Przeczytaj jak śp. brat Antoni Marczewski analizował encyklikę Franciszka – część I

Miłosierdzie stanowi jedno ze sztandarowych haseł pontyfikatu Franciszka. Papież podejmuje wiele wysiłków, by podkreślić znaczenie miłosiernego oblicza Boga. W tę tendencję wpisuje się ogłoszenie Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, które miało miejsce 11 kwietnia ubiegłego roku.

Dwa miesiące później świat poznał pierwszą w pełni autorską encyklikę papieża z Argentyny – Laudato Si’. Spotkała się ona ze zróżnicowanym odbiorem, co wynikało m.in. z zajęcia przez Franciszka jednoznacznego stanowiska w sprawie globalnych zmian klimatycznych czy innych zagadnień związanych z eksploatacją środowiska naturalnego przez człowieka.

W gorących (nomen omen) dyskusjach, które często koncentrowały się na politycznych aspektach zagadnień poruszanych w dokumencie, stosunkowo rzadko podejmowano refleksję nad głębszym poziomem papieskiej analizy. Słowo „miłosierdzie” pada w encyklice tylko raz, jednak dokładniejsza lektura może odsłonić przed nami znacznie bardziej wyraźną obecność miłosierdzia w tekście.

W próbie jej omówienia na „przewodnika” wybrałem św. Tomasza z Akwinu z jego koncepcją miłosierdzia, szczegółowo omówioną i zinterpretowaną (także w świetle późniejszych historycznie rozważań) przez dominikanina Roberta Plicha. Na jej przybliżeniu skupiłem się w pierwszej części artykułu, natomiast w dalszych krokach starałem się przyjrzeć formom, w jakich poszczególne elementy tej koncepcji występują na kartach Laudato Si’.

Miłosierdzie według św. Tomasza

Dla św. Tomasza z Akwinu osoba jest miłosierna, gdy ma „miserum cor, czyli jakby serce bolejące, tj. serce przejęte smutkiem na widok boleści czy niedoli bliźniego tak, jakby to była jego własna boleść; skutkiem tego czyni wysiłki, aby ulżyć drugiemu w boleści czy nieszczęściu tak, jakby chodziło o własne nieszczęście”.

Można zatem wyodrębnić trzy, ważne dla dalszych rozważań, elementy: nieszczęście bliźniego, współczucie oraz wysiłki mające na celu przyniesienie ulgi.

Czym jest nieszczęście? W koncepcji tomistycznej nieszczęście wiąże się z doświadczeniem przez stworzenie jakiegokolwiek braku. W takiej sytuacji utrudnione bądź niemożliwe staje się osiągnięcie pełni dobra, do którego dąży dane stworzenie. Najpełniejsze dobro są w stanie osiągnąć stworzenia rozumne, które mogą aktywnie się do niego przybliżać, dokonując dobrych moralnie wyborów. Tym samym najgłębiej będą one doświadczać zła i nieszczęścia.

W przypadku zwierząt nie mówimy o moralności, ale Robert Plich zauważa, że nie wyklucza ich to z grona potencjalnych obiektów miłosierdzia. Autor stwierdza jednak, że formy miłosierdzia okazywane zwierzętom zawsze będą słabsze od tych okazywanych ludziom.

Doświadczanie nieszczęścia (zła) przez stworzenia inne niż osoby ludzkie wynika przede wszystkim z tego, że każdy byt ma swoją własną naturę, obejmującą także celowość. Pojawienie się czynnika uniemożliwiającego osiągnięcie celu wpisanego w naturę bytu (tym samym – osiągnięcie pełni istnienia) oznacza doświadczenie nieszczęścia. Aby zło wyzwalało reakcję miłosierdzia, powinno być również niezawinione. Jeśli bowiem ktoś doświadcza zła, jakie sam uprzednio na siebie sprowadził, to taka sytuacja traktowana jest jako realizacja sprawiedliwości.

Kolejnym elementem rozważanej przez nas definicji miłosierdzia jest współczucie. Zdaniem Tomasza, współczucie oznacza, że zło, którego doświadcza ktoś inny, traktujemy jako zło dotykające nas samych. Może się to realizować na dwa sposoby. Pierwszy zakłada związek miłości między tym, kto współczuje, a tym, kto współczucia doznaje. W drugim natomiast współczucie bierze się stąd, że osoba współczująca uświadamia sobie, że sama może w przyszłości faktycznie zostać dotknięta nieszczęściem, które obecnie cierpi bliźni. Ktoś, kto z góry wyklucza taką możliwość (np. z powodu zbyt wąskiej wyobraźni), raczej nie będzie skłonny do miłosiernego zachowania.

