Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Mogę uwolnić się od uwarunkowań, konwenansów, kontekstów, w których zamyka mnie moje doczesne życie. Nie muszę się o nie już tak bardzo martwić, pamiętając o tym, że mam moc odzyskać swoje życie – Jezus to gwarantuje. Moje życie nie musi być podległe takim czy innym dyktatorom: małym i wielkim, korporacyjnym, państwowym, pseudoreligijnym. Mogę stać się rzeczywiście człowiekiem wolnym. Takiej wolności, jaką proponuje Jezus, świat nie daje. I to jest propozycja dla wszystkich.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym
 Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Dobry pasterz

 Jan Andrzej Kłoczowski OP

 Dz 4, 8-12 • Ps 118 • 1 J 3, 1-2 • J 10, 11-18

Piękne panie z francuskiej – i nie tylko – arystokracji lubiły pasać baranki. Baranki były wymyte, olśniewająco białe, przepasane kolorowymi szarfami, pasły się na obfitujących w dorodną trawę parkowych łąkach.

Boli mnie to, że taki dworski obrazek przeniknął do pobożnej ikonografii, malującej dobrego pasterza w podobnie różowym stylu, obrażającym dobry smak. Bo pasterstwo prawdziwe nie jest tak łatwą zabawą. Stado owieczek nie jest zdyscyplinowanym oddziałem żołnierzy czy grzecznym korowodem trzymających się za rączki przedszkolaków. Owieczki pilnują stada, ale stada trzeba strzec, żeby nie powędrowało na niebezpieczne ścieżki. Tłuste owieczki to smaczny kąsek dla wilczego apetytu, a przebrana za pasterkę dworska panienka nie jest przygotowana do obrony swego stada.

Prawdziwy pasterz musi być doświadczony i czujny, musi wiedzieć, co to znaczy uważnie obserwować stado, którym się opiekuje, i umiejętnie strzec przed niebezpieczeństwem, samemu też się na nie bez potrzeby nie narażając.

Gdy przyjdzie mu szukać zaginionej owcy, musi się przedzierać przez gęste zarośla, wspinać po niegościnnych zboczach. A znaleziona owca jest poraniona i umorusana, śmierdzi brudem. Jest ciężka i trudno ją dźwignąć, by położyć ją sobie na karku; droga powrotna jest męcząca i niebezpieczna.

Gdy wreszcie dotrą do stada, radość wszystkich jest ogromna. Wszystkich? Owce prawie nie zauważyły, że jedna z nich się zagubiła, każda jest przecież zajęta troską o własną trawkę. Podobno jest uciecha wśród aniołów w niebie, ale one jako duchy czyste nie znają mozołu pasterza uganiającego się za zgubą.

Pochylam się nad cichą radością zmęczonego pasterza, który zdjąwszy z barków ocalałą owieczkę, ostrożnie i pieczołowicie opatruje jej rany, starannie obmywa. Bo dla niego każda jest ważna, a szcze- gólnie ta najtrudniejsza do upilnowania. I słyszę, jak mówi jej do ucha: „I po co ci to było? Nie właź w krzaki, tam nie ma nic do jedzenia, tam tylko wilki i kamienie!”.

 

Nie ma w żadnym innym zbawienia
Nie ma w żadnym innym zbawienia

Umowa bez aneksu

Wojciech Czwichocki OP

Dz 4, 8-12 • Ps 118 • 1 J 3, 1-2 • J 10, 11-18

Pasterz to postać żyjąca bardziej w naszej wyobraźni karmionej bukoliczną poezją i ewangelicznymi przypowieściami niż człowiek z krwi i kości, którego znalibyśmy z codziennego doświadczenia. Czasem pojawia się w bożonarodzeniowych jasełkach. Ubrany w obowiązkowy kożuch, udawaną gwarą przekonuje nas o swojej prostej i szczerej wierze. Czasem schodzi z wysokiej połoniny huculskich mitologii Stanisława Vincenza. Mój pasterz wyłonił się z mgły, gdzieś w okolicach Hali Miziowej. Poprzedzał go beczący kierdel owiec zdziwionych obecnością zagubionych turystów. Na końcu szedł on. Niedbale, leniwie, jakby przechodził z kuchni do pokoju. Kozikiem strugał jakiś kawałek drewna. Prawie nas nie zauważył. Nie byliśmy z jego świata, obcy wobec zimnych nocy w górskich szałasach, mokrej trawy, gryzącego w oczy dymu z ogniska. Zniknął tak, jak się pojawił. Jego brudne, niechlujne ubranie stawało się coraz mniej wyraźne, aż w końcu rozpłynął się we mgle. Chyba tylko przez moment próbowałem zestawić jego postać z alabastrowymi figurkami młodzieńca w krótkiej tunice z przewieszoną przez ramię torbą i owieczką na ramionach, czy kolorowymi malowidłami uśmiechniętego Jezusa w nieskazitelnie białej sukni z tulącym się do Niego stadkiem równie białych owiec.

