Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

fot. flickr.com / Chris Yarzab

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Odchodzimy… Może nas obruszać to, że Pan Bóg bywa czasami tak mało konkretny albo nie na te czasy, albo jakoś nam nieprzyjazny, albo zbyt wymagający. Ale jedno jest pewne: jeśli spróbujemy się nawracać, spróbujemy pójść drogą Jego przykazań, które nie są ciężkie, to otrzymujemy coś większego – dar życia wiecznego. Bóg zawsze uszanuje twoją wolność, pozwoli ci odejść, ale nie znaczy to, że nie będzie cię ciągle poszukiwał.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Czyż i wy chcecie odejść?
 Czyż i wy chcecie odejść?

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Do kogóż pójdziemy?

 Jan A. Kłoczowski OP

 Joz 24, 1-18 • Ps 34 • Ef 5, 21-32 • J 6, 54. 60-69

Wydawało się, że zwycięstwo było zupełne. Tłumy słuchające Mistrza na pustyni zostały w cudowny sposób nakarmione chlebem i pełne entuzjazmu ogłosiły Go królem. Każdy chciałby mieć takiego króla. Ale On się usunął i wszyscy poczuli się rozczarowani – jak mógł tak zawieść rodaków, którzy mu zawierzyli swoją nadzieję? A nadzieja była ogromna, nawet po Jego śmierci idący do Emaus spłoszeni uczniowie żalili się: „A myśmy się spodziewali!”. Zmieszani, choć jeszcze nie zawiedzeni uczniowie wsiedli do łodzi, by popłynąć do Kafarnaum, spodziewali się bowiem Go tam znaleźć, a za nimi podążyli także ci, którzy nie wyrzekli się resztek oczekiwań.

Mistrz rzeczywiście tam się udał i w najbliższą sobotę nauczał w miejscowej synagodze. A co tam usłyszeli? Niejasną obietnicę wskrzeszenia w dniu ostatecznym, ale za cenę spożywania Jego ciała i krwi. W dzień ostateczny wierzyli, ale jasne było dla nich, że radości nowego życia dostąpią ci, którzy przestrzegają Prawa mojżeszowego. Czym miało być owo „ciało i krew”? Czy można im się dziwić, gdy powiedzieli, że „trudna jest ta mowa”?

A On poszedł dalej: „Duch daje życie, ciało na nic się nie przyda”. I jakby chcąc ich złapać w pułapkę, Mistrz dodał, że Jego słowa są duchem i życiem. To, czego się spodziewali, było konkretne i zrozumiałe – chcieli chleba dla wszystkich i wolności od Rzymian. A jego obietnice były mgławicowe. Więc odeszli!

Dla Dwunastu była to wielka próba: rozumieli oczekiwania rodaków, ale znali już trochę Mistrza i przeczuwali głęboki sens Jego słów, jeszcze dla nich nieuchwytny. I gdy Jezus zapytał: Czy wy też chcecie odejść? – Piotr jeszcze raz rzucił się na głębię: „Panie, do kogóż pójdziemy?”. Uwierzył, że Bóg nie spełnia ludzkich oczekiwań, tylko swoje obietnice, że Jego drogi nie są drogami ludzi i dlatego przynoszą zbawienie. „Ty masz słowa życia wiecznego”.

 

Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół
Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół

Ostra jazda bez trzymanki

Michał Murzyn OP

Joz 24, 1-18 • Ps 34 • Ef 5, 21-32 • J 6, 54. 60-69

Kiedy byłem niesfornym uczniem technikum, lubiłem jeździć autobusami komunikacji miejskiej bez używania poręczy czy innych przyrządów służących do stabilnego podróżowania. Ruch autobusu miotał bezwładnym ciałem po całym pojeździe, rzucając co chwila na innych pasażerów, wzbudzając w nich zgorszenie oraz jednoznaczne oceny dotyczące aktualnego wychowania młodzieży.

Dzisiejsza Ewangelia jest zaproszeniem do odbycia takiej podróży. Życie oparte na realnej obecności Boga w Eucharystii czy wiara w życie wieczne są treściami, które dla siedzących spokojnie w autobusie Kościoła pasażerów mogą być trudne do przyjęcia. Dla wielu szaleństwem wydaje się życie wiarą, które tak bardzo odstaje od tego, co uznaje się za racjonalną czy powszechną normę zachowań. Przypomina to właśnie jazdę autobusem bez trzymanki. Te prawdy człowiekiem rzucają. Ich siła jest tak wielka, że trudno wysiedzieć grzecznie w jednym miejscu.

