Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie. Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

fot. flickr.com / Lawrence OP

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Stoimy przed decyzją: czy ten Człowiek, Bóg, Jezus Chrystus, który wisi na krzyżu, tak ogołocony, sponiewierany, w którym nie widać splendoru i chwały, który wydaje się być strzępkiem człowieczeństwa – czy uznam w Nim swojego Pana? Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM i w sercu swoim uwierzysz – osiągniesz zbawienie”. Jezus jest moim Królem – ja uznaję w Nim Boga, uznaję, że On panuje nad moim życiem, ja tego chcę, ja zawierzam Mu swoje życie.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Idźmy z radością na spotkanie Pana
 Idźmy z radością na spotkanie Pana

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Ścieżka do zbawienia

 Rónán Connolly OP

 2 Sm 5, 1-3 • Ps 122 • Kol 1, 12-20 • Łk 23, 35-43

Tylko jeden człowiek poważnie traktuje inskrypcję wypisaną przez Piłata – „Król Żydowski” – wykpioną przez żołnierzy i wydrwioną przez przywódców ludu. Zadziwiające, że jedynie potępiony przestępca dostrzega w cierpiącym Jezusie wybranego Syna Bożego, królewską i boską moc objawiającą się jako uniżenie i wydanie samego siebie. Na takim właśnie obrazie Jezusa stopniowo koncentruje się ewangeliczna opowieść znajdująca swoją kulminację na Golgocie. Bo Łukaszowy Jezus jest boskim królem, który chce, by panowanie rozumiane było jako łagodność i pokorna służba (Łk 22, 25-27), jest Bogiem, który poszukuje słabych i zagubionych (Łk 19, 10) oraz zaprasza swe wierne sługi do niebieskiego stołu (Łk 12, 37). To jest właśnie Jahwe, Jedyny Prawdziwy Bóg Izraela, który przychodząc na ten świat, słowem i przykładem uczy Naród Wybrany, co oznacza zdobywanie Jego Królestwa.

Ostatnie słowa dzisiejszej Ewangelii są idealnym podsumowaniem całego roku liturgicznego. Bramy królestwa niebieskiego otwierają się przed skruszonym grzesznikiem – „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. Ciche pragnienie przestępcy, by Pan wspomniał na niego, wyraża całkowite ubóstwo duchowe: pokorę i małość. Pokora, cnota prawdy, jest tu ukazana jako pewna ścieżka do zbawienia; świadomi swojej grzeszności i niedostatku mamy oczy otwarte na miłującego i uniżonego Boga, który ofiaruje nam zbawienie z krzyża.

 

On jest Głową Ciała – Kościoła
On jest Głową Ciała – Kościoła

Gest króla

Wojciech Prus OP

2 Sm 5, 1-3 • Ps 122 • Kol 1, 12-20 • Łk 23, 35-43

Nosimy w sobie intuicję królewskich rysów. Ludzkie serce ma w sobie korzenie nieba i potrafi rozpoznać, kto zachował się z godnością, a kto zagubił wielkość. Zmaganiem duchowego życia jest troska o zachowanie i pomnożenie tej zdolności rozeznawania.

Bywa, że błysk tej intuicji jest wyraźny i łatwo uchwytny. Wystarczy choćby przypomnieć historię tonącego statku Costa Concordia. Jego kapitan wybawił sam siebie, mówiąc potem, że zostawił na pokładzie wszystkie służby i ewakuacja przebiegała sprawnie. Każdy jednak wiedział, że nie był to gest królewski. Jakże inaczej objawia się na tym tle nasz brat, błogosławiony Michał Czartoryski. Był kapelanem powstańczego szpitala w walczącej Warszawie. Gdy nazistowski pierścień się zaciskał i lada chwila miała paść kolejna powstańcza reduta, ojciec Michał mógł uciec w cywilnym ubraniu. Jednak do końca został z chorymi. Rozstrzelany, nie wybawił sam siebie, nie ocalił życia innych, ale intuicja podpowiada, że to on był prawdziwym kapitanem, który ostatni schodzi ze statku.

Jednak nie zawsze sprawy są tak oczywiste. Gdy sam znajdę się w tarapatach, odruchowo wolałbym widzieć obok siebie raczej cudotwórcę niż przyjaciela. Zgodzić się w cierpieniu, że królewskie rysy bardziej objawiają się w wierności aniżeli w rozwiązywaniu problemów? Dramatycznie objawiają te nasze trudności pytania odnoszone do Boga: Dlaczego Wszechmocny nie interweniuje cudownie? Wobec nawału nierozwiązanych problemów i ogromu nieszczęść niektórzy odchodzą zasmuceni: A myśmy się spodziewali czego innego.

