Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię.

fot. flickr.com / Lawrence OP

Wideo na niedzielę:

Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Ci, którzy wołają „chwała, hosanna”, za chwilę krzyczą: „precz, ukrzyżuj Go”. Jezus, który startuje z wysokiego C – sytuacji popularności, chwały, uwielbienia – bardzo szybko mówi: nie skorzystam ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, ograniczę samego siebie. W tym jest logika zgody na to, że zostanę poniżony w oczach ludzkich, że ludzie uznają mnie za nic. To jest podpowiedź ogromnie trudna, ale bardzo ważna w życiu. Jezus chce umieścić w naszym sercu pewien ważny ogranicznik, który najpierw i przede wszystkim mówi jedno: nawet wtedy, kiedy masz w garści plik argumentów, sposoby i środki, by zmiażdżyć przeciwnika, zastanów się, czy w życiu chodzi o to, żeby twoje było zawsze na wierzchu? Nie bój się stracić w oczach ludzi – zyskaj wszystko w oczach Boga.

 
Biskup Grzegorz Ryś i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

W całej tradycji Kościoła olejek był uważany za symbol modlitwy. Modlitwa jest taką aktywnością człowieka, o której my mamy wielką pokusę mówić, że to jest strata czasu, że to jest marnowanie czegoś, co można wykorzystać o wiele pożyteczniej i sensowniej – ile to można zrobić w ciągu tej godziny, którą teoretycznie poświęcamy na Eucharystię niedzielną. Marnowanie czasu… Każdy z nas może w pokorze powiedzieć, że to jest jego własne doświadczenie, że my Bogu oddajemy czas gdzieś pod koniec dnia i to taki czas, w którym nas już właściwie na nic nie stać, kiedy już jesteśmy senni, niemalże bezsilni i mało świadomi. Tak, te ochłapy, resztki czasu są dla Boga… Wielki Tydzień jest takim momentem, w którym ważne, żebyśmy mieli czas dla Jezusa i żebyśmy Mu nie żałowali siebie w tym tygodniu, żebyśmy chcieli być przy Nim!

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie
fot. flickr.com / Lawrence OP
 Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Precz z Nim!

 Katharina Margreiter OP

Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Łk 22, 14 – 23, 56

Wjazd Jezusa do Jerozolimy zasadniczo różni się od triumfalnych pochodów władców tamtego czasu. Mesjasz nie dosiada rumaka, ale jedzie na ośle, zwierzęciu biednych ludzi. Chce przez to pokazać, że przychodzi jako król miłości i miłosierdzia.

Lud u bram Jerozolimy obsypuje Chrystusa gałązkami oliwnymi. Ale już za kilka dni gałązki z drzewa oliwnego będą powiewać nad drżącym ciałem Jezusa, gdy będzie się modlił do Ojca na Górze Oliwnej pełen lęku przed śmiercią, a Jego krew będzie poić ziemię.

Wraz z Niedzielą Palmową wchodzimy w największy i najświętszy tydzień w ciągu roku, w którym Chrystus wszystko oddał dla nas i za nas wszystkich ofiarował samego siebie. To jest największa historia miłosna wszech czasów, która nas samych może coraz bardziej przemieniać.

Choć niedawno Piotr obiecał Jezusowi, że jest w stanie pójść z Nim nawet na śmierć, musi zaakceptować swoją słabość. Po trzykrotnym zaparciu się Pana spotyka Go. Spojrzenie Jezusa trafia w sam środek jego serca. Wtedy „wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Łk 22, 62).

Jezus nie potępia Piotra, lecz patrzy na niego pełen miłosierdzia i miłości. W taki sam sposób patrzy też na nas. Czy pozwolimy Jego miłosiernemu spojrzeniu przeniknąć nas i napełnić?

Kiedy ubiczowany i ukoronowany cierniem Jezus stał przed Piłatem, tłum krzyczał: „Precz z Nim!”. Jak często nasz Pan także dziś słyszy te słowa. Odrzucamy Go, traktujemy, jakby był niepotrzebny, niewygodny, a nawet uciążliwy. Do dziś słowa „Precz z Nim!” pobrzmiewają w świecie. W rozpoczynającym się Wielkim Tygodniu wpatrujmy się w miłość Jezusa, nie bądźmy na nią obojętni, ale wdzięczni za Jego ofiarę.

 

Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem
fot. flickr.com / Lawrence OP
Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem

Król nie z tego świata

Maciej Roszkowski OP

Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Łk 22, 14 – 23, 56

Zestawione w dzisiejszej liturgii dwa fragmenty Ewangelii wyraźnie z sobą kontrastują. O ile scena wjazdu do Jerozolimy jest jedną z nielicznych scen Chrystusowego tryumfu, o tyle odczytywane później fragmenty odnoszące się do Jego męki i śmierci zawierają niezwykłą kulminację ludzkiej podłości. Ich zestawienie ilustruje znane powiedzenie o miłych złego początkach.

Przyjmujący hołdy Chrystus może się nam wydawać szczęśliwie nieświadomy tego, co nastąpi później. W naszych oczach to nie On, ale my jesteśmy tymi, którzy znają dalsze koleje dramatu, a znając je, chcielibyśmy wydłużyć moment krótkotrwałego tryumfu Chrystusa, Jego błogiej – jak nam się wydaje – nieświadomości zbliżającego się końca.

