Jezus Chrystus, będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Zwracam uwagę na to zdanie, ponieważ ono bardzo często jest fatalnie rozumiane. Wielu ludzi próbuje z uczynić z niego jakąś regułę, która staje się cepem do tępego bicia po klepisku: ci, którzy za życia tutaj na ziemi nie mieli specjalnie kłopotów, byli majętni, dobrze jedli, dobrze się bawili – pójdą do piekła. A ci, którzy mieli na tym świecie kiepsko, bo byli chorzy, prześladowani, głodni – pójdą do nieba…

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Jemu cześć i moc wiekuista! Amen.
 Jemu cześć i moc wiekuista! Amen.

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Człowiek żyje tylko raz – i nigdy samotnie!

 Hannah Rita Laue OP

 Am 6, 1a. 4-7 • Ps 146 • 1 Tm 6, 11-16 • Łk 16, 19-31

Słyszymy dziś przypowieść o bogaczu i ubogim Łazarzu – dwie jakże różne drogi życia. Imię Łazarza oznacza w języku hebrajskim: „Bóg pomaga”, a jak mówi Pismo: „Pan wyzwoli biedaka, który Go wzywa” (Ps 72).

Bogacz jest ubrany w najdroższe szaty, żeby pokazać, że ma władzę nad tym światem. Łazarz jest tak ubogi, że jego „ubranie” składa się z ran.

Łazarz mógłby marzyć, żeby żyć jak pies, który zjada resztki ze stołu swojego pana. Wielu ludzi w podobnej sytuacji prosi Jezusa w Ewangelii o pomoc.

Śmierć Łazarza jest początkiem nowej sytuacji: bogacz chciałby być jak Łazarz, byłby szczęśliwy, gdyby mógł jak pies przyjść i zamoczyć swój język w wodzie.

Jezus ostrzega w tej przypowieści, że żyjąc tylko dla siebie, będziemy samotni, a swoje nieszczęście zrozumiemy dopiero po śmierci. Żeby żyć na wieki, trzeba zobaczyć Bożą miłość w tym świecie, doświadczyć jej tak mocno, aż staniemy się narzędziami Bożej sprawiedliwości i miłosierdzia. Od nas tylko zależy, czy pozwolimy Bogu na to, czy też zamkniemy przed Nim drzwi i uciekniemy od naszych bliźnich. Żyjmy tak, aby Chrystus w nas ożył. Żyjmy z poświęceniem dla innych, aż do śmierci.

 

Chwal, duszo moja, Pana, Stwórcę swego
Chwal, duszo moja, Pana, Stwórcę swego

Odgadnąć współczucie

Wojciech Prus OP

Am 6, 1a. 4-7 • Ps 146 • 1 Tm 6, 11-16 • Łk 16, 19-31

Jednym ze skarbów, które zostają po pielgrzymkach, są słowa zapisane w dźwięku. Wracają, inspirują codzienność, karmią pracę i modlitwę. Czytając przeznaczoną na dziś Ewangelię o Łazarzu i bogaczu, któremu zabrakło współczucia, usłyszałem jedną z takich pieśni. Sięgnąłem po śpiewnik towarzyszący nam w dominikańskiej drodze z Krakowa do Częstochowy, by przypomnieć sobie wszystkie słowa. Pierwszy raz zabrzmiały w tym roku w Nielepicach, zagubionej wśród podkrakowskich skałek wiosce, w której mszę odprawiamy na dziedzińcu remizy strażackiej. Wciąż nie mogę oprzeć się wzruszeniu, ich autor musiał bowiem odgadnąć współczucie:

Błogosławcie Pana
Wszystkie łzy i żale
Każda moja słabość
I upokorzenie
Błogosławcie Pana…

Nucę po cichu te nuty i odkrywam, że źródło współczucia pulsuje w moim wnętrzu. Bo chciałem zauważyć leżącego pod domem jakiegoś innego Łazarza, a zadziwiony dostrzegłem, że to ja równocześnie jestem biednym, pragnącym się nasycić odpadkami, i bogaczem, z którego stołu spadają okruchy. Źródło współczucia leży bowiem w sposobie obchodzenia się z własną słabością. Łzy oraz żale, słabość i upokorzenie to bieda, która błaga o błogosławieństwo. I nagle widzę, że mogę to uczynić, wiem, jak puścić w obieg talent hojności, który przekazał mi Duch Święty. Ten śpiew pobudza zdolność do uwielbiania Boga Ojca za pomocą mojej własnej biedy. A nędza pobłogosławiona staje się bogactwem współczucia wobec innych. Dlatego tak trudno utrzymać łzy, gdy śpiewa się za autorem pieśni współczucia:

