Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Effatha – otwórz się! Słyszymy z Ewangelii tyle, ile chcemy usłyszeć, ile pasuje do naszej koncepcji. Oto przychodzi mężczyzna do kościoła, klęka przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, wali się w piersi aż dudni w całej świątyni, odmawia różaniec, oddając cześć Najświętszej Panience, po czym wraca do domu i spuszcza łomot swojej żonie… i żadnych zgrzytów nie doświadcza. Inny popularny przykład głuchoty: Pan Bóg nie może być przeciwnikiem moich poglądów politycznych, w związku z czym Pan Bóg zostaje dostosowany do mojej opcji politycznej, do moich preferencji.
A Bóg zawsze przychodzi i rozsadza nasze wyobrażenia o sobie.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze?
 Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze?

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Hej, małoduszni

 Tomasz Biłka OP

Iz 35, 4-7a • Ps 146 • Jk 2, 1-5 • Mk 7, 31-37

Wzrok daj mi widny i słuch czuły Twych słów. Długo byłem niemy. Mam dość.

Tak właśnie modliłem się przed wieloma laty. Przypomniałem sobie tę modlitwę, czytając dzisiejsze słowo z Księgi Izajasza oraz perykopę o uzdrowieniu głuchoniemego z Ewangelii Marka. Pan wysłuchał mojej modlitwy. Otworzył mi oczy, abym zobaczył, jak wielu pięknych ludzi jest wokół mnie, jak wiele dobra. Otworzył mi uszy, abym słyszał i rozumiał Jego miłosne wołanie. Jak dziecko na nowo uczyłem się mówić szczęśliwie. Wszystko we mnie tańczyło. Poznałem taką radość.

Czytam teraz proroctwo Izajaszowe, odnajdując się jako jeden z małodusznych, do których skierowane są takie słowa: „Odwagi! Nie bójcie się! / Oto wasz Bóg, oto pomsta; / przychodzi Boża odpłata; / On sam przychodzi, by was zbawić” (Iz 35, 4). Czytam o Bożym sądzie. Bez lęku, bez wątpliwości, ze szczerym pragnieniem, aby On już nadszedł, abyśmy „zobaczyli chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga” (Iz 35, 2). To jedno się zmieniło przez ten czas. Wiem już, że przeznaczeniem moich oczu jest widzieć Jego oblicze, uszy są do słuchania Jego słów, język ma wielbić, a ciało skakać przed Nim. Do wielbienia wyzwolił nas Pan.

Cała moja nadzieja w ostatnim czasie wyraża się w wołaniu o sąd. Chcę, aby On sam mnie osądził, sam oddzielił, co we mnie ziarnem, od tego, co plewą. Prawdziwie dopiero wtedy, jak chce Izajasz: „przejrzą oczy niewidomych / i uszy głuchych się otworzą. / Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń / i język niemych wesoło wykrzyknie” (Iz 35, 5–6). Tym sądem będzie widzenie Jego świętego Oblicza. Samo to. Wierzę, że widok pięknego Jezusa pociągnie mnie ku Niemu samemu. Ufam Tobie, Jezu.

 

Włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka
Włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka

Co widzimy, co słyszymy?

Wojciech Czwichocki OP

Iz 35, 4-7a • Ps 146 • Jk 2, 1-5 • Mk 7, 31-37

W te wakacje płynąłem statkiem. Rejs ze Świnoujścia do Kopenhagi, pierwszy raz tak daleko. Elegancki prom, noc na morzu, po horyzont rozpostarty atłas wody, żadnej zmarszczki. Długie refleksy zachodzącego słońca kładły się na bezkresnej płaszczyźnie. Wyglądało to jak gigantyczna scenografia teatralna.

Następnego dnia zwiedzaliśmy miasto. Zwarta grupa turystów, podobna do tych, które tak śmieszyły mnie we Wrocławiu. Dziarskim krokiem zaliczaliśmy kolejne, zaznaczone na mapie czerwonym flamastrem miejsca warte zobaczenia. Melancholijna syrenka na kamiennym cokole, o który rozbijały się fale, pałac Rosenborg w pachnących różami królewskich ogrodach, Amalienborg i wykrzykujący komendy gwardziści w wielkich futrzanych czapach, dom Andersena, którego baśnie naznaczyły moje dzieciństwo skłonnością do nostalgii, tysiące kanałów, jachtów, starych żaglowców i rowerów.

Zobaczyć, wszystko trzeba zobaczyć, zapamiętać, zrobić zdjęcie. Przez moment uległem wrażeniu, jakby całe to miasto było przygotowane dla nas do zwiedzania. A przecież ludzie żyli tu swoim życiem. Oni byli tu u siebie, a my staliśmy się jedynie przypadkowymi widzami ich codzienności.

