Nie ignorujmy żadnego z nich! Mamy prawo przeżywać je wszystkie, lecz nie pod wpływem wszystkich musimy działać.

Z o. Tomaszem Gajem rozmawia Magdalena Pajkowska:
Magdalena Pajkowska: czy uczucia różnią się od emocji?

Tomasz Gaj OP: Gdy w dżungli człowiek widział węża, jego ciało automatycznie mobilizowała emocja strachu i uciekał. W warunkach dzikich wszystko to, co służyło przetrwaniu, było promowane. I tym są emocje. To dzięki nim człowiek mógł dobrze się przystosować i przeżyć. Mamy wbudowany biologiczny system, który mówi: „Walcz albo uciekaj”.

Emocje są krótkotrwałe, związane z konkretną sytuacją, dotyczą naszej biologii i często są nieświadome. Najczęściej wśród emocji podstawowych wymienia się: złość (gniew), radość, smutek, lęk oraz zdziwienie i wstręt. Emocje dotyczą naszego ciała, a uczucia głowy. Uczucia są uświadomioną emocją, czyli jej nazwaniem. W języku codziennym często używamy jednak tych pojęć zamiennie i tak też będziemy ich używali w naszej rozmowie.

Po co nam emocje dzisiaj?

– Potrzebujemy ich, bo rodzimy się z przemożną potrzebą relacji na każdym etapie życia. Nie ma relacji między ludźmi bez emocji. Istotą każdej więzi jest miłość. To ona daje i podtrzymuje życie. Jeśli dziecko – zależne w pełni od rodziców – nie dostaje miłości, to naturalnie zaczyna się złościć. Jego zdrowa złość służy temu, żeby przyciągnąć uwagę matki i naprawić relację. Jeśli jednak mama ma problem z akceptacją złości, to będzie w jawny lub niejawny sposób przekazywała dziecku, żeby się nie złościło, więc dzieciak, żeby ocalić relację z matką, będzie ignorował swoją złość i uczył się niewiary w swoje emocje.

Często rodzice mówią do dzieci: „Nie płacz, nie krzycz, bądź cicho”.

– Czyli nie przeżywaj, nie odczuwaj. Można, trzeba przeżywać wszystkie uczucia. Nie ma uczuć dobrych i złych. Katechizm Kościoła mówi, że uczucia są moralnie obojętne.

Jak wyrażać uczucia?

– Nie ignorujmy żadnego z nich! Zwróćmy uwagę także na to, co dzieje się z ciałem, nie tylko z głową. Mamy prawo przeżywać wszystkie uczucia, lecz nie pod wpływem wszystkich musimy działać. Jeśli podejmujemy działanie, róbmy to tak, żeby nie krzywdzić innych.

Jeśli jestem wściekły na kogoś, zdrowym podejściem będzie powiedzenie mu, że jestem wściekły, o co jestem wściekły i czego oczekuję. A niezdrowym działaniem będzie, jeśli wyleję mu wiadro pomyj na głowę albo go uderzę czy zwymyślam.

Jak mądrze towarzyszyć uczuciom innych?

– Mądra matka przede wszystkim słucha i nie zabrania synowi lub córce przeżywania uczuć. Nazywa je i pomaga mu sobie z nimi poradzić: „Widzę, że jesteś zły. Opowiedz mi o tym”. To nie znaczy, że ulega tym uczuciom.

Z dorosłymi działa to podobnie?