Trzeci człon tomistycznej definicji miłosierdzia zakłada podjęcie wysiłków na rzecz zaradzenia czyjemuś nieszczęściu.

W tym miejscu warto postawić pytanie o relację pomiędzy miłosierdziem i sprawiedliwością. Tomasz przyjmuje, że miłosierdzie nie narusza w żaden sposób porządku sprawiedliwości, ale go przekracza. Miłosierny człowiek dąży do zaradzenia brakowi, który powstał bez jego winy – z punktu widzenia sprawiedliwości nie jest zobowiązany do takiego działania.

Czy zatem ktoś, kto nie okazuje miłosierdzia, nie zaciąga przez to żadnej winy? Takie twierdzenie nie wydaje się zasadne. Każde stworzenie (włączając w to ludzi) już przez sam fakt obdarzenia istnieniem przez Boga jest odbiorcą miłosierdzia. Bóg nie miał żadnego obowiązku powołać nas do istnienia, a jednak to zrobił (i cały czas robi, podtrzymując nas w istnieniu), okazując w ten sposób swoją miłość i miłosierdzie. Chrystus, umierając na krzyżu i gładząc nasze grzechy, okazał nam miłosierdzie w najdoskonalszy możliwy sposób.

Także nasza nadzieja na wieczne zbawienie opiera się na wierze w Boże miłosierdzie względem każdego z nas. Ponieważ na różne sposoby doświadczamy miłosierdzia od Boga, sprawiedliwość wymaga, byśmy także miłosierdzie świadczyli. Bogu nasze miłosierdzie nie jest potrzebne, dlatego też powinniśmy kierować je ku innym ludziom i pozostałym stworzeniom.

Nie zawsze jednak działanie zmierzające do zaradzenia czyjemuś nieszczęściu będzie miłosierdziem – nie można o nim mówić, jeśli motywacja jest pozbawiona bezinteresowności. Jeśli komuś pomagam nie dlatego, że przyświeca mi jego dobro, ale moja własna korzyść, wtedy nie można nazwać mnie miłosiernym. Jeśli np. kupuję bułkę żebrakowi na ulicy, ale tylko dlatego, że chcę mieć spokój i uniknąć jego dalszych nachalnych zaczepek, to nie mam prawa powiedzieć, że spełniłem uczynek miłosierdzia względem ciała wobec mojego bliźniego.

Poza brakiem bezinteresowności istnieją również inne przeszkody uniemożliwiające realizowanie miłosierdzia. Według Tomasza przeszkody takie zachodzą, gdy m.in. uważa się za szczęśliwego i mocnego (a więc niepodatnego na nieszczęście); uznaje się swoją sytuacją za najgorszą z możliwych; skupia się wyłącznie na sobie; odczuwa się gniew lub jest się pysznym.

Zaradzenie złu drugiego odbywa się przez racjonalne i wolne wybory dawcy, które przyczyniają się do realizacji dobra. Zaradzając złu, powinno się wykorzystywać jedynie własne zasoby (możliwe jest również „miłosierdzie zbiorowe”, gdzie wykorzystane do dzieła miłosierdzia dobro pochodzi ze wspólnych zasobów większej grupy ludzi). Wykorzystując do okazania miłosierdzia dobra należące do kogoś innego, sprawiam, że to nie ja sam, ale właściciel dóbr jest faktycznym dawcą miłosierdzia (nawet jeśli nic nie wie o nieszczęściu odbiorcy i nie ma w nim pragnienia przyniesienia ulgi, zatem nie zostają spełnione dwa pozostałe warunki zawarte w definicji).

Nieszczęście rozpoznane w Laudato Si’

Nieszczęście, o którym pisze Tomasz w definicji miłosierdzia, stanowi jeden z ważnych tematów encykliki Laudato Si.

Jest opisane jako dotykające przede wszystkim ludzi słabych i ubogich, czyli tych, którzy są najciężej doświadczani przez skutki obecnego kryzysu społeczno-ekologicznego. To właśnie ubodzy są najbardziej narażeni m.in. na przedwczesne zgony spowodowane zanieczyszczeniami ziemi, na deficyt czystej wody pitnej i na związane z tym deficytem choroby. Ludzie ci są pozbawieni szeregu możliwości, które przez mieszkańców Pierwszego Świata są uważane często za coś oczywistego.

