Czystości nie można dać Panu Bogu, To trzeba od Niego dostać

Nie będziesz cudzołożył (Wj 20,14).

Szóste przykazanie to jedna z najczęściej poruszanych kwestii prawa Bożego, jedna z takich rzeczywistości, która od zawsze budzi zaciekawienie, mnóstwo problemów i nieporozumień.

Szóste przykazanie jest na szóstym miejscu, nie na pierwszym

Czasem mam wręcz wrażenie, że dla większości ludzi, niestety czasem również dla Kościoła, to przykazanie jest zdecydowanie pierwsze, a nie otwierające dopiero drugą połówkę Bożych przykazań. Zazwyczaj kiedy mówi się o przykazaniach, a szczególnie o różnego rodzaju zakazach, to sprawa nieczystości wysuwa się na czołówkę peletonu.

Szóste przykazanie jest obecne w Dekalogu i tak, jak wszystkie inne przykazania, jest nade wszystko kolejną wielką obietnicą dobrego Boga. Ale pierwszą rzeczą, którą chciałbym w ten sposób podkreślić, jest to, żeby przywrócić temu przykazaniu właściwe mu miejsce. Ono nie jest pierwsze, ani drugie, ani czwarte, ale właśnie szóste. Jest, ale dopiero na szóstym miejscu.

Skoro już jednak doszliśmy do tego szóstego przystanku na drodze do królestwa, spróbujmy się przyjrzeć, o co w nim może chodzić. Tak jak zawsze, nie zatrzymujmy się jedynie na prostym stwierdzeniu zakazującym: nie będziesz cudzołożył. Gdyby bowiem przyczepić się po prostu do tego sformułowania, można by dojść do wniosku, że chodzi tu tylko o rzeczywistość zdrady małżeńskiej, ewentualnie seksu przed- czy pozamałżeńskiego – mowa przecież o niewchodzeniu do nie własnego łóżka, czyli do łóżka należącego do kogoś innego, do kogo nie mam prawa własności poprzez oddanie w małżeństwie.

Właśnie dlatego chciałbym, żebyśmy spojrzeli na to przykazanie trochę szerzej niż tylko na zbiór zasad określających chrześcijańską etykę seksualną, choć oczywiście o tym również jest to przykazanie. Jeśli zatrzymamy się po prostu na seksie, na tym, co wolno, czego nie wolno, kiedy wolno, z kim wolno i jak wolno, to niezwykle ograniczamy Bożą obietnicę, która jest ukryta w tym przykazaniu.

O czym jest przykazanie: „Nie cudzołóż”

O czym mówi ta obietnica? Bóg próbuje nas przekonać, że mamy pewien rodzaj serca, które On nam dał, mamy pewien sposób kochania, który On nam zostawił. Jest to serce ulepione na wzór Jego serca i jest to sposób kochania odpowiadający Jego sposobowi kochania. Mówiąc inaczej, jest to zupełnie nadzwyczajny i z niczym nieporównywalny sposób kochania, bo przecież nikt nie kocha tak jak Bóg.

Jest w tym sposobie niezwykła delikatność i pokora, bo miłość ta nie sięga po nic, co do niej nie należy, nie zabiera miłości nikomu, kto nam jej nie oddał. I jest to jednocześnie miłość, która wie, że takie oddanie może być pełne i prawdziwe tylko wtedy, kiedy jest decyzją i gotowością kochania na zawsze, bez warunków i bez zastrzeżeń. Jest to miłość, która temu, kogo kocha, daje całkowite, zupełne prawo do siebie, pozwalając mu zrobić ze sobą, co tylko ten ktoś będzie chciał.

Jeśli tak jest, to każdy, kto choć odrobinę siebie zna, wie, że jest to miłość, która nas całkowicie przekracza, że choć marzymy o niej, to nie stać nas aż na taką bezwarunkową gotowość, wystarczy przyjrzeć się sobie, kiedy z osobą, którą kochamy, nie układa się nam albo kiedy rodzą się trudności i porozumienia.

A najlepiej to widać, kiedy osoba, którą kochamy, dopuszcza się krzywdy względem nas – jak bardzo trudno kochać wtedy bezwarunkowo. Właśnie dlatego w tym przykazaniu szczególnie objawia się główna myśl przewodnia przykazań, która mówi o tym, że są to obietnice złożone przez Boga tym, którzy z Nim będą.