Ten nasz skądinąd zrozumiały i ludzki odruch – pragnienie zaoszczędzenia komuś wiedzy o jego smutnej przyszłości – o tyle nie ma tutaj racji bytu, że według tego, co podpowiada nam teologia, Chrystus, wjeżdżając do Jerozolimy, wiedział, co nastąpi kilkanaście godzin później.

Jeśli w istocie tak było, to powyższa scena nabiera nowego i niezwykle przerażającego zabarwienia. Chrystus nie jest Kimś, komu została ofiarowana chwila pełnej wytchnienia nadziei na to, że wszystko zakończy się „dobrze”. Wjeżdżając do Jerozolimy, już wie, że to On ma ponieść przepowiadaną od wieków śmierć, że Jego dni się wypełniły i że wjeżdża do Świętego Miasta po raz ostatni – po to, by w nim umrzeć. Wie też, że śmierć przyjdzie z rąk otaczającego Go ludu, że okrzyki chwały przemienią się ostatecznie w wołanie o śmierć.

Czy nie jest poruszające, że mimo to Chrystus nie cofa się przed uczestnictwem w zgotowanym Mu wielbieniu? Wie przecież, jak bardzo scena ta jest podszyta niewyszukanymi, ludycznymi instynktami, wie, jak potwornie głupi i koniunkturalni okażą się ci, którzy ścielą pod Jego stopy palmy, a mimo to nie wybiera wyniosłego dystansu, nie otacza się nimbem samotności i rozczarowania. Wręcz przeciwnie: widzimy, jak cieszy się tymi oznakami miłości, które są Mu ofiarowane, zupełnie niepomny gorzkiej mądrości antyku, której kresem była konstatacja ludzkiej małości. To właśnie z nią, mądrością antyku, gardzącą i nakazujacą trzymać się z dala, nie ma Chrystus nic wspólnego.

Chrystus Król, którego witali mieszkańcy Jerozolimy, także i w tym był zupełnie nie z tego świata.

 

Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię
fot. flickr.com / Lawrence OP
Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię

Przebacz to Chrystusowi

Michał Adamski OP

Iz 50, 4-7 • Ps 22 • Flp 2, 6-11 • Łk 22, 14 – 23, 56

Czego Jezus pragnął tuż przed śmiercią? Co było dla Niego najważniejsze w tych ostatnich godzinach ziemskiego życia? Widział tłum ludzi wiwatujących na Jego cześć, słyszał ich tęsknotę za Wielkim Królem żydowskim. Mógł ich poderwać, zapalić w nich tę wielką tęsknotę za politycznym rajem na ziemi, za królestwem zrealizowanych ludzkich pragnień. Mógł dalej uzdrawiać chorych, umacniać zrozpaczonych, karmić głodnych, nieść przebaczenie potępionym i odrzuconym. Z pewnością kochaliby Go głośno i krzykliwie, z gałązką palmy w ręku, wzniesioną na Jego cześć.

Tyle się po Nim spodziewano, tak wielu na Niego liczyło, a może bardziej na siebie z Nim, kalkulując swoje – nie tak do końca – bezbożne zyski, zasiadając po prawej stronie mesjańskiego przecież tronu. Było tak wiele spraw…

A Jezus gorąco pragnął tylko jednego: spożyć Paschę ze swymi uczniami. Świat Go tak bardzo, jak zawsze, potrzebował: na swoją miarę, na swoje możliwości, a Jezus właśnie w tym kulminacyjnym punkcie zatrzymał się, wycofał, by spożyć ostatnią Wieczerzę.

Przebacz Jezusowi, Mesjaszowi na ośle, że zawiódł twoje, bardzo ludzkie nadzieje na życie z Bogiem.

Przebacz Chrystusowi, że przekreślił Twoją wizję Boga i nie spełnił zbyt pobożnych – na Twoją miarę – oczekiwań.

Przebacz Żydowskiemu Królowi, że wszedł do Wieczernika, który otworzył bramy Ogrójca i drogi krzyżowej wiodącej na Golgotę.

Przebacz Mu, że zaprosił Cię na Ucztę, kiedy tak wiele zła dookoła, tak wiele cierpienia, tak wielu potrzebujących, tak wiele w tobie samym do przepracowania, do przemienienia.

Przyjmij ten Dar, nie do końca zrozumiały przez świat. Przyjmij tę Jego obecność, często ginącą w ciemnościach ludzkich dziejów.  Mesjasz pozbawiony życia niesie nam Nowe Życie. Mesjasz skazany uwalnia nas od wyroku. Mesjasz zawiedzionych oczekiwań otwiera nas na nową nadzieję.

Gorąco pragnął chwili Wieczerzy. Ta jedna chwila prowadzi do wieczności. Nie cofnij się, bo blisko jest Ten, który cię usprawiedliwi. Pan cię wspomaga. Któż cię potępi? Przyjmij Jego Ciało i kielich Jego Krwi. To jest Testament Nowego Przymierza. Na wieki.