I obietnica przemiany ciała poniżonego przez grzech

Dzisiejsze święto zaprasza nas do przyjrzenia się tekstom liturgicznym. Święty Marek ukazuje nam Jezusa, który bierze ze sobą na wysoką górę apostołów : Piotra, Jakuba, Jana i tam w ich obecności się przemienia. Dla Marka najważniejszym jest ukazanie zmiany odzieży Jezusa, które stało się lśniąco białe. W ten sposób Jezus upodobnia się do Boga, który w wizji proroka Daniela ma szatę białą jak śnieg, a włosy Jego głowy były jakby z czystej wełny (por. Dn 7,9).

 

Sam Jezus w wizji Jana ma również głowę i włosy białe jak biała wełna, jak śnieg (por. Ap 1,14). Według świętego Łukasza przemienienie dokonało się w czasie modlitwy Jezusa (por. Łk 9,29), a według świętego Mateusza – twarz Jezusa zajaśniała jak słońce (por. Mt 17,2).

 

Tak również widział Jezusa Jan na wyspie Patmos: „Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy” (Ap 1,16). Myślę, że warto odczytywać te teksty w świetle słów świętego Jana: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5) i w świetle słów samego Jezusa: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12).

 

Wizja Daniela dotyczy przede wszystkim attik iomin, czyli „podeszłego w latach” – to znaczy Boga w postaci starca siedzącego na ognistym tronie; ma On sądzić bestie, a szczególnie czwartą – najstraszniejszą. Tekst mówi: „Patrzałem, aż zabito bestię; ciało jej uległo zniszczeniu i wydano je na spalenie. Także innym bestiom odebrano władzę, ale ustalono okres trwania ich życia co do czasu i godziny” (Dn 7,11-12).

 

Po tym sądzie pojawia się na obłokach nieba Ktoś podobny do człowieka (dosłownie – „jak syn człowieka”) i otrzymuje od Boga „panowanie, chwałę i władzę królewską” (Dn 7,14). Jest to scena podobna do pojawienia się Baranka w Księdze Apokalipsy: „On poszedł, i z prawicy Zasiadającego na tronie wziął księgę” (Ap 5,7). To niejasne sformułowanie: „jak syn człowieka” zapowiada przyjście Jezusa, który według hymnu chrystologicznego świętego Pawła: „Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka” (Flp 2,7).

 

Przemienienie na Górze Tabor to przede wszystkim spotkanie Jezusa z Bogiem Ojcem, który naucza apostołów: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (Mk 9,7). Przemienienie to również spotkanie z Mojżeszem i Eliaszem. Dla apostołów są to katechezy na temat życia wiecznego i Starego Testamentu. Nie objawiają się im duchy Mojżesza i Eliasza – ale oni sami, prawdziwi ludzie, tylko przemienieni.

 

Tak mówi o tym święty Łukasz: „A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim” (Łk 9,30-32).

 

Słowo doksa – to znaczy „chwała” wskazuje na stan przemienienia Jezusa, Mojżesza i Eliasza. W ten sposób Jezus objawia apostołom prawdę o życiu wiecznym ludzi, którzy żywi i prawdziwi rozmawiają z Nim na temat bliskiego już Ukrzyżowania. Są to ludzie ze Starego Testamentu, którzy swoim autorytetem potwierdzają autorytet Jezusa i uczą o pełnej ciągłości między Starym i Nowym Testamentem, między prorokami Starego Testamentu i Jezusem – prorokiem zapowiedzianym przez Mojżesza: „Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał” (Pwt 18,15). Zwróćmy uwagę na zgodność między Bogiem i Mojżeszem – nakazują oni posłuszeństwo wobec Jezusa.

 

Kluczem do rozumienia Przemienienia może być znakomity tekst świętego Tomasza z Akwinu. W ST IIIª q. 45 a. 1 co. pisze: „Pan po zapowiedzeniu swej męki prowadzi swych uczniów do poznania jej skutków. Trzeba w jakiś sposób poznać cel podróży, jeżeli się chce iść do niego bez błądzenia. Podobnie i strzelec nie wypuszcza strzały w sposób prawidłowy, jeżeli przedtem nie dojrzy punktu, w który ma trafić. Stąd słowa Tomasza: »Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę?« Znajomość taka jest konieczna, zwłaszcza przy drodze trudnej i uciążliwej, która po męczącej podróży ma doprowadzić do radosnego końca. Chrystus zmierzał przez mękę do osiągnięcia chwały. Celem nie była wyłącznie chwała duszy, posiadana przezeń od pierwszej chwili Jego poczęcia, lecz również uwielbienie ciała, stosownie do Jego własnych słów: »Trzeba było, aby Chrystus cierpiał, i tak wszedł do chwały swojej«. Do tego celu Chrystus prowadzi tych, którzy idą śladami Jego męki, bo jak czytamy – »poprzez wiele utrapień trzeba nam wejść do Królestwa Niebieskiego«. Dlatego słusznie Chrystus pokazał uczniom jasność swej chwały (na tym wszak polegało Jego Przemienienie), do której miał dopasować należących do Niego, według słów Apostoła, że Chrystus »przemieni ciało naszego uniżenia i upodobni je do ciała jasności swojej«. Było to, jak mówi Beda, dzieło »czułej troski i przewidywania, żeby pogrążając na moment w radości wiecznej kontemplacji uodpornić ich na znoszenie trudów«”.