Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Nadziwić się nie mogę, że tak łatwo potrafimy zrezygnować z najpiękniejszych rzeczy w naszym życiu, nie walczyć o nie, pozostawić jakiejś przypadkowości. Dlaczego tak niestali jesteśmy, by wierzyć w to, co powiedział Jezus? Dlaczego tak trudno jest nam zabiegać o względy Boga, a tak bardzo skupiamy się na tym, by zabiegać o względy ludzkie? Dlaczego Bóg „przegrywa”?

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Cudzoziemca, który przyjdzie z dalekiego kraju przez wzgląd na Twe imię, wysłuchaj
 Cudzoziemca, który przyjdzie z dalekiego kraju przez wzgląd na Twe imię, wysłuchaj

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Nie jestem godzien

 Brian Doyle OP

 1 Krl 8, 41-43 • Ps 117 • Ga 1, 1-2. 6-10 • Łk 7, 1-10

Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” (Łk 7, 9).

Zazwyczaj to Jezus zadziwia swoimi słowami i zachowaniem, tym razem setnik wprowadza Jezusa w zdumienie. Rzymski urzędnik, który nie był Żydem, okazał większą wiarę niż uczniowie Mistrza. Uwierzył Jezusowi, choć w jego sytuacji nie było to proste.

Wyobraźmy sobie, że mamy bliskiego przyjaciela, który choruje. Tak się złożyło, że słyszeliśmy o jakiejś pobożnej, świętej osobie, która czyni cuda i jest gotowa odwiedzić naszego chorego. Jest to ktoś pokroju ojca Pio albo Matki Teresy z Kalkuty. Kto z nas zdobyłby się na słowa: „Nie ma potrzeby, żebyś przychodził do domu. Nie rób sobie kłopotu. Po prostu pomódl się za mojego przyjaciela, a on wyzdrowieje”. Czy takie odwiedziny nie byłby dla nas czymś wyjątkowym? Czy nie dodałyby nam splendoru i uznania wśród znajomych?

Setnik pokazał swoją wielką pokorę i szacunek dla Pana. „Nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie” (Łk 7, 6). Jest to postawa, którą naśladować mają uczniowie Chrystusa na modlitwie. Setnik uczy, że zarozumiałość i pycha nie mogą być naszą drogą do Pana Boga. Mamy pielęgnować w sobie pokorę, uznając własną niedoskonałość oraz ufając Jego dobroci i miłosierdziu.

 

Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy
Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy

Szczęście jako produkt uboczny

Krzysztof Pałys OP

1 Krl 8, 41-43 • Ps 117 • Ga 1, 1-2. 6-10 • Łk 7, 1-10

Kilka lat temu Instytut Badań Społecznych Uniwersytetu Chicago opublikował badania, z których wynika, że najszczęśliwsi są ludzie, których praca polega na robieniu czegoś dla innych. Wyniki zaskoczyły samych socjologów, gdyż początkowo zakładano, że najwięcej szczęścia przynosi praca dobrze wynagradzana, dająca prestiż zawodowy.

Dominikański filozof o. Józef Bocheński twierdził, że szczęście jest produktem ubocznym pewnego dzieła, które się dokonuje. Gdy szczęście staje się celem samym w sobie, jest ono nieosiągalne. Człowiek koncentruje się wówczas na sobie, postępując tak, aby mu zawsze było przyjemnie. Niespodziewanie zamiast poczucia spełnienia przychodzi rozczarowanie i frustracja.

Tę prawdę musiał doskonale znać święty Paweł, gdy odpowiadał na zarzuty, jakoby doskonałość w wypełnianiu prawa miała być istotą chrześcijaństwa. Obcy misjonarze przybyli do Galacji, chcąc posiąść godność nauczycieli, i zaczęli nauczać o konieczności przestrzegania starotestamentalnego prawa. Według nich konieczne miało być obrzezanie, zachowanie szabatu i setek innych praw, czyli tego wszystkiego, co wcześniej apostoł z Tarsu nakazał odrzucić. Paweł mówił o wolności w Duchu Świętym. A jako były faryzeusz, który starał się wiernie wykonywać sześćset trzynaście przykazań, doskonale wiedział, że żaden człowiek nie jest w stanie całkowicie wypełnić wszystkich przepisów. Obok przekleństwa, które wynika z niewypełnienia prawa („Niech będzie przeklęty każdy, kto nie wytrwa w nakazach Księgi Praw”), jest także ryzyko skupienia na sobie zamiast na Bogu. Apostoł podkreślał, że Jezus na krzyżu wypełnił za nas owo prawo, abyśmy byli wolni. Od czasu Paschy jest więc już tylko jedno prawo, prawo miłości. Wskazuje na to także Setnik, który nie prosi dla siebie, lecz dla swojego sługi. Niespodziewanie otrzymuje od Jezusa błogosławieństwo i najwyższy rodzaj pochwały: „Takiej wiary nie znalazłem w całym Izraelu”.

Wolność w Duchu Świętym nie polega na tym, by nieustannie się zastanawiać, co zrobić, aby nie zgrzeszyć, ale co zrobić, by w moim życiu było więcej pokory (wszystko, co mam, pochodzi od Boga) i życzliwości do otaczających mnie ludzi.

Człowiek nie musi się więc zadręczać, że nie jest doskonały, że coś mu nie wyszło, bo w ten sposób zaczyna skupiać się na sobie i może popaść w smutek. Lepiej jest zastanowić się nad tym, co mogę zrobić dla innych i w jaki sposób mogę podzielić się tym, co mam. Wówczas wypełnię najważniejsze prawo miłości, a z jego wypełnieniem niespodziewanie pojawi się szczęście.

 

Innej Ewangelii nie ma
Innej Ewangelii nie ma