Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Bóg nie pozostaje w swojej światłości, wielkości i chwale – On wychodzi do człowieka i czyni go godnym tej chwały. Tę godność dostajemy nie po to, by cieszyć się tym, jacy jesteśmy śliczni i czyści. Natychmiast za oczyszczeniem pojawia się posłanie: Idź i głoś, idź i świadcz, idź i żyj, idź i kochaj!

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Oto ja, poślij mnie!
 Oto ja, poślij mnie!

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zarzuć sieć

 Juan Efraín Hernández Cruz OP

 Iz 6, 1-8 • Ps 138 • 1 Kor 15, 1-11 • Łk 5, 1-11

Wyobraźmy sobie, jak bardzo Piotr musiał się zdziwić, gdy Jezus, kończąc nauczanie, zwrócił się bezpośrednio do niego tymi słowami: „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów!” (Łk 5, 4). Być może Piotr jeszcze przed chwilą nie słuchał tego, co Nauczyciel mówił do tłumu. Pewnie był zmęczony po całej nocy spędzonej na jeziorze, może był za daleko, żeby wszystko dobrze usłyszeć. Ale kiedy Jezus zwrócił się wprost do niego, wszystko się zmieniło.

Połów o tej porze dnia nie miał sensu. Piotr najwyraźniej nie zrozumiał Jezusa, dlatego powiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili”, ale spoglądając Jezusowi w oczy, dodał: „Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5).

Cały życie Piotra to jego łódź, jego praca. Piotr pozwolił, aby Jezus wkroczył w to życie, nawet jeśli w tamtej chwili wydawało mu się, że nie ma to żadnego sensu. Zgodził się na to, żeby stać się rybakiem ludzi. Coś niewyobrażalnego dla Piotra, nie mógł się tego spodziewać.

A co jest Twoją łodzią? Czy przeczuwasz, czego w Twoim życiu chciałby dotknąć Bóg? Pamiętaj, że Jezus nie oddziela swoich słów od spojrzenia. Patrzy na każdego z nas i zaprasza, abyśmy zaryzykowali i spotkali Jego samego. Nie tyle w cudzie wielkiego połowu, ile w osobistej więzi.

W trwającym w Kościele Roku Miłosierdzia zróbmy to samo, co zrobił Piotr: uznajmy, że jesteśmy słabi i że bardzo potrzebujemy Boga, upadajmy do Jego kolan, aby usłyszeć: Nie bój się, pójdź za Mną!

 

Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu
Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu
fot. flickr.com / Lawrence OP

Płyń do źródła

Maciej Biskup OP

Iz 6, 1-8 • Ps 138 • 1 Kor 15, 1-11 • Łk 5, 1-11

Do chwili święceń, gdy przyglądałem się gronu apostołów, najbardziej po drodze było mi ze św. Janem. Dopiero jako ksiądz odkrywałem św. Piotra. Zaczęło się od kupienia podniszczonej ikony przedstawiającej apostoła. Jan ciągle mnie fascynuje swą kontemplacyjną przenikliwością, a św. Piotr uczy mnie realizmu życia: autentycznej konfrontacji pragnień z własną płycizną i rozświetlającą moje ciemności głębią miłosierdzia Boga. Piotr to człowiek z pasją – rybak, którego jezioro Genezaret pociągało gdzieś dalej, głębiej… Pan Bóg rozszerzał jego serce na spotkanie z głębią Bożych tajemnic. Powołany nie był już pierwszej młodości, ale zachował w sobie młodzieńczą pasję do „czegoś więcej”. Szybko jednak doszło do konfrontacji pragnień z możliwościami: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili”…

Gwarancją odnalezienia głębi życia jest otwarcie na słowo Boga: „lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Nie na ludzkie słowo infantylnej wiary w swoje możliwości i nie na słowo cynizmu i powątpiewania, ale na słowo Boga. Bóg na proroka, a Chrystus na apostoła wybiera grzesznika: „oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”. Piotr, który długo nie znał siebie, naiwnie zapatrzony we własne możliwości, przeszedł długą drogę w kierunku prawdy o sobie i o tym, jak realnie potrzebował Pana Jezusa. Żmudna wędrówka od narcystycznego słyszenia tylko siebie do usłyszenia Boga.