Franciszek podkreśla, że „proces degradacji środowiska ludzkiego i środowiska przyrodniczego zachodzi jednocześnie i nie poradzimy sobie z degradacją środowiska naturalnego, jeśli nie zwrócimy uwagi na przyczyny związane z degradacją człowieka i społeczeństwa”. Papież dostrzega, że cierpienia najuboższych tej ziemi wpisują się w kontekst globalnej „kultury odrzucenia”. Pojęcie to jest z pewnością jednym z kluczowych dla zrozumienia przesłania całej encykliki.

Odrzucenie w kulturze ma różne oblicza. Współczesny świat produkuje ogromną ilość odpadów. Stanowi to wyraz niepohamowanej konsumpcji i ma związek z tym, że nie bierze się pod uwagę ograniczoności zasobów, które zostały dane człowiekowi. Marnotrawstwu podlega również około jednej trzeciej produkowanej żywności, co – według Franciszka – stanowi „kradzież ze stołu ubogich”.

Poza dobrami materialnymi można odrzucać i traktować jak niepotrzebny odpad również drugiego człowieka. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy nie ma on walorów, które można by było wykorzystać dla dalszego rozwoju gospodarczego. Jednocześnie widać wyraźnie, że wszystkie nieszczęścia, które dotykają ludzi najuboższych, w większości przypadków nie są przez nich zawinione.

Warunki, w jakich żyją ubodzy, są przeważnie zdeterminowane przez decyzje zapadające poza nimi (na poziomie władz lokalnych czy ogólnopaństwowych, a nierzadko w centrach ponadnarodowych korporacji). Właśnie za formę nieszczęścia, do którego naprawy wezwani są inni ludzie, można uznać także brak realnego wpływu na własną sytuację życiową, prowadzący do apatii i bezradności.

W tym kontekście Franciszek przypomina o konieczności obrony pracy. Jak pisze, „Jesteśmy powołani do pracy od chwili naszego stworzenia. […] Praca jest koniecznością, częścią sensu życia na tej ziemi, sposobem dojrzewania, ludzkiego rozwoju i osobistego spełnienia”.  Skoro zaś jesteśmy powołani do pracy, to każdy czynnik uniemożliwiający realizację tego powołania (jak np. zniszczenie lasu czy mokradeł, stanowiących tradycyjne miejsce pracy lokalnych społeczności) jest wyraźnym złem.

W tej części pracy, w której omówiona została koncepcja miłosierdzia według św. Tomasza, zauważono, że akty miłosierdzia mogą dotyczyć także innych stworzeń niż ludzie. Warto zatem się zastanowić, w jaki sposób do tego zagadnienia ustosunkowuje się Franciszek.

Papież przede wszystkim przywołuje nauczanie spisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego, gdzie czytamy: „[…] jesteśmy też wezwani do uznania, że inne istoty żywe mają właściwą sobie wartość wobec Boga oraz »przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę«, ponieważ »Pan się raduje z dzieł swoich« (por. Ps 104, 31). […] Kościół nie mówi dziś, upraszczając, że inne stworzenia są całkowicie podporządkowane dobru człowieka, jak gdyby nie miały one wartości samej w sobie i jakbyśmy mogli nimi dysponować do woli […]. »Każde stworzenie posiada swą własną dobroć i doskonałość […]. Różne stworzenia, […] w ich własnym bycie, odzwierciedlają, każde na swój sposób, jakiś promień nieskończonej mądrości i dobroci Boga«”.

Papież nie zaprzecza, że człowiek ma prawo wykorzystywać inne gatunki dla swoich celów (np. jako pożywienie, lekarstwa, itp.), jednak nie wolno zapomnieć, że także same w sobie mają one wartość. Konsekwencją wymarcia kolejnych gatunków nie będzie tylko brak możliwości ich przyszłego wykorzystania przez ludzi, ale także uniemożliwienie im chwalenia Boga przez istnienie i przekazywania nam właściwego dla tych stworzeń orędzia.

Powyższy tekst brat Antoni Marczewski napisał dla czasopisma „Teofil”, redagowanego przez braci studentów. Publikacja ukaże się w jesiennym numerze „Teofila”.