– Tak, jednak najpierw ktoś musi chcieć nas zaprosić do świata swoich emocji. Mąż przychodzi z pracy, a żona chce z nim pójść do kina. On jest zmęczony i mówi: „Wiesz, nie mam dziś ochoty na kino”. A żona się złości. On ma wtedy wybór – może powiedzieć: „OK, zrobię to dla ciebie, chodźmy”. Albo może jasno powiedzieć: „Absolutnie nie jestem w stanie pójść dziś z tobą do kina. Widzę, że jesteś zła. Przepraszam”. Ich relacja jest zdrowa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy żona sama nie umie radzić sobie ze swoją złością i zaczyna uogólniać, obwiniać, mieć pretensje. Mąż od razu zaczyna się bronić, atakując. To już nie ma nic wspólnego ze zdrową złością. To jest nieumiejętność poradzenia sobie z tą emocją. To zamiana konstruktywnej złości na toksyczne obwinianie, pretensje, uogólnianie. W takiej sytuacji każda codzienna złość może wywołać lawinę.

Jak mają się uczucia do woli?

– Rozum i wola nie są po to, żeby panowały nad uczuciami. Skoro Bóg dał nam rozum, wolę i uczucia – to dał po to, żeby działały w harmonii. Nie w walce. Zaufaj uczuciom, ale używaj głowy i woli.

Czy uczucia pomagają nam w podejmowaniu decyzji?

– Rozum ma władzę nad uczuciami, ale nie dyktatorską, tylko dyplomatyczną. Nie można jednak podejmować racjonalnych decyzji bez uczuć. Obiegowo mówi się o podejmowaniu decyzji „na zimno”, ale wtedy pozbawiamy się sprzymierzeńca, którym są uczucia.

Czy uczucia mogą być grzechem?

– Uczucia nigdy nie są grzechem! Grzech zaczyna się wtedy, gdy świadomie zaczynam działać pod wpływem jakiegoś uczucia, krzywdząc siebie lub innych. Choć wśród siedmiu grzechów głównych jest złość, to nie chodzi tu o uczucie, tylko o to, co z tą złością robimy. Jeśli nasza złość przeradza się w agresję, wówczas jest grzechem. Mało tego – im mniej pozwalamy sobie na złość, tym bardziej ona z nas wychodzi nie wprost. Jeśli ktoś się nie złości, to i tak w bierny sposób wyraża to uczucie. Do klasyki repertuaru biernej agresji należą: obrażanie się, ciche dni, pogarda, złośliwość, obgadywanie.

To znaczy, że jeśli nie nazwiemy tego, co w nas jest, to nie będziemy zdawali sobie sprawy z tego, czego potrzebujemy?

– Dokładnie tak. Uczucia są związane z potrzebami. Jeśli nie wiem, co czuję, nie dowiem się, czego potrzebuję. Uczucia zawsze mi mówią, jakie potrzeby są niespełnione.

A czym jest spokój? Czy to jest brak uczuć czy ich opanowanie?

– Harmonia uczuciowa to nie spokojny błogostan, ale adekwatne reagowanie na to, co przynosi życie. To taki kompas. Uczucia mówią mi, gdzie jestem, dokąd mam iść. Gdy reagujemy mądrze, gdy oswoimy uczucia i nie będziemy się ich bać – one pomogą nam bezpiecznie wędrować przez życie.

Czy kobiety i mężczyźni czują inaczej?

– Są różnice w przeżywaniu emocji, ale one nie są aż tak duże, jak nam się wydaje. Natomiast są znaczące różnice w ich okazywaniu i przeżywaniu. Czyli różnicą jest forma, a nie treść.

Dzięki uczuciom nasze życie jest piękne?

– Dzięki uczuciom nasze życie ma smak, ma kolor. Dzięki nim nasze życie ma głębię, ma tempo. Także w wierze – jeśli nie ma fascynacji Bogiem i poczucia pochwycenia, pozostaje ona blada. Św. Piotr Chryzolog mówił: „Bóg z miłością pociąga świat ku sobie (…) i przywiązuje uczuciem”.

Tekst rozmowy ukazał się w miesięczniku „Tak Rodzinie” 3/2015, wydawanym przez zgromadzenie Sióstr Loretanek. Tytuł i lead pochodzą od redakcji Dominikanie.pl. 

takRODZINIE_winieta