Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Często nie szukamy prawdy rzeczy, prawdy osób, zostajemy na poziomie tego, co usłyszeliśmy, co inni powiedzieli nam o kimś. Nie mamy tego zrywu, żeby podejść, poznać, żeby się zbliżyć. Boimy się.
Tymczasem nie ma się czego bać. Jeśli masz w sobie jakąś tęsknotę, jakieś pragnienia, jakiś ból, to wyjdź temu naprzeciw i spotkaj Jezusa.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Powrócą z radością niosąc swoje snopy
 Powrócą z radością niosąc swoje snopy

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Korzenie oczu są w sercu

 Jan A. Kłoczowski OP

 Jr 31, 7-9 • Ps 126 • Hbr 5, 1-6 • Mk 10, 46-52

Korzenie oczu są w sercu. Tak nauczał wytrawny znawca ludzkiej duszy, wielki konwertyta św. Augustyn.

Niewidomy żebrak spod Jerycha z głębi swego nieszczęścia wołał do Jezusa o litość. Tak kazało mu serce. Wielu zgromadzonych tam ludzi miało zdrowe oczy i widzieli Bartymeusza, ale ich oczy nie miały korzeni w sercu i nie widzieli, co jest w człowieku. Lecz Jezus widział i dlatego kazał go przywołać, by Bartymeusz mógł – już nie anonimowo, ale osobiście, patrząc niewidomymi oczami w oczy Jezusa, wyrazić swe pragnienie: „abym przejrzał!”. I usłyszał, że to jego wiara go uzdrowiła. Ujrzał i szedł za Nim drogą.

Myślę często o tej ewangelicznej scenie, gdy rozmawiam z człowiekiem niewierzącym, ale szukającym światła, które by mu rozjaśniło życie. Wielu oczekuje pomocy – nazwijmy to – okulistycznej. Oczekują od tego, do którego się zwracają, jakiegoś zmyślnego zabiegu, który pozwalałby im widzieć. Mówią: oczy są od widzenia, rozum jest od poznawania, trzeba wprowadzić jakąś korektę, by umożliwić oczom widzenie, a rozumowi poznanie. Ale nie ma połączenia z sercem, z miejscem, w którym rodzą się decyzje. Wybitny myśliciel angielski bł. Henry Newman napisał: „Potrzebujemy czegoś wyższego aniżeli tylko równowagi argumentów, by skupić i kontrolować nasz umysł”. To „coś wyższe” to serce, które Newman nazywa sumieniem. To ono pozwala zobaczyć więcej, zobaczyć, że świat to nie tylko przedmioty i słowa, ale także wartości – one są światłem ukazującym najgłębszy wymiar świata, one pozwalają zobaczyć siebie i świat taki, jaki jest naprawdę: pełen obecności Boga. Żebrak Bartymeusz niewidzącymi oczami ujrzał przechodzące Światło, dlatego wołał, by go nie ominęło.

Z dzisiejszej Ewangelii zapamiętajmy ostatnie słowa: „Ujrzał i szedł za Nim drogą”. „Ujrzeć” to dopiero początek; prawda tego, co się zobaczyło, potwierdza się w decyzji. Iść za Jezusem to żyć światłem, którym On jest.

 

Mówiono między poganami: Wielkie rzeczy im Pan uczynił
Mówiono między poganami: „Wielkie rzeczy im Pan uczynił”

Bartymeusz jest szczęściarzem

Tomasz Zamorski OP

Jr 31, 7-9 • Ps 126 • Hbr 5, 1-6 • Mk 10, 46-52

Ktoś powiedział, że przed Bogiem możemy stanąć jedynie jako żebracy proszący o łaskę. I pewnie jest w tym wiele racji. Czy jest tak jednak rzeczywiście? Odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Jesteśmy jak żebrak dlatego, że nas stworzył. A jednak człowiek, żebrak, ów „nikt”, skupia na sobie boską uwagę. Decyduje o tym porządek miłości. Bóg pochyla się na tym, co słabe i kruche. Odczytuje nasz lęk o siebie i swoje życie. Chce uleczyć choroby, a zwłaszcza tę najważniejszą, chorobę śmierci. Bóg po prostu kocha. Bartymeusz jest szczęściarzem. To jego dotknęła uzdrawiająca łaska, to niewidzącego zobaczył Pan. A może należałoby powiedzieć: usłyszał, bo cierpiący Bartymeusz nie tylko czekał. On się modlił, prosił, a nawet krzyczał. Są sprawy, które przed Bogiem trzeba wykrzyczeć, bo tak bolą, bo tak wielka jest niezgoda na to, co nas spotyka. Nasze modlitwy nie muszą być grzeczne, miłe, mają być nasze, a więc prawdziwe. Zanoszone do Stwórcy z poziomu codziennego zmagania się z życiem. Bartymeusz jest szczęściarzem, bo prawdziwie się modli, niczego nie udaje.