W naszej grupie był Krystian. Autystyczny chłopak w towarzystwie mamy o zmęczonej twarzy, stukającej butami na bardzo cieniutkich obcasikach. Krystian robił wrażenie nieobecnego, kiwał się, mruczał coś sam do siebie, czasem siadał na ziemi albo nagle zaczynał głośno klaskać. Gdzie był? Co słyszał? Nie mieliśmy dostępu do jego świata. Przecież to nie ma sensu, męczyć tak dzieciaka, który i tak nic nie rozumie, denerwowała się przewodniczka, paląc cienkie, damskie papierosy. Ależ on rozumie, on wie, byliśmy już w Wenecji i Rzymie, odpowiadała mama o zmęczonej twarzy i dało się wyczuć, że nie pierwszy raz musi się tak tłumaczyć. Czy miała jakieś dojście do jego wnętrza, jakiś szczątkowy kontakt, niewielkie przeczucie? A może wierzyła, że nowe wrażenia coś otworzą, uchylą drzwi i wąski promień światła wydobędzie cokolwiek z mroku zamkniętego pokoju?

„Otwórz się” – powiedział Jezus do głuchoniemego. Na boku, osobno, palce włożył w uszy, śliną dotknął języka. Bliski kontakt, niemal intymne dotknięcie. Ile trzeba, żeby przywrócić nas rzeczywistości? Zakończyć spektakl w teatrze lęków, zawrócić nas z ucieczki w światy misternych konstrukcji wyobraźni?

 

Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata!
Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata!

Dziwne kalectwo

Maciej Soszyński OP

Iz 35, 4-7a • Ps 146 • Jk 2, 1-5 • Mk 7, 31-37

Cieszy mnie fakt, że coraz więcej uwagi poświęca się osobom niepełnosprawnym i upośledzonym. Niewątpliwie jest to wskaźnik normalnienia społeczeństwa, które ogarnia swoją troską również tych najbardziej potrzebujących i zdanych na ludzką pomoc. Wiele mamy jeszcze do zrobienia. Niemniej już teraz dobrze wyprofilowany zjazd na skrzyżowaniu, niskopodłogowy autobus czy finansowe wsparcie na wychowanie w normalnej rodzinie upośledzonego dziecka napawają radością.

Zdarza się, że dopiero osobiste spotkanie z ludzkim bólem i kalectwem zmieniają nasze myślenie bądź postawę wobec ludzi dotkniętych przez los. Za każdym razem, kiedy na ulicy widzę niepełnosprawnych, rodzi się we mnie naturalny odruch dziękczynienia Bogu za to, co posiadam i kim jestem. Jest mi również trochę wstyd, że aż takiej konfrontacji potrzebuję, aby wzbudzić w sobie ducha dziękczynienia.

Fragment o uzdrowieniu głuchoniemego poza kolejnym aktem dziękczynienia za sprawność fizyczną pobudził mnie do refleksji nad inną formą kalectwa. Na pierwszy rzut oka nie do zauważenia, podobnie jak nie do rozpoznania jest w tłumie głuchoniemy, dopóki się z nim nie zacznie rozmowy. Objawia się zupełnym zamknięciem i niezdolnością do wypowiadania prawdy o Bogu, świecie, a zwłaszcza o sobie. Taki kaleka, choć ma narząd słuchu, nie jest w stanie usłyszeć słów o kochającym Ojcu, który pragnie z miłosierdziem pochylić się nad jego słabością i trawiącymi go chorobami. Woli nasłuchiwać informacji o światowym spisku, o Kościele, który jest niedzisiejszy i tylko utrudnia mu życie, czy o ludziach, którym w żadnym wypadku nie należy ufać. O wiele lepiej i wyraźniej słyszy zapewnienie, że jego życie nie ma sensu, a on sam w nim jest na pozycji przegranej.

Nie lepiej idzie mu z mówieniem. Na pytanie, co się z tobą dzieje, odpowiada pustym banałem w stylu: „Wszystko w porządku”, „Jakoś leci” czy „Proszę o inny zestaw pytań”. Gdzieś jednak w głębi serca w swoim osamotnieniu cierpi z powodu niemożności powiedzenia o tym, co go porusza. Jest jak niemy, który otwiera usta, ale nie wydaje dźwięku. Straszne to kalectwo, które może trwać latami, a co gorsza, nie być zauważane. Uleczyć je może tylko jedno. Odważne usłyszenie prawdy o sobie, które mnie nie zabije, ale rozwiąże język na tyle, że będę w stanie w pełnym zaufaniu wypowiedzieć całego siebie, a może i poprosić o pomoc.

Do tych wszystkich głuchoniemych przychodzi Pan Jezus i mówi: – Effatha! – Otwórz się! Zaufaj. Nie bój się słuchać i mówić o miłości, bo Ja jestem Panem, który przywraca wzrok ociemniałym, dźwiga poniżonych, kocha sprawiedliwych i strzeże przybyszów.