Niedawno odprawiałem mszę świętą w więzieniu. Zapytałem penitencjariuszy, czy mają przyjaciela gotowego oddać za nich życie? Był to jedyny moment, w którym kazanie poruszyło słuchaczy. Prawda o Bogu, który oddał życie i zmartwychwstał, nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Gdy słyszymy słowa: „Czy i wy chcecie odejść?” (J 6, 67), wówczas nasuwa się pytanie o to, czy chcemy odbyć tę podróż, opierając się na słowach, które „są duchem i życiem” (J 6, 63). Życie z ducha jest wyprawą niezbyt wygodną, często można nabić sobie guza i zostać przez współpasażera potraktowanym obcesowo.

Tymczasem Bóg oczekuje, że dojedziemy do końcowego przystanku z napisem „Królestwo niebieskie” „nie mający skazy czy zmarszczki” (Ef 5, 27). Wszyscy, jadąc autobusem życia, ścieramy się, rozmawiamy, debatujemy, kłócimy się. Dlatego w słowach drugiego czytania otrzymujemy wzór tworzenia wspólnoty podróżnych. Ideał miłości małżeńskiej oparty jest na autorytecie samego Jezusa, który kocha każdego człowieka i cały Kościół. Oddanie życia za człowieka jest realizacją tej miłości. Oddanie życia to często nie krwawe męczeństwo, ale każdy wysiłek zmierzający do szukania dobra drugiego człowieka, a umniejszania siebie samego, własnych zachcianek czy przywiązania do własnych planów.

Miłej podróży!

 

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu

Trzy refleksje

Tomasz Dostatni OP

Joz 24, 1-18 • Ps 34 • Ef 5, 21-32 • J 6, 54. 60-69

„My również chcemy służyć Panu”. Wierność na co dzień, w małych sprawach. Wierność Ewangelii, ale także własnemu, dobrze uformowanemu, sumieniu to przejaw naszej służby. Wierność zasadom, które się wyznaje, poglądom, które się głosi, ale zarazem wierność drugiemu człowiekowi, którego się kocha. Wierność przyjacielowi, z którym się przeszło kawałek drogi. Wierność tym wezwaniom, które każdego rana odkrywamy. Te wszystkie wierności uczą nas służby Panu poprzez bycie z drugim człowiekiem. To jest powołanie do bycia chrześcijaninem nie tylko od święta, ale każdego dnia i tak bardzo konkretnie wtedy, kiedy nikt nie widzi, poza Ojcem, który jest w niebie. Bogu samemu służymy, bez względu na to, co pomyślą, czy co o nas powiedzą inni.

„Miłość, jest pragnieniem dobra, pragnieniem szczęścia dla drugiego człowieka” – tak kiedyś powiedział św. Tomasz z Akwinu. Miłość małżonków, miłość w rodzinie zakłada najpierw umiejętność dostrzeżenia, co jest dobrem dla tego drugiego. Zakłada także wrażliwość, spojrzenie, które pozwala ujrzeć ludzi potrzebujących naszej pomocy, może czasami tylko naszej życzliwości, czy też serdeczności, a może tylko – albo aż – naszej obecności. To wszystko dotyczy najpierw tych, którzy są nam najbliżsi, z którymi żyjemy na co dzień. Święty Paweł bardzo konkretnie mówi, że Chrystus jest tym, który nas pierwszy umiłował i zawsze nas kocha. Miłość Chrystusa do każdego z nas jest zawsze nieodwołalna, nawet jeśli odwracamy się od niego poprzez nasze grzechy, słabości i upadki. On kocha nas zawsze. Miłość małżonków, jedna i nierozerwalna jest dojrzałą odpowiedzią na tę miłość Chrystusa do każdego z nas i do Kościoła.

„Trudna to jest mowa”. Te słowa zaskakują, bo przecież mówią o Ewangelii. O dobrej nowinie. O radosnej nowinie. Być chrześcijaninem to również chodzić za Chrystusem. Naśladować Go. Droga do zmartwychwstania prowadzi przez krzyż. Często chcielibyśmy, aby nasze życie było lekkie i przyjemne. Nie wiemy, że człowiek odnajduje szczęście wtedy, gdy jest bardzo intensywnie dla drugich. „Tyle jest mnie samego, ile jest mnie w drugich”. „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. Te stwierdzenia choć proste, wyrażają prawdę, która kiedy ją zrozumiemy, czyni z nas ludzi szczęśliwych. Ewangelia jest dla nas drogą prowadzącą do tego szczęścia. Pokusa odejścia czy też porzucenia Ewangelii jest także żywa. Tak jak żywe są słowa Jezusa: „Czyż i wy chcecie odejść?”. Obyśmy umieli odpowiadać za św. Piotrem: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.