Panie Jezu, daj nam zrozumieć Pisma, niech pała nasze serce, gdy do nas mówisz.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Jak bardzo potrzebujemy pokoju, ile w nas jest nieszczęścia i trwogi życia. Pokój, który Jezus chce nam dać, to nie jest tylko emocjonalne uspokojenie — to jest głęboki pokój ducha związany z pojednaniem: Chrystus jedna mnie z Bogiem Ojcem, pomaga mi pojednać się z samym sobą i z innymi. Im dłużej żyję, tym częściej widzę, jak bardzo ludzie nie są pojednani sami ze sobą, nie akceptują siebie, nie akceptują swojego życia, swojej historii życia. A przecież Zmartwychwstały przychodzi do nas konkretnie w tym naszym życiu i w tej konkretnej historii…

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli
Piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
On żyje

Łukasz Popko OP

Dz 3, 31-15. 17-19 • Ps 4 • 1 J 4, 2. 4-9 • Łk 24, 35-48

Exegi monumentum…, „Będzie zawsze żył w naszej pamięci”, „Żyje w swoich dzieciach” – wszystkie te hasła umieszczane na wieńcach pogrzebowych są potwierdzeniem śmierci wspomnianej osoby, bladą pociechą. Tymczasem Ewangelia upewnia nas, że zmartwychwstanie Jezusa nie jest jedynie jakimś wewnętrznym wydarzeniem w umyśle uczniów. Stwier- dzenie, że Jezus żyje, dzielą lata świetlne od minorowego: „Żyje w naszej pamięci”. Takie życie to jedynie metafora, zgodnie z którą owo życie zależy całkowicie ode mnie – pamiętającego. Nie tak jest z Jezusem Zmartwychwstałym.

Właściwie jest dokładnie na odwrót. Na przykład, krzyknę: „To żyje!”, kiedy coś, co wcześniej uznałem za kamień, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zaczyna się poruszać; bez mojej ingerencji i poza moją kontrolą. Ewangelia nie pozostawia wątpliwości, że Jezus jest całkowicie panem sytuacji. Pojawia się tam, gdzie chce i kiedy chce; nawet zupełnie nieproszony i nieszukany. Musi ożywiać właśnie dlatego, że nie żyją. Kościół nie jest takim klubem, który musi udowodnić najpierw sobie, a potem całemu światu, że „Elvis żyje”, bo jest dla nas ważny.

Apostołowie są świadkami, że wydarzyło się coś, na co nie mieli wpływu, czego nie przewidzieli. Nie muszą socjotechniką albo ćwiczeniem świadomości i wyobraźni przywracać Jezusa do życia. My też nie musimy. Nie tylko dlatego, że to niemożliwe, ale po prostu dlatego, że niepotrzebne, bo On żyje i działa. Cel Kościoła ma naprawdę niewiele wspólnego z zapoznaniem ludzkości z „życiem i dziełem” Jezusa, jakby to był jakiś Wielki Wieszcz. Nie chodzi nam o to, żeby wszystkich przekonać, że był kimś wielkim, i by znali Ewangelię na pamięć, tak jakby chrześcijaństwo było światowej skali fanklubem Jezusa. Ja, chrześcijanin, nie jestem w stanie sprawić najważniejszego: tego, żeby ten obok mnie spotkał Zmartwychwstałego. Jestem tylko świadkiem. Dopiero taka pokora realizmu daje wolność i odwagę do głoszenia Ewangelii. „Uwierzysz albo nie. Przyszedł, kiedy czytałem Pismo. Przyszedł, kiedy łamaliśmy chleb. Wtedy, kiedy rozmawialiśmy o Nim. Przyniósł pokój. Został z nami. Pozwolił się dotknąć. Posłał nas. Pewnie i do ciebie przyjdzie. Miej oczy otwarte, bo On żyje”.

 

Podali Mu kawałek pieczonej ryby; wziął i jadł wobec wszystkich
Podali Mu kawałek pieczonej ryby; wziął i jadł wobec wszystkich

Gdzie wszystko się zaczyna

Mariusz Tabaczek OP

Dz 3, 31-15. 17-19 • Ps 4 • 1 J 4, 2. 4-9 • Łk 24, 35-48

Przez kilka lat mieszkaliśmy w jednym klasztorze – najpierw w Poznaniu, później w Warszawie i Krakowie. Dziś, ze względu na dzieląca nas odległość, widujemy się raczej rzadko. Nie dzwonimy, nie piszemy maili. Gdy jednak pojawia się okazja spotkania, nigdy jej nie marnujemy. Jeśli udaje się nam zobaczyć, zwykle wszystko dzieje się w wielkim pośpiechu. Gdy wracam myślami do tych spotkań, uświadamiam sobie, jak dużo i jak szybko wtedy mówię. Tomasz słucha w skupieniu. Ponieważ czasu jest niewiele, nie tracimy go na rozmowy o błahych sprawach. W zasadzie chodzi o jedno. Opowiadamy sobie nawzajem o tym, „co nas spotkało w drodze i jak poznaliśmy Jezusa”. Wspaniale jest mieć kogoś bliskiego, komu można opowiedzieć o doświadczeniu własnej wiary. Przedziwna to relacja, w której łączy nas przede wszystkim Jezus, wiara, św. Dominik i zakon braci kaznodziejów. Wszystko inne jest na drugim planie, a rozmowa o sprawach najważniejszych wystarcza, karmi i podtrzymuje życie.