A jednak jest pasterzem. Wyraźnie lubi to porównanie. W pasterskiej kulturze dawnego Izraela nie było ono tak egzotyczne jak dziś. Wpisane w starotestamentalną tradycję przedstawiającą Jahwe jako troskliwego pasterza żyło w religijnej wyobraźni słuchaczy Jezusa. Z naciskiem powtarza: „Jestem pasterzem, nie najemnikiem”. Jakby chciał powiedzieć: „Zobacz, nasza relacja jest prostsza, niż myślisz. Nie zarabiam na tobie, nie wykorzystuję ciebie dla swoich korzyści. Tu nie ma żadnego drugiego dna. Zależy mi tylko na tobie. Żebyś żył naprawdę”.

Nam, pognębionym przez życiowe porażki, wielokrotnie oszukanym, zawiedzionym, wykorzystanym przez innych, ta prosta relacja wydaje się prawie niemożliwa. Z jednej strony żyje w nas tęsknota, żeby być dla kogoś tak bezwarunkowo najważniejszym. Z drugiej jednak podejrzliwość nie pozwala nam na proste zaufanie. Myślimy, że pewnie jest jakiś aneks do tej umowy, jakaś gwiazdka odsyłająca do pisanych maleńkim druczkiem niekorzystnych warunków, jakieś „tak, ale”. Tymczasem nie ma nic. Nic poza miłością, aż do oddania życia. Niekiedy rodzi się w nas wiara w taką miłość, żeby za chwilę rozpłynąć się znowu we mgle.

 

Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest
Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest

Jestem pasterzem

Jacek Buda OP

Dz 4, 8-12 • Ps 118 • 1 J 3, 1-2 • J 10, 11-18

Ja jestem dobrym pasterzem. Jestem tym, który się troszczy o swoje stado. Nie przychodzę do Ciebie jako najemnik. Nie jestem lobbystą, nie będę wywierał na Ciebie nacisków, nie pokażę Ci kija ani marchewki, nie będę Cię kusił karierą, nie będę udawał, że się opiekuję Twoją rodziną. Jestem pasterzem.

Nie prowadzę kampanii reklamowej – nie będę wykorzystywał Twoich wad ani zalet, nie posłużę się Twoimi emocjami, nie zasypię Cię statystyką, nie przypomnę Ci Twojej pierwszej miłości, nie zamknę Tajemnicy w jednym, zgrabnym zdaniu. Jestem pasterzem.

Nie jestem politykiem – nie będę zabiegał o Twoje poparcie, nie będę składał wielu obietnic, nie pokażę Ci programu na następne cztery lata.

Ja jestem Prawdą i Życiem. To, co mam Ci do dania, jest zbyt wielkie, by Cię obrażać przez przekonywanie; chociaż zawiera w sobie odpowiedź w kwestii życia i śmierci. Może dać Ci cel życia oraz pokój tym, których kochasz najbardziej…

To jest zbyt wielkie, by próbować Cię poniżać przez usilne namowy, chociaż zawiera w sobie moc wyprostowania Twojego charakteru i uleczenia lęków, chociaż otwiera drogę do największych uniesień, chociaż ocala ludzkość, jest najgłębszą mądrością. To właśnie ten dar był początkiem Twojej miłości…

Przychodzę, aby Ci opowiedzieć o Tajemnicy Ojca. Ja znam moje owce, ale o ileż bardziej zna je Ojciec. Zna je, jak tylko Ojciec znać potrafi: zna ich wszystkie możliwości i talenty, zna ich wahania i samotności i z wielką dumą patrzy, jak wzrastają. Poznał je w tak dużym stopniu, że w wielkiej energii tego spotkania one uczą się poznawać siebie. On, który jest Dawcą życia, uczy je dawać życie; On, który jest Stwórcą, uczy je tworzyć.

Ja znam Ojca i On zna mnie, i my jesteśmy jedno, dlatego chcę, abyś w tej jedności odnalazł siebie i swoich braci, i siostry. Ja znam Ojca, dlatego idę do Niego przez moją śmierć i zmartwychwstanie. Nie bój się pójść za Mną. Nie bój się jeszcze raz wyznać swoich grzechów, nie poddawaj się znużeniu w codziennym odnawianiu swojego daru miłości, zwłaszcza tej, którą ofiarowałeś już może wiele lat temu, nie rezygnuj z uczciwości i prawdy, nie łam wierności.

Ojciec miłuje mnie, bo oddaję życie za moje owce. Rozejrzyj się i zobacz, że są tajemnice, na których można się oprzeć, można na nich zbudować życie. Są takie tajemnice, za które trzeba oddać życie. Kiedy odważysz się tak bardzo zaufać, wtedy odzyskasz życie, bardziej niż kiedykolwiek je miałeś. Uwierz, że będziesz umiał mi odpowiedzieć. „Ja jestem dobrym pasterzem”.