Kto wymyślił plenery dominikańskie? I po co?

Ponad rok temu powstał pomysł zorganizowania w klasztorach rysunkowych plenerów dla studentów architektury. W tym roku udało nam się wcielić go w życie. Czytelnik zapyta: kto to są ci – my?

Za pomysłem kryją się cztery osoby. Adam Sufliński, emerytowany kierownik Pracowni Rysunku, Malarstwa i Rzeźby na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej przed dwoma laty rzucił pomysł rysowania założeń klasztornych, może dominikańskich, organizacji wystawy, zaproszenia ojców do nas na uczelnię. Po pewnym czasie, dzięki pielęgnowanej przez absolwenta naszego wydziału Macieja Zaborowskiego, tradycji wieczornych spotkań przy stole, pomysł powrócił w kontekście zbieżności terminów rocznicowych 800-lecia dominikanów i 100-lecia Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.

Ojciec Mirosław Sander OP pomysł podchwycił i zaproponował pomoc w organizacji plenerów. Jak to w takich sytuacjach, od słowa do czynu, chwilę trwały rozmowy ojca Mirosława z przeorami, przekonywanie, tłumaczenie i oto udało się w te wakacje wyekspediować małe grupki studentów i nauczycieli akademickich do kilku klasztorów na terenie Polskiej Prowincji Dominikanów.

Ktoś zapyta, a co wspólnego mają rysujący studenci z ojcami dominikanami? O rocznicy już napisałem, a wiąże nas jeszcze więcej. Nie trzeba się z pewnością rozpisywać o akademickim charakterze dominikanów i ich działalności duszpasterskiej w tym obszarze.

Nasze związki są związkami personalnymi, sięgają głębiej, bo początków WAPW i Warszawskiej Szkoły Rysunku Architektonicznego. Założyciel Szkoły, profesor Zygmunt Kamiński, był autorem dekoracji ołtarza i obrazu olejnego św. Jacka w ołtarzu głównym w zbudowanym przed II wojną światową gmachu dominikanów na Służewie. Utrzymywał kontakty z dominikanami dzięki swojej żonie, tercjarce dominikańskiej, rzeźbiarce Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej. Piszący te słowa od ponad 30 lat bez przerwy korzysta z posługi braci kaznodziejów na Freta w Warszawie.

Poczucie humoru, dystans do siebie, optymistyczne widzenie świata, odrobina twórczej złośliwości, napiętnowanie głupoty i autoironia zawsze charakteryzowały przedstawicieli naszej Szkoły. Szczególnie w pozornie skomplikowanej współczesności kierują nasz wzrok, uszy i kroki do dominikanów. Zachęcając do rysowania nasze młodsze koleżanki i kolegów może uda nam się zaszczepić im te właśnie cechy, również dzięki kontaktom zarówno z duchem dominikańskim jak i dominikańską materią zamkniętą w formach architektury zakonu świętego Dominika.

Czy się to powiedzie? Okaże się niebawem. Ocenią to sami uczestnicy.

Obecnie intensywnie pracujemy, rysujemy, malujemy, jak widać na załączonych zdjęciach. Pokażemy efekty plenerów jesienią podczas wystaw, które są planowane w Sali Prowincjalskiej w klasztorze na Freta w Warszawie i na Wydziale Architektury PW, a następnie w klasztorach, które zechcą je gościć. Może uda nam się wydać broszurę poświęconą plenerom.

Mamy nadzieję, że zapoczątkowane w tym roku kontakty nie ograniczą się tylko do jednorazowej akcji, już szykujemy się na przyszły rok, nadchodzą kolejne pokolenia studentów. Zapraszamy ojców na uczelnie, współczesne środowisko akademickie potrzebuje was nie tylko w murach duszpasterstw ale i salach wykładowych uczelni.

Rysowanie architektury jest tylko pretekstem do pełnego kształtowania osoby ludzkiej, samodzielnie rozumującej, twórczej, wrażliwej na piękno, na człowieka i jego potrzeby. Spotkania do których dochodzi podczas plenerów są bezcenne i mam nadzieję przyniosą kolejne dobre owoce.