Stacja 7 rozmawia z ojcem Pawłem Kozackim, Prowincjałem polskich dominikanów.

Ilu dzisiaj jest na świecie dominikanów? I czy więcej jest kobiet czy mężczyzn?

— Braci jest między pięć a sześć tysięcy i na pewno jest nas więcej niż sióstr w klasztorach kontemplacyjnych.

Pytamy, bo dość oryginalnie zaczyna się historia Waszego zakonu, najpierw św. Dominik założył klasztor dla kobiet.

Święty Dominik nie zaczynał od zakładania klasztoru, ale przede wszystkim od głoszenia Słowa. Zobaczył ludzi, którzy byli ogarnięci różnymi błędnymi naukami – głównie albigensów i waldensów – mówiąc złośliwie, heretyków nieuznających niektórych prawd wiary, mszy św. czy sakramentów. Stwierdził, że musi im pomóc odkryć prawdę.

Pierwszymi osobami, które się nawróciły i zdecydowały odejść od albignesów, były kobiety. W związku z tym św. Dominik widząc ich powrót do jedności z Kościołem postanowił stworzyć dla nich bezpieczne miejsce i wybudował klasztor żeński w Prouille u stóp Pirenejów, około 100 km na południe od Tuluzy. Tam siostry omadlały działalność apostolską braci. Historia naszego zakonu pokazuje, że Dominik nie zaczynał od pomysłu, tylko od potrzeby.

Blisko Dominikanów działały mocne kobiety. Wśród nich św. Katarzyna Sieneńska.

Kaśka Sieneńska to wielka postać. Kobieta pełna mocy i Ducha Świętego. Można powiedzieć, że była to taka przebojowa Włoszka, która miała dużo pokory i tupetu, ale nie była jedyna. W naszej historii pojawiła się też Agnieszka z Montepulciano, Zdzisława z Moraw czy Róża z Limy. Mamy trochę pięknych dominikanek.

Zaznaczył Ojciec, że kobiety omadlały, czyli można powiedzieć, że bez kobiet ani rusz – to one wypracowały wszystko, co działo się później.

Tak można powiedzieć. Siostry Dominikanki jeszcze dzisiaj zaznaczają nam, że to one wszystko robią, a my przychodzimy na gotowe i zbieramy owoce, które wyproszą.

Absolutnie jestem świadomy, że potencjał modlitwy jest po stronie kobiet. Gałąź żeńska dominikańska to mniszki żyjące w klasztorach klauzurowych. Siostry biorą na siebie kontemplację i modlitwę wstawienniczą – wypraszanie tego, co jest potrzebne w świecie. Gałąź męska jest apostolska. Natomiast są także dominikanki czynne, ale one nie należą ściśle do naszego zakonu.

Wasz zakon działa dokładnie tak jak działa cały świat: kobiety zajmują się tym co wrażliwe, a mężczyźni konkretnie i do przodu. Macie wpisane w swój charyzmat trzy zadania:  głoszenie Ewangelii, życie wspólne i szukanie prawdy. Czy dominikanie to pierwszy zakon, który ewangelizował wychodząc w świat do boju – do dużych miast, jako wspólnota kaznodziejska, a nie tylko modlitewna?

Nie byliśmy tak całkiem pierwsi, bo przed nami Europę zewangelizowali mnisi iro-szkoccy. Jeśli zaś chodzi o specyfikę dominikanów, to wypływa ona ze stylu działania św. Dominika, z tego, że był człowiekiem, który potrafił czytać rzeczywistość.

Przebywając na południu Francji i spotykając się z albigensami, zobaczył, że musi poszukać odpowiednich środków, by dać dobrą odpowiedź na ich nauczanie. Po pierwsze zauważył radykalizm jakim żyli albigensi – był on większy niż u ludzi Kościoła, ale zahaczał o herezję. Po drugie dostrzegł, że ci ludzie są lepiej wykształceni niż duchowni i w tym znalazł odpowiedź, dlaczego Kościół nie radził sobie z ich nauką. Dominik zauważył, że w tej rzeczywistości są potrzebne dwie rzeczy: życie na wzór apostołów i wykształcenie – dobre przygotowanie do podejmowania dyskusji, umiejętność odpowiadania na wątpliwości, pytania oraz ataki.

Święty Dominik wiedział również, że nie może się posługiwać propagandą, że głoszenie Słowa nie może polegać na uczeniu formułek. Poznając rzeczywistość albigensów wiedział, iż dominikanom potrzebna jest głęboka wiara. Miał takie powiedzenie, że zapalać może ten, kto sam płonie.

W powyższym schemacie są podstawowe elementy dominikańskiego „przepowiadania”, takie jak: kontemplacja, o której mówi św. Tomasz z Akwinu i przekazywanie, tego, co się doświadczyło na modlitwie, czyli contemplare et contemplata aliis tradere.

Moje głoszenie musi wypływać z modlitwy, musi wypływać z  osobistego spotkania z Chrystusem. Mogę głosić tylko Tego, którego znam osobiście. Jest jeszcze w naszym charyzmacie trzeci istotny element, Veritas.  Ja, jako dominikanin muszę umieć uzasadnić to, w co wierzę, do tego potrzebne są studia i głoszenie potwierdzone przykładem życia: jedność słów i czynów.

 

Rozmawiały: Aneta Liberacka i Judyta Syrek

fot. flickr.com / Lawrence OP

Cały wywiad przeczytasz tutaj