Duch Pański nade mną, posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Naprawdę można żyć przyzwoicie, rzetelnie, uczciwie – to JEST możliwe. To nie jest coś, co przeminęło z wiatrem, co nie ma sensu w dzisiejszym świecie. Przekonaj się – właśnie w tym możesz mieć radość. Tylko tam, gdzie jakość swojego życia będziesz przemieniał, odkryjesz, że przestajesz się lękać. Lęka się ktoś, kto nie jest sobą. Adwent jest czasem, kiedy trzeba przywrócić sobie pierwotny sens życia, tego, do czego jesteśmy powołani.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Pan jest blisko!
 Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Pan jest blisko!

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Okrzyk radości

 Wojciech Jędrzejewski OP

 So 3, 14-18a • Iz 12 • Flp 4, 4-7 • Łk 3, 10-18

Pomimo licznych prób nie umiem krzyczeć bez zdzierania gardła. Teoretycznie wiem, że aby uniknąć niechcianego efektu, powinienem „mocno podeprzeć głos o przeponę”. Nie wychodzi.

Prorok Sofoniasz słyszy okrzyk radości z ust Boga. Nie chrypnie Mu gardło i nie brakuje energii do tego najcudowniejszego krzyku przez całą historię zbawienia (So 3, 14). Bóg krzyczy z radości na widok swojego ludu, którego nie może przestać kochać, pomimo jego niewierności. Chociaż Izrael z młodej oblubienicy zamienia się w starą nierządnicę – boska miłość nieustannie się odnawia. Opiera się bowiem na wierności słowu obietnicy, którą On sam złożył.

„Radujcie się zawsze w Panu, jeszcze raz powtarzam – radujcie się” (Flp 4, 4). Podnieś „radosny okrzyk, Izraelu!” (So 3, 14). Jak realizować to wezwanie, by wejść w boską radość, a nie tylko bezsensownie zdzierać gardło? Co byłoby „duchową przeponą”, o którą powinien podeprzeć się okrzyk głębokiej radości?

Powierzchowna radość przechodzi przez „wąskie gardło” samych emocji. Ta głęboka – opiera się na wzbierającej wdzięczności za otrzymane łaski. Ale nie koniec na tym. Tylko wtedy, gdy wdzięczność szuka sposobów na praktyczne współdziałanie z przyjętym darem, staje się pełna głębokiej siły. Pod adresem Jana Chrzciciela padały konkretne pytania różnych osób i grup społecznych. „Pytały go tłumy: »Cóż więc mamy czynić?«” (Łk 3, 10). To właśnie etyka wierności złożonym zobowiązaniom wobec konkretnych ludzi staje się punktem oparcia dla krzyku radości. Gdy jestem kochany i kocham, wtedy radość krzyczy z samych swoich głębin.

 

Z weselem czerpać będziecie wodę ze zdrojów zbawienia
Z weselem czerpać będziecie wodę ze zdrojów zbawienia

Radość zbawienia

Marek Pieńkowski OP

So 3, 14-18a • Iz 12 • Flp 4, 4-7 • Łk 3, 10-18

„Radujcie się zawsze w Panu!”. Święty Paweł, obdarzony licznymi darami Ducha Świętego, bez wątpienia mógł pisać w taki sposób. Ale podobny ton słyszymy już około 650 lat wcześniej u Sofoniasza: „Ciesz się i wesel całym sercem, Jerozolimo…”. Zauważmy, że słowa te padły wówczas, gdy oczekiwanie na obiecanego Mesjasza miało jeszcze trwać przez wiele pokoleń, a wiara Izraelitów niejeden raz miała być poddana ciężkim próbom.

A jednak Sofoniasz głosi prawdziwą radość mesjańską. Najwyraźniej dla proroka nie jest aż tak ważne to, czego Bóg już dla nas dokonał. Powodem radości jest ufność płynąca z wiary, że Bóg pozostaje wierny swoim obietnicom, że jest zawsze blisko, wśród nas, a zatem wszystko, co dobre, będzie ostatecznie ocalone. Zaprawdę, my też możemy „głosić z weselem: Bóg jest między nami”.

W czasie adwentu jesteśmy zaproszeni do odnowy i pogłębienia tej ufności. Gdy wyznajemy w modlitwie dzisiejszej liturgii, że „z wiarą oczekujemy świąt Narodzenia Pańskiego”, chcemy zarazem „przygotować nasze serca i z radością obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia”. Jak przygotować serca? Jak odnaleźć mesjańską radość?