Przejmujące jest jeszcze w spotkaniu Jezusa z Bartymeuszem pytanie, które stawia Mistrz z Nazaretu: „Co chcesz, abym Ci uczynił?”. Pytanie to objawia zaufanie Boga do człowieka. Boskie dary są na miarę naszych tęsknot i modlitw. Bartymeusz wie, czego chce. Cudowną jest rzeczą nieść w sobie tak głębokie egzystencjalne pragnienie. Chcieć czegoś, zdecydować się, to już prawie widzieć! Okazuje się, że boskie rozwiązania wpisane są w ludzką tęsknotę!

Bartymeusz jest szczęściarzem, bo w końcu przejrzał. Mógł pierwszy raz w życiu poznać światło, nazwać kolory, zobaczyć świat i twarze otaczających go ludzi. Będzie się teraz na nowo uczył tego wszystkiego i wszystkim będzie się mógł ucieszyć. Bartymeusz jest szczęściarzem, bo był przy właściwej drodze, we właściwym momencie. I dlatego spotkał Światło swojego życia, swojego Mesjasza. Pozwolił się zobaczyć i usłyszeć, bo wytrwale czekał, bo nie zwątpił. To wiara ma moc uzdrawiania.

Bycie żebrakiem to wielka modlitwa zanoszona do Boga o nadzieję, o miłość Boga mimo uciążliwości losu. To dobre miejsce, by nauczyć się siebie, by zawołać Boga.

Bartymeusz jest szczęściarzem, bo dojrzał. W życiu trudno jest stać i czekać z pustymi rękami, i nieustannie prosić. Niczego nie przyśpieszać, nie manipulować. Może dlatego tak często rozmijamy się z Bogiem, zwłaszcza, gdy uczepimy się niewłaściwego pragnienia.

 

Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził
Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził

Akceptacja krzyża

Grzegorz Mazur OP

Jr 31, 7-9 • Ps 126 • Hbr 5, 1-6 • Mk 10, 46-52

Walka z grzechem bywa żmudna. Spowiadamy się, postanawiamy poprawę, próbujemy nawrócenia i… nierzadko nasze wysiłki nie przynoszą rezultatu. Czasami u podstaw niepowodzeń leży brak wiary w możliwość realnej zmiany. Niekiedy nie widzimy dobra, które tracimy przez przywiązanie do grzechu; jesteśmy ślepi na wartości, których realizację uniemożliwia nam słabość.

Bartymeusz pragnie uzdrowienia: głośno i zdecydowanie woła o nie, nie zważając na ludzi chcących go uciszyć. Tytułując Jezusa Synem Dawida, wyznaje wiarę w Jego mesjańskie posłannictwo. A Jezus? Uzależnia swą moc od wiary tych, którzy pragną z niej skorzystać: „Twoja wiara Cię uzdrowiła”. Przejrzałeś, bo uwierzyłeś, że to możliwe, uznałeś swoją ślepotę i zapragnąłeś czegoś więcej. Czy wystarcza mi wiary, by prosić Pana o łaskę przejrzenia? Może boję się tłumu; ludzi, którym zależy na tym, bym milczał i pozostał ślepy?

Grzech zawsze jest skutkiem głębszego nieuporządkowania, niewiary, braku dojrzałości, dlatego nie warto walczyć z nim wprost. Zamiast koncentrować się na skutku, lepiej poznać przyczynę. I właśnie tu często pozostajemy ślepi. Nie widzimy mechanizmów popychających nas ku złu. Nie rozpoznajemy korzenia grzechu, któremu ulegamy. Potrzebujemy uzdrowienia, by umieć zdiagnozować swą słabość.

Eksploracja głębszych rejonów osobowości wymaga ofiary. List do Hebrajczyków mówi o Jezusie Arcykapłanie, który współczuje naszym słabościom. Jezus nie składał ofiar z cielców – ofiarował za nas siebie samego. Liturgia słowa zaprasza nas dzisiaj do takiej całościowej ofiary z siebie. Łaskę uzdalniającą do jej składania otrzymujemy w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii, w której Jezus cały daje się człowiekowi. Kiedy ofiarę swego życia łączę z ofiarą eucharystyczną, Jezus uzdrawia mnie z duchowej ślepoty. Kiedy umieram dla tego, co we mnie grzeszne, On umiera ze mną. Składanie Bogu duchowych ofiar sprawia, że staję się lepszy i wrażliwszy, uzdrawia mój wzrok, pozwala widzieć rzeczywistość Bożymi oczyma.

Bartymeusz po tym, jak przejrzał, „poszedł za Jezusem drogą”. Stał się uczniem. Święty Marek wyraźnie pokazuje w swej Ewangelii cel Jezusowej drogi: jest nim krzyż. Kiedy Pan uzdrawia z duchowej ślepoty, zaprasza do pójścia za Nim, do wejścia na drogę krzyża. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł skłonić” (Łk 9, 58). Wiemy, że Jezus skłonił głowę dopiero na krzyżu. Akceptacja krzyża, uczynienie zeń miejsca odpocznienia i zawierzenia czynią naszą walkę z grzechem skuteczną i płodną.