Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Słabość nie musi być kresem, słabość nie musi być czymś, co uniemożliwi krok do przodu. Patrz na Chrystusa, On umarł, On cierpiał, ale On zmartwychwstał, niech On ci doda odwagi. Niech dodają ci odwagi wszyscy ci ludzie, którzy z tobą idą albo którzy przed tobą tę drogę przeszli. Naprawdę warto na nich popatrzeć i nie patrzeć od razu na ich sukcesy i aureolę, ale na to, że było im ciężko, że oni też się pocili, też się załamywali, a jednak doszli. A więc ten bieg jest możliwy, nie tylko dla herosów, nie tylko dla ludzi świetnie wytrenowanych. Ten bieg jest możliwy dla każdego. Najważniejsze jest, żeby biec, a jeżeli się nie może biec, to żeby iść, a jeżeli się nie może iść, to żeby się czołgać…

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Pan wydobył mnie z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska
 Pan wydobył mnie z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Pragnienie Boga

 Mykola Petro Luczok OP

 Jr 38, 4-6. 8-10 • Ps 40 • Hbr 12, 1-4 • Łk 12, 49-53

Ogień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię, to Duch Święty. Jezus pragnie, aby każdy przyjął Ducha Świętego w pełni!

Kiedyś pewien człowiek zapytał mnie o św. Serafina z Sarowa, którego poznał dzięki książce Ogień Ducha Świętego. Mnich pisał w niej, że nasze życie duchowe polega na zdobywaniu Ducha Świętego. – Jak to – dziwił się – przecież otrzymaliśmy Go w sakramentach chrztu i bierzmowania – powiedział. Rozmawiając z nim, porównałem to do ludzkiej miłości. Każdy z nas jest zdolny do kochania bliźniego w pełni, nawet nieprzyjaciela. Ale wtedy bylibyśmy jak Ojciec Niebieski. Teraz miłujemy bliźniego w pewnym stopniu, np. na 10, 40 albo 60 procent…

Myślę, że tak jest też z Duchem Świętym. To prawda, że Go otrzymaliśmy i mamy możliwość całkowitego przebywania z Nim, ale najczęściej nie wykorzystujemy jej w stu procentach, co zresztą widać po naszych uczynkach. Często brakuje nam miłości do bliźnich, pewności w relacjach z Bogiem, pokoju, radości, nadziei w odniesieniu do przyszłości, siły do życia, wolności…

Skoro brakuje nam Ducha Świętego, zadajmy więc sobie pytanie, co robimy, aby Jego ogień płonął w nas coraz większym płomieniem? Święty Serafin z Sarowa uczył, że praktyki duchowe mają prowadzić do otwarcia naszych serc na działanie Ducha Świętego, na Jego pełną obecność, stworzyć takie warunki w naszym sercu, aby Duch Święty w nas płonął. I to płonął nieprzerwanie.

 

Wtrącili Jeremiasza, spuszczając go na linach, do cysterny Malkiasza
Wtrącili Jeremiasza, spuszczając go na linach, do cysterny Malkiasza

Sprawy sercowe

Wojciech Dudzik OP

Jr 38, 4-6. 8-10 • Ps 40 • Hbr 12, 1-4 • Łk 12, 49-53

Co to za ziemia, o której mówi Jezus? Nie szukam daleko: ziemią jest moje serce, a więc w ogóle moje życie. Taka odpowiedź ratuje mnie przed słuchaniem tej Ewangelii przez szybę, z bezpiecznej pozycji obserwatora, bez udziału w jej mocy. Komentowanie przez szybę jest bardzo kuszące: mogę się wymądrzać, błyszczeć słowem i tłumaczyć innym zawiłości ich życia, samemu nie kiwając palcem, by choć trochę przejąć się tym, co przynosi Dobra Nowina.

Jezus mówi w niej dziś do mnie, że przyszedł rzucić ogień na ziemię mojego serca. Ciekawe jest to rozróżnienie: przyszedł rzucić i pragnie, by on zapłonął. Nie dzieje się to od razu – ziemia musi się najpierw zapalić. Stawiam sobie drażniące pytanie: Czy Jezus Chrystus, Jego Ewangelia i dzieło w ogóle mnie interesują? Czy ja się do tego zapaliłem? Fakty są jeszcze bardziej drażniące niż pytania, bo patrzę na mój czas – ile go rzeczywiście, a nie w marzeniach, mam dla Jezusa; na moje pragnienia, nadzieje i sposób myślenia. Lepszym rozwiązaniem od użalania się nad swoją powierzchowną wiarą jest „dać się zapalić”! To jest ogień, który nie niszczy, ale jak w piecu: pozwala się ogrzać.

