Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Tomasz Zamorski i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Czasami budujesz skorupę, która ma cię uchronić przed złym światem, przed cierpieniem, często oddzielić od innych ludzi. Ta skorupa staje się twoim domem, stajesz się twardy i niedostępny dla innych, ale też nie ma do ciebie dostępu Bóg.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem
 Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Amen! Amen!

 Ihor Hnyus OP

 Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10 • Ps 19 • 1 Kor 12, 12-30 • Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Odpowiedzią na objawienie się Boga jest wiara człowieka. Izrael w swoim podejściu do wiary akcentował Prawo wyrażone w różnych zarządzeniach i nakazach, dlatego przy różnych okazjach je odczytywano.

W Księdze Proroka Nehemiasza lud, słysząc, jak pisarz Ezdrasz czyta Prawo, reaguje okrzykiem: Amen! Amen! Niech się tak stanie! Jeden ze studentów biblistyki dostrzegł w słowie „amen” ciekawy skrót trzech hebrajskich słów, które można odczytać jako wyznanie wiary: Pan króluje nad Izraelem (Adonai melek enizrael). Jest w tych studenckich poszukiwaniach głęboka intuicja teologiczna. W naszym życiu chrześcijańskim wiele razy mówimy „amen” – robiąc znak krzyża, podczas modlitwy, w czasie mszy świętej. Ale czy jesteśmy świadomi wypowiadanych słów? Czy w sercu zgadzamy się na panowanie Boga i Jego prawa w życiu każdego z nas? Amen – to krótkie, powszechnie znane słowo może być naszą głęboką modlitwą do Boga, aby wypowiedział nad nami swoje błogosławieństwo, abyśmy odpowiedzieli Bogu naszym nawróceniem i gorliwą wiarą.

 

Ciało to nie jeden członek, lecz liczne członki
Ciało to nie jeden członek, lecz liczne członki

Wprawne oko Łukasza

Wojciech Prus OP

Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10 • Ps 19 • 1 Kor 12, 12-30 • Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Jako kilkunastoletni chłopak dzięki ojcu Janowi Górze sięgnąłem w duszpasterstwie po Ewangelię jako Słowo dla mnie. Potem były lata studiów dominikańskich, wreszcie święcenia, a po nich już ponad dwadzieścia lat codziennych kazań. Owocem tego czasu jest zdumienie, że zawsze jestem na początku drogi, bo zaskakująca i pełna tajemnic jest Ewangelia.

Ostatnio zadziwia mnie różnorodność Marka, Mateusza, Jana i Łukasza. Bóg posłużył się nimi i przemówił do świata odmiennością ich wrażliwości. W liturgii spotykam się dzisiaj z jednym z nich. To Łukasz, który rozpoczyna opowieść o Jezusie. Poruszające są słowa, że postanowił wszystko zbadać dokładnie od pierwszych chwil. Pragnął w ten sposób umocnić pewnego Teofila w prawdziwości otrzymanych nauk. Komentatorzy powiadają, że w osobie nieznanego adresata zebrał Łukasz wszystkich przychodzących do wiary spoza Izraela. Zatem i dla mnie wyruszył na poszukiwanie wieści o Jezusie.

Kiedyś lekko przechodziłem nad informacją, że św. Łukasz był lekarzem. Uśmiechałem się też, przypomniawszy sobie legendarny przekaz o tym, że to właśnie on stworzył częstochowską ikonę, używając blatu stołu, na którym spożywano ostatnią wieczerzę. A dzisiaj skłonny jestem się przy tym zatrzymać, bo jeżeli postanowił zbadać wszystko od początku, to czyż nie zachował się jak prawdziwy lekarz? Słuchał, dopytywał, zauważał rzeczy, których nie dostrzega niewprawne oko. I stąd u Łukasza niespotykane u innych opowieści: zwiastowanie, nawiedzenie w domu Elżbiety i Zachariasza, ich pieśni pochwalne i Magnificat Maryi. Może jako lekarz towarzyszył niewiastom w czasie błogosławionego oczekiwania, przyjmował porody i stał się wyczulony na tajemnicę narodzin? Wiedział, że nie ma nic piękniejszego niż opowieści o dzieciach. Wrażliwym uchem zbierał wśród przekazów o Jezusie okruchy przypominające kamienie drogocennej mozaiki.