Tylko Bóg może cię uczynić czystym. Sam nie dasz rady

Bardzo jasno widać tu, że bez Niego nie da się tak kochać, że jeśli od Niego nie dostaniemy takiej zdolności, nie będziemy w stanie zrealizować tego wezwania. Nigdzie chyba tak wyraźnie nie widać, że – jak myśli większość z nas – czystość i idąca za nią miłość nie są po prostu wynikiem naszej ogromnej pracy, którą trzeba wykonać, nie są podjętym wysiłkiem i zobowiązaniem, potrzebnym, ale jak się okazuje – zazwyczaj niewystarczającym. Miłość i czystość są niczym innym jak darem.

Pamiętam, że kiedy złożyłem swoje śluby wieczyste, między innymi ślub czystości, podszedł do mnie jeden ze starszych ojców i zapytał, czy jestem dumny, że złożyłem Bogu takie niezwykłe obietnice. Entuzjastycznie odpowiedziałem, że tak, że jestem gotowy na to wszystko i że będę się starał, oczywiście z Bożą pomocą, wszystko to zrealizować w moim życiu, tak, żeby Pan Bóg był zadowolony ze mnie.

I wtedy ten starszy ojciec, który przeżył już w zakonie kilkadziesiąt lat, zaczął się ze mnie strasznie śmiać, mówiąc: „Nic Panu Bogu nie obiecałeś! To On ci obiecał, pacanie, że jeśli z Nim będziesz w tym zakonie i będziesz się starał budować z Nim więź, to On w swojej dobroci i łaskawości uczyni cię czystym, posłusznym i ubogim”.

Do dzisiaj ciągle rozbrzmiewają we mnie ten śmiech i te słowa. Czystość nie jest czymś, co można Panu Bogu dać, ale czymś, co trzeba od Niego dostać. I dotyczy to nie tylko zakonnych ślubów, ale każdej czystej miłości.

Właśnie dlatego, że czystość jest pewną zdolnością serca, którą Bóg chce każdemu człowiekowi ofiarować, zdolnością, która sprawia, że stajemy się do Niego podobni, można ją zdobyć wyłącznie przez bycie z Nim. I bardzo nam potrzeba, żebyśmy rozważając przykazanie dotyczące czystości, myśleli najpierw nie tyle o tym, co możemy zrobić, żeby o nią zadbać – choć to też jest bardzo ważne i za chwilę będzie o tym więcej – ile o naszej relacji z Nim, o bliskości, która jest warunkiem koniecznym do budowania czystości.

Będziesz wierny Bogu – będziesz wierny w miłości

Mam wręcz przekonanie, że przekłada się to w sposób całkiem dosłowny. Moc trwania w czystości i nieuleganie pokusom są jakby wprost proporcjonalne do naszej zażyłości z Bogiem. Czystość nie staje się więc jednym z moralnych wymagań chrześcijaństwa, które mówi: tu masz być twardy, tu masz się ćwiczyć, tu masz się ograniczać. Czystość jest tajemniczą siłą powstającą w wyniku przebywania człowieka z Bogiem.

Można też na to popatrzeć odwrotnie: jeśli mamy z czystością problemy, jeśli walka z nią jest niezwykle trudna i odnosimy ciągłe porażki albo jeśli staliśmy się już niewolnikami naszej zmysłowości i seksualności, może to być prostym sygnałem, że nasza zażyłość z Bogiem jest na bardzo letnim, marnym poziomie.

I żadne, największe nawet, wysiłki zmierzające do uporania się z nią nic nie pomogą, jeśli nie będą oparte na budowanej z Bogiem głębokiej przyjaźni. Samo sformułowanie tego przykazania w jakiś sposób przecież odnosi się do miłości, a nie do cnoty czystości.

Warto zauważyć, że nie brzmi ono przecież: „będziesz czysty”, albo ewentualnie: „nie będziesz nieczysty”, tylko odnosi się wprost do małżeństwa, broniąc jego jedności, stając w opozycji do zdrady, cudzołóstwa.

Trochę tak, jakby Bóg chciał powiedzieć, że jeśli jesteśmy Jemu wierni, jeśli jesteśmy z Nim blisko i intymnie z Nim przebywamy, to wtedy przekłada się to na naszą wierność, bliskość i miłość z ludźmi.

Fragmenty książki Adama Szustaka OP „Góra obietnic”, wydanej przez Wydawnictwo „W drodze”. Skróty, tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji Dominikanie.pl.

Processed with VSCOcam with hb1 preset