Jezus mówi jeszcze, że nie przyszedł dać mojej ziemi pokoju, ale rozłam. Moje serce będzie więc podzielone. Czy na pewno o to chodzi Jezusowi? Przecież wszyscy mówią, a doświadczenie to potwierdza, że nie można żyć podwójnie, z rozdartym sercem, że to donikąd nie prowadzi. Odpowiedź znajduję w liczbach. Troje przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu. Ten podział jest nierówny. Po jednej stronie jest więcej – i oby to była ta strona we mnie, która należy do Jezusa, a po drugiej mniej. Rozdarcie między wyborem Chrystusa a życiem bez Niego jest więc opisem, a nie wyrzutem. Taka jest kondycja mojego serca: „zdradliwszego niż wszystko inne i niepoprawnego”, jak trzeźwo zauważa prorok Jeremiasz. Rozłam jest drogą przyniesioną przez Jezusa. Może w takim razie lepiej zgodzić się na walkę aż do ostatniego tchu, niż obrażać się na swoją niedoskonałość wyrażoną wynikiem 3:2 i biernie czekać na triumfalne 5:0. Czy mam jednak pewność, że z takim wynikiem na pewno będę po stronie Tego, który wygrał wszystko, wpierw zgadzając się na rozdarcie swojego serca na krzyżu?

 

Biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach
Biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach

Pragnienie jedności

Paweł Kozacki OP

Jr 38, 4-6. 8-10 • Ps 40 • Hbr 12, 1-4 • Łk 12, 49-53

Gdy czytam fragment Ewangelii, w którym Pan Jezus mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”, przypominam sobie sytuacje, w których wiedziałem, że muszę wypowiedzieć słowa protestu albo niezgody, które wywołają sprzeciw drugich i zburzą mój spokój.

Czasem nie potrafiłem ich wypowiedzieć. Nie lubię mówić rzeczy, które wywołują zamieszanie, sprzeciw albo nawet smutek ludzi. Muszę mobilizować się nawet wtedy, gdy odmawiam publikacji utworu autorowi przekonanemu o wartości swoich tekstów. Czasem kilka dni zwlekam, zanim powiem komuś w oczy przykrą dla niego prawdę. Jest to tym trudniejsze, im mniej mój rozmówca jest przygotowany na jej przyjęcie. Potrzebuję wtedy wsparcia kogoś życzliwego, zapewnienia, że mam rację.

Co ciekawe, dzieje się tak nawet wtedy, gdy jestem przekonany, że racja jest po mojej stronie, że uczciwość wymaga, by nie zaniedbywać sprawy, nie tolerować istniejącego stanu rzeczy. Muszę pokonać wewnętrzny opór nawet wówczas, gdy irytuje mnie udawanie, że wszystko jest w porządku, gdy do szewskiej pasji doprowadza mnie spokój oparty na zmowie milczenia, zasłanianie zła grzecznością, obojętnością lub poczuciem wstydu. Dzięki temu rozdarciu rozumiem ludzi, którzy stają przed dylematem, co robić, gdy ich wierność Ewangelii powoduje pęknięcie w małżeństwie, w rodzinie, wśród najbliższych. Oskarżani o przesadę lub fanatyzm pytają: „Czy ja zwariowałem? Może rzeczwiście przeginam z wiarą, skoro oddalam się od mojego męża, żony, dzieci, rodziców, skoro nie nadążają za moją fascynacją Jezusem”.

Warto sobie w takich sytuacjach uświadomić, że Chrystus nie przyszedł do świata idealnego, ale skażonego grzechem, a Jego celem nie było oskarżanie albo potępienie ludzi, ale ich zbawienie, czyli wyzwolenie z czasem wygodnego, a czasem bardzo bolesnego uwikłania w zło, wyprowadzenie z niewoli poplątanych interesów, egoistycznej miłości czy utajonej pod płaszczykiem szczytnych słów pogardy wobec bliźnich. Człowiek napełniony Duchem Bożym nie przestaje kochać tych, których naraża na dyskomfort moralnego i duchowego niepokoju. Podziały zawsze będą dramatem, ale sens będą miały tylko o tyle, o ile będą przybliżały do pokoju, który nie pochodzi z tego świata. W dążeniu do Chrystusowego porządku żaden człowiek nie jest przeciwnikiem. Jest osobą, za którą się tęskni, z którą pojednania się pragnie.