Jesteśmy jak jazz. Bandą indywidualistów. I w tym nasza siła.

Jestem z zakonu, który zajmuje się zawodowo komunikacją. I to, bagatela – 800 lat.

Jeden z naszych braci powiedział kiedyś, że dominikanie są jak jazz. Dlaczego? Bo życie dominikańskie polega na tym, że to jest banda indywidualistów. Każdy jest inny, ale w tym jest siła. Nie ma siły w tym, że każdy jest podobny.

Każdy gra swoją melodię

Jazz w życiu dominikańskim znaczy, że jeden z nas gra na swoim instrumencie – czyli ze swoimi talentami, możliwościami, umiejętnościami, wrażliwością – taką melodię, jak jaką ma. Tym, który zagrał pierwszy melodię dla nas, był św. Dominik – 800 lat temu.

Następnie bracia zaczęli dołączać się ze swoją wrażliwością, z takimi możliwościami jakie mają, do tej melodii. I jeżeli każdy gra nie tak samo, ale wokół tego samego tematu improwizuje według swoich możliwości, może być z tego naprawdę niezwykle ciekawa muzyka i jazz.

Musisz słuchać całym sobą

Ale żeby grać, trzeba najpierw słuchać. Jeżeli nie słuchasz i niczego nie usłyszysz, tym samym niczego nie przeżyjesz, nie będziesz miał nic do opowiadania. Jazzman Archie Shepp powiedział: „Jeżeli ktoś nic nie przeżył, nie ma nic do opowiadania”.

Dewiza dominikanów brzmi: „Contemplata aliis tradere” (kontemplacja i dzielenie się jej owocami). To jest właśnie kontemplacja, czyli zasłuchanie. Ale wiemy też, że kontemplacja czy słuchanie, to nie jest słuchanie tylko uszami. To jest słuchanie całym sobą.

Kontemplacja jest trwaniem w obecności. Tak samo możemy sobie wyobrazić, że każdy z nas z kimkolwiek się zadaje: czy to będzie Bóg, czy to będzie człowiek, co więcej – czy to będę ja sam. Mogę zobaczyć: wsłuchuję, trwam w obecności, czy nie.

Bo mogę udawać, że słucham. Mogę nawet słyszeć, ale to nie znaczy słuchać, to nie znaczy pozwalać przenikać się temu, co słyszę. Bo po co słuchać, jeżeli nic z tego nie wynika, po co trwać przy kimś, jeżeli to nie na mnie żadnego wpływu?

Nie solo, ale z zespołem

My uczymy się słuchać razem. Możemy być indywidualistami i słuchać tylko sami, ale nasze doświadczenie jest takie, że dużo lepiej słuchasz i rozwijasz się w słuchaniu, gdy pozwalasz sobie robić to wspólnie.

To jest właśnie ten jazz. Jeżeli nie grasz tylko solo – ale masz odwagę wyjść i zagrać z innymi, z tymi, których nie znasz, ale jednocześnie z tymi, których odważysz się słuchać, odważysz się wpuszczać ich do swojego wnętrza, do swojego życia – będziesz grał inaczej, niż do tej pory. Bo każdy nowy muzyk, każdy nowy człowiek, która włącza się w tę wspólnotę, w zespół, zmienia tę muzykę.

Głosisz coś, czego nie znasz

To jest hasło naszego Zakonu: „Laudare, benedicere, praedicare”. To znaczy: „Chwal, błogosław, głoś”.

Ja tak to rozumiem, że aby głosić Dobrą Nowinę, musisz mieć za dobrego Boga, musisz mieć za dobrego drugiego człowieka, do którego mówisz. Wtedy będziesz głosił Dobra Nowinę.

Jeżeli Bóg będzie zły, będziesz do człowieka głosił złą nowinę. Jeżeli człowieka będziesz widział jako złego, będziesz do niego głosił złą nowinę. A tak naprawdę, nie będziesz głosił żadnej nowiny. Bo nowina – jak sama nazwa wskazuje – jest czymś, czego nie znasz.

Samą prawdą możesz zabić

Jeszcze jedno hasło związane z naszym Zakonem: „Veritas”, czyli „prawda”. Ale też miłość – caritas.

Chodzi o to, że masz głosić prawdę, I to nie samą prawdę, ale prawdę i miłość. Cóż to jest prawda bez miłości? Prawda bez miłości zabija. Jeżeli komuś powiesz nawet prawdę w oczy. Ale nie dlatego, że go kochasz i chcesz dla niego dobrze – zabijesz go.

Jeżeli będziesz mówił kocham, ale to będzie nieprawdziwe – ma to krótkie nogi i do niczego cię nie doprowadzi.

Tylko te dwie rzeczy razem: prawda i miłość dają skuteczność. I to w tym najgłębszym tego słowa znaczeniu: czyli, że ja wpłynę na człowieka i on się zmieni na trwałe, ale też w dobrym kierunku – tak, że jemu samemu będzie z tym dobrze. Jeśli się zmieni tylko dlatego, żeby tobie było dobrze – nic z tego nie wyniknie.

Kiedy gram fałszywie?

Pierwsze zdanie znanego „Hymnu o miłości” brzmi: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”.

Czyli będę grał fałszywie.

Co znaczy grać fałszywie? To znaczy kłamać. Jeżeli byś nawet mówił najwdzięczniej, najpiękniej z ludzi czy nawet z aniołów, ale jeżeli nie masz miłości – a za tym stoi też: i ciekawości – do drugiego człowieka: będziesz fałszywy i będziesz kłamcą.

fot. youtube/TedxTalks