To jest duchowe zmaganie o oko serca, które rozpoznaje, co jest naprawdę królewskim gestem. Przecież Krzyż Chrystusa wydaje się tak słaby, nie niesie ze sobą żadnych rozwiązań. To dlatego na Golgocie testowano Ukrzyżowanego: „Wybaw sam siebie”. Z drwiną, szyderstwem, urągając, krzyczeli członkowie Wysokiej Rady, żołnierze i łotr, który wisiał obok Jezusa. Oczekiwali Mesjasza potwierdzającego władzę gestem mocy. A On nic nie mówił, tylko do końca pozostał na kapitańskim mostku. Króla w łachmanach rozpoznał ten, którego tradycja nazwała Dobrym Łotrem. Niepojęte, że w chwili, gdy tracił wszystko, nie myślał o ratowaniu własnego życia, ale dostrzegł, że prawdziwym królem jest ten, kto zostaje z nim do końca.

Jezus nie wybawił sam siebie, nie uwolnił z krzyża Dobrego Łotra. Ale Jego obecność sprawiła, że ten, który widział sercem, umierał jak król – człowiek naprawdę wolny. Może wtedy w sierpniu 1944 roku, w powstańczym szpitalu królewski gest ojca Michała Czartoryskiego pomógł chorym, stojącym u progu śmierci uwierzyć, że są naprawdę wolni – że są niepokonanymi dziećmi Najwyższego.

 

Zechciał Bóg, aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża
Zechciał Bóg, aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą,
wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża

Przyjdź królestwo Twoje

Marcin Jeleń OP

2 Sm 5, 1-3 • Ps 122 • Kol 1, 12-20 • Łk 23, 35-43

Bóg jest naszym królem, my Jego królestwem. Prawda ta pozwala nam przybliżyć się do tajemnicy naszego powołania. Jest nim szczęśliwe życie w świetle Bożej obecności.

Powołanie to odsłania się przed nami w historii ludu Izraela. Bóg czyni naród wybrany swoją wyłączną własnością i objawia mu swoje Imię. Jahwe jest jedynym Panem Izraela. Jednakże królestwo Boże nie jest jeszcze w pełni obecne na ziemi i rozwija się niedostrzegalnie, niczym posiane ziarno. Natomiast ludzie chcą wyraźniejszych znaków i domagają się od Boga, aby ustanowił nad nimi króla, „tak jak to jest u innych narodów”. Jahwe spełnia tę prośbę i nie tylko pozwala na wybór króla, ale też namaszcza go i przez to błogosławi jego rządom.

Okazuje się, że panowanie Bożego pomazańca nie oznacza dla narodu zakończenia wojen. Nie nastaje całkowity pokój i szczęście, a ludzie wciąż błądzą w ciemności. Powodem tego stanu jest grzech, który nadal panuje w sercach ludzkich. Dotyka on nawet samego króla Dawida, prowadząc go do zabójstwa.

Boże miłosierdzie nie zna jednak granic i Bóg nigdy nie porzuca swojego królestwa. Powoli rozprasza ciemności i napełnia serca swoim światłem. Czyni to, namaszczając na króla nad nami swojego Syna, Jezusa Chrystusa. W Nim wypełnia się obietnica nastania wiecznego królestwa Bożego. Chrystus ostatecznie pokonuje zło i uwalnia człowieka spod władzy ciemności. Gładzi nasze grzechy i wprowadza przez krew krzyża prawdziwy pokój.

Przez śmierć Jezusa już staliśmy się czyści, już mamy pokój. Zło jest jednak wciąż obecne na świecie i wydaje się, że tryumfuje. Jezus wisi na krzyżu, a ciemność zakrywa oczy ludu i kapłanów. Ciemności serc wylewają na Niego gorycz szyderstwa. W rzeczywistości zło jest pod krzyżem już pokonane i bezradne, gdyż konający Jezus otwiera nam bramy raju i wprowadza w nie wiszącego obok skazańca.

Natura królestwa Bożego pozostaje tajemnicą. Z jednej strony ono już jest obecne, a z drugiej jeszcze go nie ma. Możemy już teraz w nim uczestniczyć, a równocześnie ono przecież „nie jest z tego świata”. Rozwija się niedostrzegalnie i wzrasta aż do czasu, gdy zamieszka w nim cała Pełnia odkupionego świata. Wtedy odsłoni się przed nami całe i ujrzymy Boga siedzącego na tronie. Wtedy będziemy napełnieni szczęściem i pokojem. Oczekujmy tej chwili, prosząc codziennie Ojca: „Przyjdź królestwo Twoje”.