. W czasie wakacji bywałem na wsi, gdzie szopa, stajnia jest nieodłącznym elementem wiejskiego krajobrazu. I wszyscy doskonale wiedzą, co to jest, i nikt jej z chatą zamieszkiwaną przez ludzi nie pomyli.

Dla mnie Boże Narodzenie to była właśnie szopa. Z szopą przychodzili do naszego mieszkania kolędnicy. Szopkę ustawiałem pod choinką, a w niej bożonarodzeniowe figurki.

Andrzej jest już duży. Ma trzy lata i mieszka w Nowej Hucie na ósmym piętrze. Dzisiaj był u niego święty mikołaj. Przyniósł choinkowe bańki i szopkę. Rozmawialiśmy o zbliżającym się

Bożym Narodzeniu. Wspólnie oglądaliśmy szopkę. Jego matka opowiadała o narodzeniu Bozi, o aniołkach, pastuszkach i o gwieździe.

Potem był egzamin. Andrzej nie dał się przekonać, że Pan Jezus narodził się w szopce naprawdę. Uparcie powtarzał, że to nie szopka, ale garaż. „Szopka” to było pojęcie abstrakcyjne. Byt jako byt. W Nowej Hucie szop nie uświadczysz. Stoją jednak blaszane budy. Że to są garaże, Andrzej wie doskonale. A potem gwiazda była sputnikiem. Baranki były pieskami i kotami. Anioły betlejemskie i pasterze – dziećmi z przedszkola.

Wiara chrześcijańska żyje Jezusem Chrystusem. Chrześcijańskie święta to uroczyste, mistyczne przeżywanie tajemnic Bożych. Okoliczności Jego narodzin były wielce wymowne.

Wygód tam nie było. Nie domagali się ich zresztą Podróżni o tak niskim pochodzeniu społecznym i tak ubodzy. Szukali oni nie wygód, ale odosobnienia. Dla dyskretnego zachowania misterium narodzin szukali także ciszy. Uciekali od pospolitości hałasu. Dlatego wystarczała im pierwsza lepsza grota dla bydła. Stajnia po prostu. Garaż jest również stajnią. Z tą nieistotną różnicą, że dla koni mechanicznych. Zawsze jest to podłe pomieszczenie, niegodne człowieka. Nikt też nie buduje garażu ani stajni na miejscu centralnym. One zawsze stoją na boku.

W takich okolicznościach narodził się Jezus. Ubóstwo Jego Rodziców było zbyt duże, zbyt biedni byli, ażeby wynająć pokój. W ten sposób Bóg jakby sympatyzował z tymi, co mieszkań nie mają, na mieszkanie czekają albo gniotą się w zbyt ciasnych. Chrystus narodził się więc w garażu. Przecież garaż nie jest wykwintną garsonierą.

Pierwszymi byli pasterze. Andrzej twierdził, że dzieci z przedszkola. I też miał rację. Zarozumiali, krytyczni i wszystko lepiej wiedzący ludzie dorośli i tym razem spostrzegli się za późno. Dzieci były przy żłobku wcześniej. Dorośli jakby się wstydzili. Podobnie jak faryzeusze. Oni także betlejemskich pasterzy traktowali niepoważnie – jak dzieci. Niedorozwinięte i nieoświecone w Prawie i przepisach kultowych dzieci. Śmierdzieli wiatrem i byli nieokrzesani. Nie rozumieli uczonych doktryn. Bez trudu jednak trafili do właściwej groty. Okoliczne groty znali przecież dobrze. Podobnie jak dzieci bawiące się na podwórku znają często lepiej garaż niż jego właściciela.

Sądząc po pałacu nowo narodzonego Króla, nie zamierzył on imponować światu na jego własny sposób. Inne ogłosił Królestwo, inną hierarchię wartości. Ucieszyłem się, że Andrzej to rozumiał. Nieważne, gdzie narodził się Jezus. Ważne – żeby narodził się w człowieku.

grudzień 1972

***

Fragment książki Jan Góra OP „Mój dom. Mój świat”, wydanej przez wydawnictwo „W drodze”.