Przez najbliższe dni publikujemy felietony, które ojciec Jan Góra pisał w miesięczniku „W drodze”.

Jedziemy z Poznania na Jamną na długi majowy weekend. Pierwsza stacja to oczywiście Jasna Góra. Zanim pójdziemy przed ołtarz, odwiedzamy Marysię Okońską – założycielkę instytutu maryjnego „Ósemka”. Po chwili czekania na wózeczku przyjeżdża do nas Marysia (tak kazała do siebie mówić), jak zawsze promienna, uśmiechnięta. Znamy ją od lat. Odwiedzaliśmy ją z Janem Grzegorczykiem w Choszczówce. Tematem naszych rozmów był zawsze prymas Wyszyński i jego uwięzienie w Prudniku, skąd pochodzę, oraz śluby narodu zainicjowane przez prymasa w 1956 roku. Te śluby wymyślone w Prudniku, a napisane w Komańczy uratowały Polskę, podniosły godność narodu, miały ogromne znaczenie integracyjne. Te śluby podniosły naród w jego własnych oczach, bo stał się stroną i partnerem Królowej. Ale to wspomnienia.

Dzisiaj Marysia przepytuje nas po kolei i domaga się od każdego świętości. Nie ma innego celu, nie ma innego dążenia, liczy się tylko świętość i wszyscy mamy być święci. Marysia ma swoje lata i powtarza kilkakrotnie, że świętość jest naszym obowiązkiem i zadaniem. Żartami próbujemy bronić się przed jej radykalnością. Ale nic nie pomaga. Marysia jest stanowcza. Żegnamy się, mając łzy w oczach. Już w drzwiach Marysia wręcza mi ryngraf z Matką Bożą Częstochowską. – Niech ojciec trzyma go pod poduszką – rzuca na odchodnym.

Idziemy pełni wrażeń na Jasną Górę. Ten bezwzględny nakaz świętości danej i zadanej słyszę wyraźnie. I co począć z taką staruszką? Jak tu nie przyznać jej racji? Przemawiała jak prorokini.

Niedaleko bramy Jasnej Góry spotykamy doktor Wandę Półtawską. Kolejny żołnierz Chrystusa, ambasador Jana Pawła II. Etyka seksualna, teologia rodziny, poradnictwo rodzinne – to są jej obszary. Od wielu lat pomaga ludziom. Zawsze w biegu, zawsze w obowiązku, zawsze za plecami Jana Pawła II, świadek jego świętości, przykład zaangażowanego laikatu, gotowa zawsze iść pod prąd w imię prawdy. Kontemplacja, mistyka i działalność. Stale poszukująca woli Bożej. Już dawno mogłaby być na emeryturze, a ona stale działa. Zrobiła mi krzyż na czole i ucałowawszy, wsiadła do samochodu.

Idziemy dalej przed tron Królowej. Chwila zawierzenia. Zawsze to samo. Pod Twoją obronę uciekamy się…

Tłum w kaplicy. Zapadamy w siebie, każdy jak umie.

Wychodząc z kaplicy, spotykam ojca Jerzego Tomzińskiego, szlachetnego starca, kiedyś przeora i generała paulińskiego. Zabiegam mu drogę i pytam: Czy ojciec poznaje tę gębę? Słyszę w odpowiedzi: Ja nie tylko poznaję, ale ja ją kocham, a na jego twarzy widzę cudowny uśmiech od ucha do ucha.

To on nas uratował w 1991 roku, kiedy z Hermanic przyjechaliśmy animować spotkanie VI Światowego Dnia Młodzieży i wskazano nam miejsce przy XIV stacji drogi krzyżowej, czyli na dalekim krańcu wałów. Wtedy powiedziałem do ojca Jerzego: Ojciec Święty bardzo lubi kwiaty, a nasza młodzież to najpiękniejsze kwiaty, zamiast tych ciętych niech ona siądzie wokół fotela Ojca Świętego, będzie szczęśliwy. I wtedy, każąc zdejmować buty, bo wykładzina była koloru złotego, wskazał nam miejsce stosunkowo blisko papieskiego fotela. Tam za pomocą kilku mikrofonów nasza pieśń Abba, Ojcze! poniosła jasnogórskie przesłanie na cały świat. I niesie po dziś dzień.

Potem jeszcze spotkanie ze Staszkiem Puchałą – kiedyś wspaniałym duszpasterzem akademickim, a dzisiaj proboszczem katedry w Katowicach. I jeszcze spotkanie z Jolą Markowską i wolontariuszami w hospicjum w Mysłowicach. Było już późno, kiedy odwiedziliśmy naszą Sandrę z siostrami od Matki Teresy na czuwaniu w Panewnikach.

Około północy, już na Jamnej, odprawiam Eucharystię. Zachodzę w głowę, jak to możliwe, że na Jasnej Górze spotkałem troje świętych, wszyscy powyżej dziewięćdziesiątki, pełni ognia w oczach i w sercu. A potem tak wielu ludzi idących na serio za Chrystusem.

Po tygodniu wróciłem do Poznania. W poniedziałek 6 maja 2013 roku wcześnie rano otrzymałem SMS: Marysia Okońska odeszła do Boga dziś o 3.35. A mnie brzmią w uszach jej słowa: Nie masz wyjścia, musisz zostać świętym. Tak niedawno z mocą na to nastawała, że nie ma dla nas innej drogi.

Miesięcznik „W drodze” 6/2013