Błogosławcie Pana
Wszystkie moje rany
Na które Duch Święty staje się
Balsamem
Błogosławcie Pana…

Tym bardziej jestem poruszony tym odgadnięciem współczucia, że dla naszego dominikańskiego zakonu od zawsze jest ono bardzo ważne. Świętego Dominika nazywano przecież mężem współczucia, podkreślając, że weselił się z radosnymi i płakał z tymi, którzy płaczą. Może i on przyniósł ze swoich kaznodziejskich wędrówek pieśń, która pomagała mu błogosławić własną biedę? Pewnie brzmiała bardzo podobnie – myślę, i śpiewam dalej:

Niech Cię błogosławią
Wszystkie me niemoce
Ból skrzętnie skrywany
Po bezsennej nocy
Błogosławcie Pana…

 

Biada beztroskim na Syjonie i dufnym na górze Samarii
Biada beztroskim na Syjonie i dufnym na górze Samarii

Ideał braterstwa

Maciej Roszkowski OP

Am 6, 1a. 4-7 • Ps 146 • 1 Tm 6, 11-16 • Łk 16, 19-31

W przypowieści o bogaczu i Łazarzu nie ma mowy o nieuczciwości bogacza. Nie jest to zwykłe przemilczenie. Gdyby bogacz faktycznie dorobił się swojego majątku nieuczciwie, prawdopodobnie zostałoby to wprost wspomniane. Zdobycie majątku w wyniku nieuczciwości czy też moralnej dwuznaczności nie zostało więc powiązane z prostą niezgodnością z literą prawa.

Bogacz nie został przedstawiony jako osoba wzgardliwa i bezlitosna. Nie słyszymy nic o tym, jakoby odrzucał błagania Łazarza czy szczuł go psami. Bez trudu można go sobie wyobrazić jako szanowanego członka jakiejś społeczności, przestrzegającego jej praw i zasad.

Jeśli tak, to pytania, które wynikają z dzisiejszej Ewangelii, nie dotyczą zwyczajnej poprawności naszego życia. Poprawność taka, polegająca na uczciwości, grzeczności itp., jakkolwiek nieodzowna i fundamentalna, nie stanowiła nigdy czegoś specyficznie chrześcijańskiego i można ją było odnaleźć w wielu kulturach istniejących przed Chrystusem. Jeśli dwa tysiące lat temu zaistniała naprawdę nowa jakość, to dlatego że sama uczciwość została uznana za niewystarczającą. Chrystus objawił nam nas samych nie jako członków społeczności powiązanych ze sobą więzami prawno-ekonomicznymi, lecz przede wszystkim jako członki jednego ciała. I jeśli przypowieść o bogaczu i Łazarzu jest typowo chrześcijańska, to nie dlatego że opowiada o nieuczciwości lub krętactwie, lecz dlatego że traktuje o niebraterstwie: o skandalu zgody na nędzę rozpościerającą się poza granicami własnego bogactwa.

Przypowieść ta mówi o ideale braterstwa – o postulacie, który nie jest przedstawiony w Ewangelii jako skądinąd miła, ale w gruncie rzeczy niezobowiązująca postawa filantropijna, lecz jako wiążący ideał. To, że jego pełne urzeczywistnienie nie miało i nie będzie miało nigdy miejsca, dopóki nie minie ten świat, jest komunałem, na który warto zwrócić uwagę jedynie dlatego, że niezwykle często odgrywa on rolę wygodnej wymówki, którą staramy się tłumaczyć własny egoizm.

Przypowieść o bogaczu i Łazarzu pyta nas dziś bardzo gwałtownie o nasze wysiłki w preparowaniu komfortowego i bezpiecznego świata – takiego, który nie będzie miał punktów stycznych ze światem gorszym, rozpościerającym się za szybami naszych strzeżonych domów oraz szybami pociągów EC, którymi szybko i wygodnie podróżujemy.