„Wypłyń na głębię” – to zaproszenie Boga, który od początku przygotował nas, byśmy z największą wolnością wypłynęli na głębię Jego tajemnic. Wierzący, zwłaszcza kapłani, powinni pamiętać, że codziennie są świadkami epifanii głębi Serca Boga. Podczas ostatniej wieczerzy Jan spoczywał z głową złożoną na piersi Słowa, które stało się ciałem, a później, w momencie przebicia boku Jezusa, mógł przeniknąć i zajrzeć w głąb tajemnicy Trójcy.

„Wypłyń na głębię”, tzn. płyń do Źródła, zbliżaj się do Ognia Kościoła – Eucharystii. „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” – spragnionych prowadził do Serca, które od wieczności jest rozchylone, a w Eucharystii jest otwartą bramą ukrytą pokornie w ranach Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. „Ty sam stań się dla nas porywającym nurtem, gdyż nasz strumyk nie doniesie nas do Ciebie. Bądź deszczem w naszej suszy, bądź rzeką przez nasz krajobraz, żeby on w Tobie znalazł swe centrum i źródło swego wzrostu i żyzności” (Hans Urs von Balthasar).

 

Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!
Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!

Stańmy teraz w prawdzie

Maciej Kosiec OP

Iz 6, 1-8 • Ps 138 • 1 Kor 15, 1-11 • Łk 5, 1-11

Każdy z nas w głębi duszy pragnie spotkać się z Bogiem „twarzą w twarz”. W swoim życiu duchowym stale oczekujemy czegoś, co nas przemieni, czekamy, że się wydarzy coś tak wielkiego, tak niesamowitego, że się nawrócimy. Patrzymy w przyszłość, niewiele przy tym robiąc z naszą teraźniejszością. Z jednej strony bardzo chcemy zmiany w naszym życiu, z drugiej zaś strony wolimy, aby pozostało takie, jakie jest. I tak żyjemy z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, trwając jakby w letargu, patrząc do przodu i nie będąc naprawdę w tym, co jest teraz. Wypatrujemy Boga gdzieś przed nami, nie widząc, że jest obok nas.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, że Bóg chce być z nami w naszej codzienności, często szarej i nijakiej. Pragnie, abyśmy Go zaprosili do tego, co jest teraz, co aktualnie robimy, czym się dziś zajmujemy. Jednak często boimy się tego, bo wiąże się to ze stanięciem przed Nim. Musimy stanąć teraz, stanąć w prawdzie, tacy, jacy jesteśmy. Wstydząc się naszej nędzy, wolimy przesuwać to na później, na inny czas, kiedy będziemy lepsi, bardziej godni tego spotkania. W naszych sercach rodzi się krzyk proroka Izajasza: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach”.

Teksty liturgiczne pokazują nam dziś, że jedynym wyjściem jest stanięcie przed Panem, przyjęcie prawdy o sobie i odrzucenie pychy, która powoduje, iż tak uporczywie dążymy do tego, by być kimś, kim nie jesteśmy i nigdy w perspektywie ogarniającej nas Bożej Miłości nie mieliśmy być. Pycha ta jest głęboką, nienasyconą potrzebą nierzeczywistości, jest wygórowanym wymaganiem, by inni wierzyli w kłamstwa dotyczące nas, w które sami już zdołaliśmy uwierzyć.

Chrystus zaś kocha nas takich, jacy jesteśmy. Przyjęcie przez nas prawdy o nas samych, o naszej grzeszności pozwoli nam otworzyć się na działanie Bożej łaski, bo przecież „moc w słabości się doskonali”, a „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. Zarówno Izajaszowi, jak i św. Pawłowi, który nazywa siebie „poronionym płodem”, a także św. Piotrowi, który pada na kolana i woła do Jezusa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”, objawia się Bóg w ich codzienności. Wkracza w ich rzeczywistość nie na siłę, lecz daje im łaskę i czeka na ich odpowiedź. Pan Jezus chce tak samo przemieniać każdego z nas, pragnie pogłębić naszą miłość do Niego, do drugiego człowieka i do nas samych. Chce nas ogarnąć swoją uzdrawiającą miłością tu i teraz, w tym, co robimy, takich, jacy jesteśmy, i chce nas posłać, abyśmy głosili światu Dobrą Nowinę.