Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Bardzo potrzebujemy modlitwy, potrzebujemy stanąć w świetle, w promieniu Bożego spojrzenia, bo to pomaga nam oczyścić nasz wzrok. Potrzeba nam modlitwy, żeby się przemieniło nasze serce, żebyśmy zyskali pokój, przestali siebie oskarżać, przestali osądzać Pana Boga i żebyśmy przestali źle i krzywo patrzeć na innych.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Modlimy się stale za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania
 Modlimy się stale za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zejdź z drzewa

 José Filipe da Costa Rodrigues OP

 Mdr 11, 22 – 12, 2 • Ps 145 • 2 Tes 1, 11 – 2, 2 • Łk 19, 1-10

Na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić, dlaczego Jezus tak bardzo prowokuje tłum pobożnych Żydów, którzy słuchają nauki mistrza. Ku zdziwieniu wszystkich – jak zauważa ewangelista – Jezus chce wejść do domu Zacheusza, bogatego zwierzchnika celników. Nie zwraca uwagi na słuchających Go ludzi, ale na grzesznika, który pragnął jedynie zobaczyć Chrystusa. Być może w ten sposób po raz kolejny Jezus chciał podkreślić wartość nawrócenia w naszym życiu. Że jest ono możliwe w każdej sytuacji.

Zacheusz nie miał wielkich oczekiwań związanych ze spotkaniem, chciał tylko zobaczyć… Ale Jezus, zwracając się do siedzącego na drzewie celnika, zmienia wszystko: Zacheusz schodzi z drzewa, otwiera drzwi swojego domu Jezusowi i zaświadcza o swoim nawróceniu: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.

W dzisiejszej Ewangelii możemy dostrzec, jak bardzo Jezus zmienia nasze relacje z Bogiem. Chrystus zauważa nas w tłumie, chce, żebyśmy wyszli z dziwnych, zawikłanych sytuacji, pomaga nam stanąć na własnych nogach, bo wtedy łatwiej zobaczyć samych siebie w prawdzie – jaka jest nasza postawa wobec Boga i bliźnich.

Pana Boga nie cieszy nasza zguba i nieszczęście. On woła nas, żebyśmy doświadczyli, że sensem nawrócenia jest miłość..

 

Miłujesz wszystkie byty, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś
Miłujesz wszystkie byty, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś

Odzyskana twarz

Dominik Jurczak OP

Mdr 11, 22 – 12, 2 • Ps 145 • 2 Tes 1, 11 – 2, 2 • Łk 19, 1-10

Kim był biblijny Zacheusz? Oficjalnie, tak jak przedstawia go ewangelista, to „bardzo bogaty zwierzchnik celników”, człowiek sukcesu, któremu w życiu się powiodło. No, może gdyby jeszcze był trochę wyższy, bo podobno ci niscy nie są dobrymi przełożonymi. W rzeczywistości Zacheusz to kawał drania, żyjący z kradzieży i kolaboracji. Teoretycznie miał wszystko, lecz najwyraźniej brakowało mu czegoś niezmiernie istotnego. Co sprawiło, że ten skarłowaciały, zamożny zwierzchnik celników, chcąc zobaczyć przechodzącego Jezusa, nagle zapominał o „dobrym imieniu”, wybiegł przed wszystkich i wspiął się na sykomorę? Zwykła ciekawość, wyrzuty sumienia, przenikliwa prawda płynąca ze słów wypowiadanych przez Jezusa?

Jest taka przestrzeń w każdym człowieku, takie pragnienie, którego nie da się ani zagłuszyć, ani zaspokoić pieniędzmi lub władzą. Nie daje ono spokoju nawet wówczas, gdy w pełni panuje się nad sytuacją, nad pieczołowicie budowanym światem. Dlatego właśnie Zacheusz wyruszył po utraconą godność. Co więcej, doszedł do przekonania, że jeśli kogoś skrzywdził, zwróci czterokrotnie, a ubogim odda połowę swojego majątku.

W tej Ewangelii urzeka natychmiastowość, palące pragnienie zerwania z przeszłością oraz chęć rozpoczęcia wszystkiego od początku. One sprawiają, że Zacheusz koniecznie chce zobaczyć przechodzącego Mistrza. Jezusowe słowa „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” są spełnieniem Jego misji: szukania tego, co zaginęło. Zdanie „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu” przywraca Zacheuszowi prawdziwe imię i twarz.

Każdy z nas ma w sobie coś ze zwierzchnika celników: potrzebę kontrolowania całej przestrzeni swojego życia, parcia do przodu, nawet za cenę własnej godności. Przy Nim tymczasem wszystko jest „jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię”. Tylko On – „miłośnik życia”, który nie brzydzi się tym, co uczynił – może nam przywrócić tchnienie oraz utraconą twarz. Bez Niego po prostu zwyczajnie karłowaciejemy…

 

Zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu
Zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu

Głębokie spojrzenie

Jakub Bluj OP

Mdr 11, 22 – 12, 2 • Ps 145 • 2 Tes 1, 11 – 2, 2 • Łk 19, 1-10

Do dziś w Jerycho przewodnicy, a zwłaszcza miejscowi, pokazują sykomorę, na którą wspinał się Zacheusz, aby zobaczyć Jezusa. Można to skwitować uśmiechem, bo na pierwszy rzut oka widać, że pokazywane drzewo nie jest tak stare, jak opowiadają. Lecz nie roślinność jest ważna w tej historii, ale spotkanie dwóch osób: celnika i Jezusa, grzesznika i Chrystusa, każdego z nas i Zbawiciela.

Zacheusz chciał zobaczyć przechodzącego Nauczyciela. Święty Łukasz – najlepiej spośród ewangelistów posługujący się greką – używa czasownika, który sugeruje, że chodziło nie tylko o ujrzenie oczyma, ale spojrzenie głębiej – sercem. Jednak Jezus nie chce być wyłącznie oglądany. Dlatego zwraca się do Zacheusza z propozycją: „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Celnik jest uradowany. Jednak nie wszystkim podoba się to, co zrobił Jezus: zaczyna się narzekanie, gorzkie uwagi, szemranie – nie tylko tych niechętnych Chrystusowi, ale także tych, który są z Nauczycielem od początku. Do ich głów i serc wciąż nie mogą przebić się słowa, które już słyszeli parokrotnie: „większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15, 7; por. 15, 10. 32).

I rzeczywiście – w domu celnika następuje nawrócenie. Zacheusz chce podzielić się swoim bogactwem, składa obietnicę wynagrodzenia wszelkich krzywd. W ten sposób pokazuje, że jest synem Abrahama, czyli synem Ojca wiary, i dostępuje zbawienia, czyli ocalenia przez Boga. To chyba najważniejsze w chrześcijaństwie: Bóg przychodzi do każdego grzesznika, przychodzi, aby nas szukać i ocalić. Nie odwraca oczu od grzechu w myśl zasady: jeśli udam, że tego nie widzę, to tego nie ma. Daje szansę nawrócenia, czyli wyrwania się z grzechu, poprzez odnawianie swojego myślenia (por. Ef 4, 23). Abyśmy uwolnieni od grzechu – według słów Księgi Mądrości – mogli uwierzyć w Pana, aby każdy z nas stał się córką lub synem Abrahama.