Jak nikt inny opowiada więc Łukasz o Maryi i jej Dzieciątku. Jest w jego Ewangelii miłosierny Samarytanin, zgubiona drachma, Ojciec Miłosierdzia. Pozbierał te wyjątkowe detale i postawił nas przed przepięknym obrazem: staje się Chrystus małym Dzieciątkiem, aby rosnąć wraz z człowiekiem i całą ludzkość przyprowadzić do domu miłosierdzia. A rysując dziś w liturgii obraz Jezusa, który czyta w synagodze słowa Izajasza o uzdrowieniu niewidomych i czasie łaski, Łukasz też mówi o spojrzeniu. Jakby chciał powtarzać z Jezusem: jeżeli uważnie patrzysz, dostrzeż, że dziś spełniają się te słowa Pisma, bo dzisiaj jest czas Jezusa.

 

Ten dzień poświęcony jest Bogu naszemu. Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją
Ten dzień poświęcony jest Bogu naszemu.
Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją

Wyryta w sercu

Dominik Jurczak OP

Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10 • Ps 19 • 1 Kor 12, 12-30 • Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Spośród wszystkich historii z życia św. Dominika – a jest ich zaledwie kilka – najbardziej lubię tę, która opowiada o pewnym spontanicznym geście Ojca Braci Kaznodziejów.

Pewnego dnia, gdy Dominik wędrował po Europie, spotkał na swej drodze nędzarza. Do głębi poruszony jego ubóstwem bez chwili wahania podjął decyzję, by sprzedać księgę Ewangelii. Trzeba przypomnieć, że księga ta, którą z niemałym trudem nosił na swych plecach, była w tamtych czasach prawdziwym skarbem, miała swoją wagę – fizyczną, materialną, ale i rzecz jasna posiadała duchowy ciężar. Uzyskane w ten sposób pieniądze święty przekazał biednemu…

Spontaniczny odruch Dominika zasługuje na naśladowanie, równocześnie jednak daje do myślenia. Jak bowiem kaznodzieja mógł sprzedać taką księgę?! Czy przypadkiem nie była to zdrada Ewangelii? Czy dosłowne jej zrzucenie nie było, bądź co bądź, próbą ucieczki od jej ciężaru? Bynajmniej. Księga, którą Dominik dźwigał na swych plecach, nie stanowiła tylko zewnętrznego „bagażu”, nie była mu obca. Gdyby nie znał Ewangelii, gdyby nie miał jej wyrytej jednocześnie w sercu i w pamięci, nigdy pewnie nie zdobyłby się na sprzedaż pergaminów. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że nie miałby owej ewangelicznej wrażliwości; po drugie, tylko głupiec pozbyłby się narzędzia pracy.

Pierwsze zdanie Ewangelii apostoła Łukasza, które słyszymy w kościołach w tę niedzielę, przypomina nam, że zanim zaczniemy czynić innych „przyjaciółmi Boga” – bo to oznacza greckie imię Teofil (theophilos) – wpierw sami musimy stać się „naocznymi świadkami i sługami Słowa”; zanim zaczniemy dawać Ewangelię innym, wpierw musi się ona stać częścią nas samych. Inaczej nasze głoszenie będzie miało więcej z marketingu niż z przekazywania Dobrej Nowiny, będzie spieniężaniem istoty Ewangelii, rozwadnianiem jej prawdy i pozbawianiem jej właściwego sensu. Chrześcijaństwo to przede wszystkim Wcielenie Słowa w nasze życie.

Jedynie żyjąc Słowem Bożym, tak jak Jezus, jesteśmy w stanie dostrzec, że „dziś spełniają się słowa Pisma”. Bóg bowiem nie działa w przeszłości, lecz zawsze w czasie teraźniejszym. Dominik rozpoznał „dziś” w ubogim, sprzedał księgę, bo znał ją – dosłownie – na pamięć. Proces „zapamiętywania” nie dokonuje się wszakże automatycznie. Potrzeba kontaktu ze Słowem Bożym, by w ten sposób stać się „świadkiem i sługą Słowa”, a dalej, by innych czynić Teofilami…