Najpierw lekcja, którą daje nam Jan Chrzciciel, wielki nauczyciel adwentowego oczekiwania: lekcja zwykłej troskliwości o codzienną uczciwość, o codzienne dobre czyny, o wierność w wypełnianiu własnego powołania. Jakby powtórka z Księgi Micheasza: „Zostało ci powiedziane, co jest dobre i czego PAN od ciebie żąda: powinieneś czynić sprawiedliwość, kochać miłosierdzie i postępować pokornie wobec Twojego Boga” (Mi 6, 8).

Święty Paweł pokazuje dalszą drogę. Mówi: „Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom”. Ale to nie może być byle jaka łagodność. Jeśli jesteśmy wezwani, aby „o nic się nie martwić, lecz we wszystkim przedstawiać nasze prośby Bogu”, to dlatego że jest nam oferowany niezwykły dar – dar „pokoju Bożego, który przewyższa wszelkie poznanie”. Ten dar przynosi Zbawiciel, zapowiadany przez Jana Chrzciciela: „Idzie potężniejszy ode mnie. (…) On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem”.

Boża łagodność to łagodność wielkiej mocy: łagodność, która jest w stanie przemieniać serca. Jeśli pozwolimy Jezusowi na chrzest (czy może raczej jego odnowienie), a więc na zanurzenie nas samych w Jego Duchu, Duch Boży będzie działać w nas i przez nas. Bo tylko w Jego mocy możemy owocnie odpowiadać na Bożą miłość.

 

On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem
On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem

Jest druga próba

Mirosław Pilśniak OP

So 3, 14-18a • Iz 12 • Flp 4, 4-7 • Łk 3, 10-18

Zwykle z rozczarowaniem uświadamiamy sobie, że mamy tylko jedno życie. To, co było, już było, a to, co będzie, wydarzy się tylko jeden raz. Czujemy się trochę oszukani. W grach komputerowych zwykle mamy do dyspozycji więcej niż jedną próbę. Tam nawet życie można powtórzyć, jeśli by się coś nie powiodło. Tak by było bezpieczniej i poza grą.

Ewangelia przypomina, że nie tylko w grach, ale i w rzeczywistości też jest druga próba: jest nowe życie, jeśli kiedykolwiek ponieśliśmy porażkę. Opowiada o tym Jan Chrzciciel.

Jego postać robi wrażenie. Kiedy próbuję sobie go wyobrazić, widzę człowieka niedopasowanego, skoncentrowanego na czymś szczególnie ważnym. Ubrany ekscentrycznie tak, jak ktoś z marginesu życia, radykalny w zachowaniach, nielękający się wypowiedzieć słów dotykających czułych miejsc w sercach ludzi, których spotykał. Tym bardziej zdumiewa to, że do Jana ciągną tłumy. Udziela nauk, dokonując obrzędu chrztu. W tradycji ludu Izraela obmycie chrzcielne to rytualne zanurzenie w wodzie Jordanu na znak nawrócenia. Gest zrozumiały sam z siebie jako znak dla potrzeby oczyszczenia. Wtedy rozumiany był również jako rytuał nawiązujący do wyjścia z niewoli Egiptu i przekroczenia rzeki Jordan, aby wejść do Ziemi Darowanej przez Boga. Rytuał zanurzenia w wodzie podkreślał duchowy sens drogi, którą musi przejść każdy człowiek. Kto wie, że potrzebuje odpuszczenia grzechów, odkrywa, że sercem tkwi w niewoli, że podobnie jak Izrael utknął w Egipcie. Jednak wolność to coś wewnętrznego, owoc działania Boga, aby przemienić serce. Dany jest człowiekowi, by mógł on już na ziemi przyjąć Boga.

Jan Chrzciciel przez słowo wewnętrznego poznania uderza w samo serce człowieka, aby je otworzyć na potrzebę przemiany, która przygotowuje nas na przyjęcie nadchodzącego Boga.

Przypomina o potrzebie zakorzenienia – zanurzenia się w wodzie grzeszników: we wspólnocie z wszystkimi, którzy oczekują wyzwolenia i przeżywają potrzebę przemiany, abyśmy nauczyli się czekać na przyjście Wyzwoliciela, a nie kata.

Postać Jana Chrzciciela otwierającego drogą Mesjaszowi uświadamia nam, że oczekujemy na dwa wydarzenia: na to, że Mesjasz – Syn Boży wejdzie w nasze życie tak, jak kiedyś Jezus, syn Maryi, człowiek wszedł między ludzi, a zarazem Ewangelia chce oswoić nas z myślą, że czas płynie tylko w jedną stronę, zbliża nas do tego, co zapowiada rytuał chrztu: ponownego i ostatecznego przyjścia Pana i Jego zwycięstwa.