Bardzo potrzebujemy dzielenia się naszą wiarą z innymi. Powinniśmy opowiadać sobie o tym, co spotyka nas na naszej drodze. O tym, jak poznajemy Jezusa, który przychodzi zarówno w tym, co radosne, pełne nadziei, szczęścia i spełnienia, jak również w tym, co jest zmaganiem, krzyżem, bólem i wołaniem o zmiłowanie. Jeśli nie dzielimy się wiarą z tymi, którzy wierzą obok nas, zamykamy się w przestrzeni swojego własnego serca i nie wydajemy owocu.

Tymczasem Jezus przychodzi właśnie wtedy, gdy apostołowie rozmawiają ze sobą i opowiadają o tym, jak spotkali i poznali Go w drodze. Staje wśród nich i obdarowuje ich pokojem. Przynosi też łaskę Ducha Świętego, który oświeca ich umysły i sprawia, że zaczynają rozumieć Pisma. To wszystko ma ich umocnić i przygotować ich serca na przyjęcie słów rozesłania: „Wy jesteście świadkami tego”.

Dominikańskie kaznodziejstwo i wszelkie głoszenie prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa, do którego zaproszeni są wszyscy wierzący, rodzi się z opowiadania sobie nawzajem o tym, „co nas spotkało w drodze i jak poznaliśmy Jezusa”.

 

Wznieś ponad nami światłość Twoją, Panie
Wznieś ponad nami światłość Twoją, Panie

Będziecie świadkami

Cezary Jenta OP

Dz 3, 31-15. 17-19 • Ps 4 • 1 J 4, 2. 4-9 • Łk 24, 35-48

Grupa młodych ludzi postanowiła się spotykać na wspólnej modlitwie i czytaniu Słowa Bożego. Na co dzień byli prawnikami, lekarzami, informatykami… Robili karierę w świecie, który nie sprzyjał rozmowom o wierze. Przyznawanie się do tęsknoty za życiem inspirowanym przez Pana Jezusa było w nim źle widziane. Od kilku miesięcy gromadzili się w prywatnych mieszkaniach, by wspierać się w wierze i pogłębiać swoje rozumienie Biblii. Pełni dobrej woli i entuzjazmu wgryzali się w natchnione teksty.

Gdy do nich trafiłem, szybko przekonałem się, że właściwie nie znają Starego Testamentu. Obraz wierzących żydów z czasów Pana Jezusa ograniczał się do obłudnego faryzeusza bezdusznie zachowującego przepisy Prawa, a Bóg był odległym i niedostępnym władcą panującym „na tronie z marmurowych chmur”. Niektórzy z nich byli bardzo zdziwieni, gdy wyjaśniałem, dlaczego Prawo było konieczne w historii narodu wybranego, ile możemy się nauczyć od starotestamentalnych postaci. Zachwycali się miłosną Pieśnią nad pieśniami czy wzruszającymi fragmentami Izajasza.

Podobni byli do apostołów w wieczerniku, których Pan Jezus przekonywał do trzech rzeczy. Po pierwsze, by się nie bali, by napełnili serca pokojem, bo zło i śmierć zostały pokonane, skoro On stoi między nimi żywy. Po drugie, że zmartwychwstał jako Bóg wcielony i teraz mogą dotknąć Jego ciała, zobaczyć Jego rany, poczęstować Go pieczoną rybą. Zatem zbawienie dotyczy nie tylko wyżyn duchowych, ale całej rzeczywistości ludzkiej. Wreszcie po trzecie: wydarzenie, którego są świadkami, można zrozumieć jedynie w świetle pism Prawa, Mojżesza, Proroków i Psalmów. Ta błyskawiczna katecheza zakończyła się rozesłaniem: „Wy jesteście świadkami”.

Przez dwadzieścia wieków sytuacja niewiele się zmieniła. Jeżeli uczniowie Chrystusa mają stać się zaczynem przemieniającym oblicze kancelarii adwokackich i sal sądowych, szpitali i przychodni, firm maklerskich i parkietów giełdowych, muszą łączyć w sobie trzy elementy. Odwagę zakorzenioną w świadomości, że Jezus żyje i jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Taka odwaga wynika z osobistego spotkania z Mocą Zmartwychwstałego. Wiarę, że wcielenie Boga nie kończy się na krzyżu i śmierci Jezusa, ale jest integralną częścią zmartwychwstania i dlatego żaden obszar ludzkiego życia nie jest wyłączony spod zbawczej mocy. Wiedzę płynącą z solidnego studiowania i rozumienia obu Testamentów. Jeśli to nastąpi, nie będziemy musieli się zastanawiać, czy Polska jest jeszcze krajem katolickim.