Porywał tłumy. Dziś miałby kanał na YouTube.

Błogosławiony Jordan z Saksonii budował przede wszystkim masę Zakonu, rzeźbę prawno-duchową zostawiając swoim następcom – Rajmundowi z Penyafort i Humbertowi z Romans. A rzeczone budowanie odbywało się następująco: Jordan przybywał do większego miasta, najczęściej uniwersyteckiego, następnie kazał szyć kilkadziesiąt białych habitów, po czym zaczynał głosić kazania.

I jak w XX wieku książki Tomasza Mertona wywołały falę powołań do trapistów zwaną „mertonką”, tak w trzynastowiecznej Europie kazania bł. Jordana zaowocowały „jordanką”. Kilka kazań, konferencji i kolejna prowincja gotowa. Przynajmniej, jeśli chodzi o kwestię zasobów ludzkich.

Najmłodszy Mistrz Zakonu

Jordan pochodził z Niemiec, z Saksonii, z której udał się na studia do Paryża. Był po trzydziestce, gdy spotkał tam bł. Reginalda z Orleanu – charyzmatycznego dominikanina. Ten od razu wyczuł w nim kiełkujące powołanie i spory potencjał trenersko-motywacyjny.

Sas ograniczył kolorystykę swego stroju do bieli i czerni – barw dominikańskich. Co więcej, namówił do wstąpienia do zakonu także swojego przyjaciela, Henryka. W ten sposób ujawnił się w nim wielki talent duszpasterza powołań.

Bywało, że talent ten bywał nieco kłopotliwy. W swoich rodzinnych stronach namówił do bycia dominikaninem syna swoich sąsiadów. Ci byli na tyle niezadowoleni z tego faktu, że zaczęli robić kaznodziei wymówki. Jordan, nie zastanawiając się wiele, odparł: „Pamiętam, panie, żeście za czasów mojej młodości zabrali mojej rodzinie krowę i nigdy za nią nie zapłacili. Co więc złego w tym, że teraz ja zabieram wam byczka?”. Pamięć szkód bywa przydatna.

Wkrótce po przyjęciu habitu, Jordan udał się do Bolonii i zaprzyjaźnił się ze św. Dominikiem. Święty znał się na ludziach, dlatego wskazał Jordana jako kandydata na prowincjała Lombardii. Po śmierci Dominika, nasz bohater został jego następcą – Mistrzem Zakonu, czyli generałem.

Wielki Rozmnożyciel. Zastał 30, zostawił 300 klasztorów

Za czasów jego przełożeństwa (lata 1221-1236) liczba domów dominikańskich z trzydziestu wzrosła do trzystu, a liczba braci – z 300 do czterech tysięcy. Powstawały nowe prowincje, w tym w Afryce Północnej (Maroko) i na granicy Europy i Azji (okolice Uralu, gdzie mieszkali Pieczyngowie).

Jordan zredagował i opublikował Konstytucje Zakonne, napisał też pierwszy żywot św. Dominika i historię początków Pańskiej Psiarni pt. „Książeczka o początkach Zakonu Kaznodziejów” (Libellus).

On także wprowadził zwyczaj odmawiania przez braci po Komplecie antyfony „Salve Regina”. Tak dominikanie mieli za czasów Jordana wymodlić opętanemu bratu uwolnienie. A skoro raz zadziałało, to już zostało.

Listy do Najdroższej Diany

W pamięci potomnych został także dzięki czułym listom do dominikańskiej mniszki – bł. Diany Andalo i sióstr z jej konwentu (jego relacja z Dianą porównywana jest do przyjaźni św. Franciszka i Klary). Zaczynał je słowami: „Najdroższej Dianie”.

Wyczytać z nich możemy nie tylko to, jakim był człowiekiem, ale też jak wiele było w nim Bożej mądrości i jak umiejętnie potrafił prowadzić duchowo tych, do których był posłany. Jest w jego kunsztownych słowach wiele troski, czułości, ale i jasno postawione wymagania.

Mądrość i talent pisarski błogosławionego docenili także tworzący jego przedstawienia artyści. Najczęściej przedstawiany jest z księgą. Bywa otwarta, bywa zamknięta. W ręce trzyma pióro lub zakończoną kulkami „laskę pasterską” – odniesienie do sprawowanej przez niego w zakonie funkcji.

Jego portret najbardziej zbliżony do rzeczywistego wyglądu znajduje się w kościele dominikańskim św. Pawła w Wormacji. Z medalionu spogląda jasnowłosy, lekko łysiejący mężczyzna o mocno zarysowanej szczęce. Lekko marszczy czoło, wpatrując się ze skupieniem w coś, co znajduje się przed nim. Kto wie, może nawet Kogoś.

Bł. Jordan z Saksonii – pióro, księga

Data wspomnienia – 13 lutego